-
Swietlana Pietrowna
- 24 lata ▲ połowiczna Rosjanka ▲ korektorka w kobiecym magazynie
mieszkająca z chodzącą patologią, robiącą za współlokatora
Jeśli ktoś mówi, że ma dystans do wszystkiego, to znaczy, że bardzo cierpi.
- — Sławomir Mrożek
Ucieczka ponoć jest zawsze rozwiązaniem. Najczęściej najgłupszym z możliwych, ale lepsze to niż nic, prawda? Tak samo przecież było z tobą, Svet. Pamiętasz dzień pogrzebu swojej matki? Pamiętasz, jak to się skończyło? Miałaś rzucić jakąś ckliwą mowę, rozpłakać się przed tymi wszystkimi ludźmi, a zamiast tego zbiegłaś z mównicy i uciekłaś, nawet nie mogąc patrzeć na to, jak zasypują trumnę z ciałem twojej rodzicielki. Znaleziono ciebie kilka przecznic dalej, w pobliskim parku, gdy wypalałaś do końca paczkę papierosów, trzęsąc się niczym jakaś pieprzona galareta. Ale w takim, a nie innym stanie widziała ciebie tylko jedna osoba, która nie dość, że to przemilczała, a przyjęła ciebie do siebie na czas bliżej nieokreślony. I zostałaś. Jakoś tak...Wyszło.
Sprzątając wasze stare mieszkanie, do którego zajrzałaś dopiero kilka tygodni później, znalazłaś jakieś skrywane głęboko dokumenty, pamiętniki i listy, których data sięgała kilkanaście lat wstecz. Czytając po kolei następne strony, kartki, czy egzemplarze znalazłaś pojawiające się wielokrotnie jedno nazwisko: Dominik Skrętowski, które często zamieniane było na D.S. albo na zwykłe: Dominik.
Matka nigdy nie wspominała ci o tym, kto jest twoim ojcem, jak się nazywał, kim był. A każde pytanie o niego zbywała w jakiś sposób, starając się ukryć nerwowość w swoim głosie.
Aż teraz, po jej śmierci, odnajdujesz swój akt urodzenia. A także zdjęcie jakiegoś zaledwie dwudziestoletniego ciemnowłosego mężczyzny, który ze zniewalającym uśmiechem wpatruje się w ciebie z fotografii. Dopiero wtedy dostrzegasz podobieństwo w kształcie nosa, pełnych wargach, czy chociażby kolorze włosów. Twoja matka była blondynką, jak na rodowitą Rosjankę przystało. A to, co dostałaś po niej to jadowicie zielone tęczówki i mocno zarysowane kości policzkowe ukazujące twoje słowiańskie pochodzenie.
Do tego ten mikry wzrost... Taki metr sześćdziesiąt w kapeluszu z dodatkiem wysokich obcasów daje ci jakiś w miarę normalny wygląd, dzięki czemu nie jesteś uznawana za kuzynkę liliputa z cyrku obok.
Kto by się również spodziewał, że z tej wychowanej wśród przepychu spowodowanym pokaźnym kontem bankowym matki, która jako córka potentata naftowego mogła się takowym pochwalić, staniesz się tym samym zamkniętą hipokrytką, neurotyczką i karmiącą wszystkich jadowitymi, ironicznymi wypowiedziami pannicą? To na kogoś burkniesz, to nawrzeszczysz. Z czasem zaczniesz rzucać przedmiotami, kiedy po prostu zabraknie ci argumentów, albo będziesz musiała się wyżyć. Zszywacz? Telefon? But? Jasne, czemu nie. A czyjeś czoło stanie się za to tarczą z ogromnym, czerwonym celownikiem. Jednak czasami łaskawiej na kogoś popatrzysz. Wtedy otwierasz bramy pierwszej bariery ciebie otaczającej, co inni nazywają po prostu seksem.
Jednak zdarzają się i takie dni, w których pragniesz się zamknąć w swojej sypialni, włączyć głośno folder z balladami i wyciskaczami łez, w dłoni trzymając butelkę smakowej wódki, aby pozwolić na otulającą ciebie nostalgię i insomnię.
A potem skacowana idziesz do pracy, paląc niczym lokomotywa z rana, pomimo tego, że nie musisz. Ale chcesz. Bo to sprawia, że nie myślisz, nie szukasz. A przynajmniej nie robisz tego wszystkiego świadomie.
Sprzątając wasze stare mieszkanie, do którego zajrzałaś dopiero kilka tygodni później, znalazłaś jakieś skrywane głęboko dokumenty, pamiętniki i listy, których data sięgała kilkanaście lat wstecz. Czytając po kolei następne strony, kartki, czy egzemplarze znalazłaś pojawiające się wielokrotnie jedno nazwisko: Dominik Skrętowski, które często zamieniane było na D.S. albo na zwykłe: Dominik.
Matka nigdy nie wspominała ci o tym, kto jest twoim ojcem, jak się nazywał, kim był. A każde pytanie o niego zbywała w jakiś sposób, starając się ukryć nerwowość w swoim głosie.
Aż teraz, po jej śmierci, odnajdujesz swój akt urodzenia. A także zdjęcie jakiegoś zaledwie dwudziestoletniego ciemnowłosego mężczyzny, który ze zniewalającym uśmiechem wpatruje się w ciebie z fotografii. Dopiero wtedy dostrzegasz podobieństwo w kształcie nosa, pełnych wargach, czy chociażby kolorze włosów. Twoja matka była blondynką, jak na rodowitą Rosjankę przystało. A to, co dostałaś po niej to jadowicie zielone tęczówki i mocno zarysowane kości policzkowe ukazujące twoje słowiańskie pochodzenie.
Do tego ten mikry wzrost... Taki metr sześćdziesiąt w kapeluszu z dodatkiem wysokich obcasów daje ci jakiś w miarę normalny wygląd, dzięki czemu nie jesteś uznawana za kuzynkę liliputa z cyrku obok.
Kto by się również spodziewał, że z tej wychowanej wśród przepychu spowodowanym pokaźnym kontem bankowym matki, która jako córka potentata naftowego mogła się takowym pochwalić, staniesz się tym samym zamkniętą hipokrytką, neurotyczką i karmiącą wszystkich jadowitymi, ironicznymi wypowiedziami pannicą? To na kogoś burkniesz, to nawrzeszczysz. Z czasem zaczniesz rzucać przedmiotami, kiedy po prostu zabraknie ci argumentów, albo będziesz musiała się wyżyć. Zszywacz? Telefon? But? Jasne, czemu nie. A czyjeś czoło stanie się za to tarczą z ogromnym, czerwonym celownikiem. Jednak czasami łaskawiej na kogoś popatrzysz. Wtedy otwierasz bramy pierwszej bariery ciebie otaczającej, co inni nazywają po prostu seksem.
Jednak zdarzają się i takie dni, w których pragniesz się zamknąć w swojej sypialni, włączyć głośno folder z balladami i wyciskaczami łez, w dłoni trzymając butelkę smakowej wódki, aby pozwolić na otulającą ciebie nostalgię i insomnię.
A potem skacowana idziesz do pracy, paląc niczym lokomotywa z rana, pomimo tego, że nie musisz. Ale chcesz. Bo to sprawia, że nie myślisz, nie szukasz. A przynajmniej nie robisz tego wszystkiego świadomie.
- związani ▲ wspomnienia
Ostatnimi czasy Joshua coraz częściej wychodził wieczorami na imprezy. Ot, ciepło się zrobiło, więc nie widział sensu siedzieć w apartamencie, szczególnie, że nie miał tam nic do roboty. Zresztą, nie chciał znowu pokłócić się ze Svet, co ostatnio zdarzało się dość często. Sam nie wiedział czym to było spowodowane i czyja to była wina, czy jego czy jej. Nie było to jednak ważne, zawsze i tak kończyło się na rzucaniu wazonami, krzykami i trzaśnięciem drzwi, przez niego najczęściej. Może właśnie dlatego uciekał z apartamentu i szedł na imprezę, aby zaoszczędzić i sobie i Svet nerwów. I dzisiejszy wieczór nie różnił się pod tym względem od poprzednich. Przynajmniej dopóki Joshua nie postanowił wrócić do mieszkania.
OdpowiedzUsuńZazwyczaj Joshuy w apartamencie nie było do samego rana. Kiedy zaś już wracał, szedł do swojego pokoju i rzucał się na łóżko w ubraniach, na którym spał kilka następnych godzin. Tym jednak razem postanowił wrócić dość wcześnie. A była już godzina pierwsza w nocy, gdy wtoczył się kompletnie pijany do apartamentu, robiąc oczywiście przy tym wiele hałasu, jednocześnie mrucząc wiązankę przekleństw pod nosem. Ale nic dziwnego, skoro co krok się o coś potykał. Przy okazji przy wejściu zrzucił ramkę ze zdjęciem z komody, w kuchni zbił szklankę, a w salonie przewrócił krzesło. W końcu jednak klapnął wygodnie na kanapie, próbując zdjąć buty i wyswobodzić się z kurtki, którą wciąż miał na sobie.
Nikodem
Svetlana nie była pierwszą kobietą, która chciała go zmienić. Przed nią były setki innych i każda miała nadzieję, że będzie tą jedyną, tą, którą uda się zmienić Joshuę na lepszego człowieka. Niestety, żadnej do tej pory się nie udało i zapewne minie jeszcze kilak dobrych lat nim któraś w końcu dopnie swego. O ile w ogóle było to możliwe, bo czasami zdawać by się mogło, że panicz Arnaud nie zmieni się nigdy. A powinien, bo rodzice przecież nie będą utrzymywać go do usranej śmierci, prawda? I oni kiedyś odejdą, wtedy Joshua będzie zdany na siebie. Oczywiście zapiszę mu pewnie swoje pieniądze, ale na ile mu one starczą? Bo przecież nie będzie sam zarządzał firmą ojca! Chyba, że znajdzie kogoś, kto będzie nią rozporządzał w jego imieniu, sam zaś będzie tylko podpisywał jakieś papiery i pojawiał się na bankietach. O tak, tak mógłby żyć. Tylko co robiłby w międzyczasie? Dalej grał, pił i rozdziewiczał biedne, niczemu winne niewiasty? Cóż, chyba faktycznie czas było wziąć się za siebie. A jedyne co mu przychodzi do głowy to własny klub. Z tym by chyba dał sobie radę, prawda? Zresztą, zawsze mógł kogoś zatrudnić do pomocy, jak zwykle.
OdpowiedzUsuńOwszem, dobrze wiedział, że niewyspana Svetlana to zła Svetlana. I zapewne, gdyby nie był pijany, wszedłby do apartamentu na palcach, aby jej nie obudzić. Niestety, Joshua ledwo trzymał się na nogach i kompletnie zapomniał o bestii, którą trzymał pod dachem. Bestii, która prawdopodobnie zje go żywcem za to, że hałasuje o pierwszej w nocy i nie daje jej spać. Josh jednak miał to w tej chwili gdzieś, był zbyt zajęty ignorowaniem bólem, który rozsadzał mu czaszkę. I choć w takich chwilach zawsze powtarzał, że nigdy więcej nie będzie pił, nawet on wiedział, że było to wierutne kłamstwo i nazajutrz znowu napierdoli się w trzy dupy i będzie w takim samym stanie.
W pewnej chwili po prostu przestał mocować się z ubraniami i położył się na kanapie, przymykając niebieskie ślepia, aby choć trochę zmniejszyć ból głowy. Nawet chyba się sekundkę zdrzemnął, bo nawet nie usłyszał, że ktoś przemyka cicho korytarzem i staje za kanapą. Dopiero ból w barku ocknął go na tyle, że otworzył swoje ślepia i spojrzał wprost na ciemnowłosą. Uśmiechnął się szeroko, podnosząc się do pozycji siedzącej i przeczesał palcami swoje brązowe kosmyki, sprawiając, że były jeszcze bardziej rozczochrane niż przed chwilą.
- A wypaliła - powiedział z głupawym, pijackim uśmiechem na twarzy, wyciągając rękę w kierunku Svety, aby zabrać jej parasolkę z dłoni i rzucić gdzieś w kąt salonu.- Ale wiesz, tak sobie pomyślałem, że ja się tak dobrze bawię, a ty, hik, siedzisz sama w apartamencie, więc, hik, postanowiłem, że, hik, wrócę do ciebie i z tobą, hik, posiedzę - zdołał wykrztusił, czkając co kilka sekund. Mówiąc to, udało mu się też stanąć na nogi i nieco chwiejnym krokiem podszedł do dziewczyny, obejmując ją w pasie.- I teraz tak sobie, hik, myślę, że możemy, hik, porobić duuuużo ciekawsze rzeczy, hik, niż tylko sobie siedzieć - dodał po chwili, szczerząc się od ucha do ucha jak dziecko chore na downa.
Nikodem
No cóż, tak się jakoś zdarzało, że Nikoś rzadko kiedy wracał najebany do domu w środku nocy i zamiast iść spać to hałasował. Najczęściej wracał nad ranem, kiedy Svetlana albo była już w pracy, albo powoli wychodziła i był na etapie niezłego kaca, więc od razu kładł się spać. Nic więc dziwnego, że dziewczyna widziała go zaledwie kilka razy w takim stanie. Wtedy jednak nie byli sam na sam, więc do łba nie przychodziły mu głupie i zboczone pomysły. W przeciwieństwie do teraz, bo gdy tylko zauważył zaspaną Svetlanę, jego myśli popędziły galopem ścieżką, która dziewczynie zapewne by się nie spodobała. Zresztą, gdyby był trzeźwy też przeklinałby się za takie, a nie inne myśli. W tej chwili jednak był pijany, nie myślał racjonalnie i górę brały męskie odruchy. No cóż, trudno się mówi.
OdpowiedzUsuńNikoś miał już okazję poznać szefową Svetlany i choć lubił kobiety, nie było to przyjemne wspomnienie. Owszem, była zjawiskową kobietą, jednakże charakter z wyglądem nie szedł w parze, niestety. Czuł bowiem, że kobieta najchętniej rozerwałaby dziewczynę na strzępy za samo istnienie i gdyby nie on, najprawdopodobniej wysłuchałaby kolejnej tyrady. Jednak przy osobie postronnej nie wypada, czyż nie? Grała więc aniołka, choć Nikoś dobrze wiedział, że tylko udaje. Od tamtej pory naprawdę starał się nie wchodzić Svietlanie w drogę, aby nie miała nieprzyjemności w pracy, ale jak wiadomo, nie zawsze wszystko mu się udaje. No bo kto by pomyślał, że nagle wróci do domu w środku nocy? Nikt, nawet on. Ot, taki kaprys, którego pod wpływem alkoholu nawet nie przemyślał.
- Od razu nawalony - prychnął cicho, przy okazji teatralnie wywracając ślepiami.- Tylko lekko wstawiony. Przysięgam, wypiłem zaledwie pięć kolejek wódki i jakiegoś drinka, ewentualnie dwa, a może nawet i pięć? - mruknął w zamyśleniu, jednak szybko powrócił do rzeczywistości, znowu uśmiechając się jak debil.- Svet, mi zrobiłabyś krzywdę? Mi? Naprawdę? - spojrzał na nią poważnie, starając się mieć szeroko otwarte oczy, które jak na złość powoli mu opadały. Znak, że powinien się położyć, a nie pieprzyć głupoty i podrywać swoją współlokatorkę.
Nikodem
[Również witam. I po pierwsze: śliczna pani na zdjęciu!
OdpowiedzUsuńA teraz myślę. Svetlana mogłaby zajrzeć do kawiarni matki Antka, gdy ten miał akurat zmianę. No i on, jak to on, zacząłby tą swoją gadkę szmatkę, jaka jest ładna i w ogóle. Albo Antek mógłby się znać z tą "chodzącą patologią, robiącą za współlokatora" i jakoś przez tę osobę mogą się poznać. Jestem wyprana. ]
Antek Wrzesiński