Urodzony
10.02.1981r. we Wrocławiu.
Szef kuchni z
duszą artysty.
Historia.
Urodził się, tak
jak wszyscy. Najmłodszy wśród czwórki rodzeństwa, upragniony,
jedyny syn. Nie trudno się domyślić, że stał się oczkiem w
głowie taty? W końcu miał z kim oglądać mecze, naprawiać
samochód, grać w piłkę. Zabierał również Juliusza w góry,
góry, które kochał i tą miłość zaszczepił na dobre w chłopcu.
Ale Julek wolał
rozwijać swoje zainteresowania, te których nikt mu nie sugerował.
Na przekór rodzinie, która nie była zbyt zadowolona tym faktem.
Facet, który gotuje? Facet, który maluje? A czy przypadkiem nie
miałeś naprawiać samochodów i rąbać drewna? Jeszcze ten ogródek
warzywny, na który namówił matkę... Ojciec się tylko krzywił,
ale kochał go, ufał, że wybiera dobrze. Mimo wszystko musiał go
wysłać na boks, żeby umiał się bronić, tak na wszelki wypadek.
Julek przystał na to, co mu szkodzi?
Skończył
technikum gastronomiczne, papierek zawsze się przyda, reszta to
ciężka praca. Zaczynał na zmywaku, w trakcie studiowania na ASP
we Wrocławiu. Wydział ceramiki i szkła, katedra szkła. Czemu
szkło? Bo tego nie umiał, miał duże chęci, cały monopol chęci
i fascynacji tym materiałem, tym jak pięknie współpracuje ze
światłem.
Chwile wytchnienia
dał sobie dopiero po ukończeniu studiów. Wyjechał na rok,
najpierw zatrzymując się we Francji, później Hiszpanii i Wielkiej
Brytanii. Chwytał wolne posady w kuchniach przeróżnych
restauracji, nabywając co raz więcej doświadczenia. Przy okazji
nałapał kontaktów z początkującymi artystami. Rozwijał się w każdym możliwym kierunku jak szalony, byle tylko coś robić. Och, ale czy to nie
miała być chwila wytchnienia?
Juliusz
postanowił się ustatkować. Wrócił grzecznie do Polski, aby
spędzić czas z rodziną, znajomymi. Rozluźnić się, nie spinać,
nie biec ciągle do przodu, postać chwile w miejscu. Dać sobie czas
na przemyślenia, stworzyć ogólny zarys przyszłości, która
potoczy się zupełnie inaczej, popuścić wodzę fantazji. Pochodzić
po górach. A wiecie co Panu Julkowi przydarzyło się w tych górach?
Poznał uroczą damę, o imieniu Agnieszka, która kochała góry tak
samo jak on. Od tego czasu, już nie lubił chadzać po nich sam.
Jak się
domyślacie, wzięli ślub w Zakopanem. Tak, ciągnęli gości aż
taki kawał drogi, płacąc góry pieniędzy. I już tam zostali.
Juliusz założył własną restauracje, później nawet karczmę,
która specjalizowała się w ważeniu piw. Pszeniczne, miodowe,
korzenne, ciemne, jasne, miodowe oraz wiele innych smaków. Do tego
te wielkie kufle z fantazyjnymi wzorami, czasem też dziwnym
kształcie.
Lubił piwo, dobre
piwo.
Starali się o
dziecko. I wiecie co? Udało im się. Tylko nie im – Julek i
Agnieszka, tylko im – Tomasz i Agnieszka. Ale przecież to wszystko
wina Julka, to on ma problem z płodnością. A on myślał, że
kochać to znaczy przechodzić kryzysy, wspierać się, wierzyć w
siebie, dodawać sobie otuchy. Kłócić się, mieć ciche dni, ale
się kochać.
"Czy
miłość jest delikatna?
Nie, raczej brutalna i ostra
kuje jak oset"
Nie? Mylił się?
Aż tak inaczej postrzegał świat?
Dwa lata
małżeństwa, cóż za porażka. Zdążyli nawet zbudować dom, w
którym mieli mieszkać razem. Uroczy, dwupiętrowy, duży, drewniany
dom na obrzeżach miasta, w którym pomieściłaby się piątka
dzieci. A w ogródku szklarnia, co by można było zjeść coś
świeżego, o każdej porze roku.
Tak dorobił się
na swoich „talentach”, ale co z tego? Gdy teraz mieszkał sam w
wielkim, pustym „domu”. Więcej czasu przesiadywał w
restauracyjnej kuchni, z ludźmi którym podawał swoje dania, z
obcymi ludźmi.
Ostatnio ma
tendencje do pojawiania się w życiu innych, ale zaraz znika, gdy
podchodzi zbyt blisko.
Charakter.
Jego charakter na
razie jest trochę niedostępny. Często ciężko mu się uśmiechnąć,
co kiedyś robił niemal nagminnie, ciesząc się jak głupi do sera.
Teraz nie bardzo ufa ludziom, boi się otworzyć na kogoś, ma
tendencja do uciekania, podawania suchych faktów ze swojego życia.
Bez emocji, które chwilowo gdzieś umykają, gdy tylko wrócą na
chwilę, by wypłakać się w poduszkę. Czuje się trochę wyprany.
Ale jeśli czuje chociaż to, to znaczy, że czuje cokolwiek. Nie
jest tak źle. Przynajmniej ma jeszcze sumienie.
Kiedyś było
inaczej, lepiej, mniej boleśnie.
Opiekuńczy.
Ukryty miś przytulak z niego, uwielbia bliskość z drugim
człowiekiem, w ogóle to bardzo lubi ludzi, jakichkolwiek. Bo zawsze
w nich wierzył, że są zdolni do wszystkiego, muszą tylko chcieć.
Pomocny. Po prostu
lubi być przydatny, ale nie lubi jak go się wykorzysta i rzuci w
kąt. Jeśli już „wykorzystasz”, to odwdzięcz się
towarzystwem, miłym spędzeniem czasu.
Raczej zawsze był
ambitny, lubi osiągać to co zamierzy. Czasem idzie mu to lepiej,
czasem gorzej, kryje się w nim wewnętrzny leniuch, którego
skutecznie dławi, jednak potrafi przejąć kontrolę. Chwilowo, bo
chwilowo, ale zawsze. Trzeba być cierpliwym, czasem poczekać na coś
dłużej.
Cholernie
punktualny. Sam nienawidzi się spóźniać, lecz jeśli zrobi to
ktoś inny nie ma wielkich pretensji. Nie lubi się denerwować z
błahych powodów, a jak już, woli wyżyć się na worku
treningowym, pobiegać albo zrobić krótki wypad bliżej nieba.
Nie jest
samotnikiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Ma chwile, w których
odczuwa potrzeba bycia samemu. Zupełnie samemu. Bez ludzi, bez
telefonu. Sam, bez kontaktu ze światem rzeczywistym.
Czasem się
zapomina i wczuwa się zbyt bardzo w swoją pracę, wtedy dopiero
traci poczucie czasu, niemal znika z powierzchni ziemi, nic go nie
obchodzi.
Wielki optymista, czasem naciągany, byle nie pokazać swoich słabości, bo przecież jest silny, stara się. Udaje przed samym sobą, może to zadziała na podświadomość. Stanie sie odporny psychicznie, tak jakby chciał.
Aparycje.
Chodzące metr
osiemdziesiąt sześć.
Jakieś takie
bliżej nieokreślone, krótkie, ciemne blond loki na łepetynie,
które czasem potraktuje zbyt okrutnie, to jeszcze bardziej się
zwijają niż by chciał. Wtedy ma ochotę zostać w domu przez
resztę dnia.
Najzwyczajniejsze
błękitne oczy, którymi często patrzy „spod byka”.
Ubiera się
również najzwyczajniej na świecie, i w ogóle, to mało
nadzwyczajny facet z niego.
Spotkać go można
w miejscach jego pracy, często wychodzi na salę, do ludzi, co by
zapytać czy wszystko smakuje i czy obsługa miła.
Wszelkiego rodzaju
galerie sztuki, małe, dziwne sklepiki, biblioteka, księgarnia,
kwiaciarnie, sklepy ogrodnicze, na wieczornym spacerze no i na trasie
w górach, bliżej nieba.
Powiązania ||
Noty || Galeria
Dzień dobry, dobry wieczór, siema. Wyszło takie "coś", no i nie wiem czy jestem z tego zadowolona, ale cóż. Może jeszcze coś zawita w mojej głowie, prócz nieszcęśliwego misiaka, ale myślę, że Julek jakieś wady ma, tylko nieujawnione... Wyjdzie w praniu.
Bywam wieczorami, ale najczęściej w weekendy, mam tendencje do siedzenia, do późnych godzin.
Bywa, że wena mnie opuszcza, a mój mózg jest wyprany w tygodniu, bo wracam późno ze szkoły.
Mogę zaczynać, nawet całkiem to lubię, gorzej z pomysłami na zaczęcie, ale czasami siebie zaskakuję.
Cytaty z "Romeo i Julia", twarzyczki użyczył mój brzydal Joseph Morgan.
Jak coś gdzieś źle, błąd, cokolwiek, pisać. Zdarza mi się strzelać gafy.
Jakby co gadu: 4738961. Czasami tam bywam.