sobota, 27 kwietnia 2013

Niedołęga życiowa.


LILIANNA   WÓJCIK
20.09.1991, Zakopane

Moi rodzice zawsze szczyli się tym, że mają zdolne dzieci. Przynajmniej dopóki na świecie nie pojawiłam się ja - niedołęga życiowa. Byłam późnym dzieckiem, raczej niezbyt wyczekiwanym, wobec którego małżeństwo statecznych ludzi miało mieszane uczucia. Oczywiście jednak postąpili jak cywilizowane stworzenia i postarali się mnie wychować.
N i e  u d a ł o  s i ę  i m. 
Nigdy nie byłam jak trójka mojego starszego rodzeństwa. Nie jestem jak Izabela, która zaraz po maturze wyjechała do Stanów Zjednoczonych  studiować na prestiżowym Harvardzie. Dzisiaj zbija krocie w jednej z niemieckich korporacji, ma męża i dwójkę nieznośnych bahorów. Nie jestem też jak Hanna - wrażliwa duszyczka, która spełnia swe ambicje na deskach Teatru Narodowego. Także nie przypominam Janka, niegdyś wolnego ducha, dzisiaj zawziętego prawnika. Tak, tak - odstaję od nich ponad miarę.
Mam dwadzieścia dwa lata. Ledwo zdałam maturę w technikum gastronomicznym, obecnie pracuję jako kelnerka w jednej z karczm na Krupówkach. Mieszkam z rodzicami, a w ramach rozrywki dorabiam sobie jako fotograf jednej z lokalnych gazet. Nie mam pomysłu na życie, tkwię w jednym miejscu. Nie szukam księcia z bajki, chociażby zwykłej miłości. Chcę uwolnić się od niedogodności, ale wiem, że życie ma tylko szare odcienie. 

POWIĄZANIA | NOTKI | CIEKAWOSTKI

[Cześć. Karta trochę chaotyczna i niedopracowana. Jestem chętna na wszystkie wątki - mogę zarówno zaczynać jak i dawać pomysły (choć to drugie wychodzi mi fatalnie).]



6 komentarzy:

  1. [Ojej, to samo nazwisko.]

    Karusia. ~

    OdpowiedzUsuń
  2. [Wątek? ;D Podobni są w sumie. Oboje ten sam rocznik, oboje mieszkają z rodzicami, bez żadnych ambicji życiowych. Mogliby się od czasu do czasu spotykać na piwie, by narzekać, jacy to oni biedni. Chyba, że masz coś lepszego ;D ]

    Filip

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hah to ja poczekam ;D]

    Filip

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja mam szalony pomysł. Nawet trochę bardzo. Wójcik mogłaby zostać wysłana z tej swojej gazety do Poznania, żeby zrobić jakieś zdjęcia dotyczące Pianisty. Wiadomo, grubsza sprawa więc uciecha jest. Nie udało by się to zbytnio, bo dużo policji i nie chcieli ani udzielać wywiadów, ani odpowiadać na pytania, ani nie pozwalali robić zdjęć. No, ale ona wciąż byłaby na korytarzu budynku, w którym odnaleziono ciało i można byłoby założyć, że słychać byłoby tę jego wysławioną muzykę. Wróciłaby do domu, wiadomo, bez informacji ani niczego. Potem mogłaby iść sobie do jakiejś kawiarni i usłyszeć jak Cezar nuci pod nosem tę melodię - rzecz jasna, została skomponowana przez niego]/Cezar

    OdpowiedzUsuń
  5. [Witam, witam. Chętna na wątek?
    Zapraszam pod kartę. ;) Może coś by udało się wskórać, skoro Wójcik skończyła technikum gastronomicze, a Julek jest całkiem dobrym szefem kuchni.]

    Juliusz

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobno on spieprzył wszystko po całej linii. Miał zostać jakimś adwokatem, prokuratorem, czy Bóg jeden wie kim, miał przynieść dumę i chlubę nazwisku, miał być tym kimś kim, można było się pochwalić przed znajomymi i rodziną. Miał mieć konto w banku, dom, pracę i żonę, a najlepiej gdyby i dzieci się szybko pojawiły na tym padole. A tymczasem on nawet palcem nie skinął, by chociaż się z jednego obowiązku wywiązać, co jak wiadomo doprowadzało staruszków do szewskiej pasji. W końcu to jego życie i może sobie z nim robić co chce. Teoretycznie.
    Podczas gdy wszyscy jego koledzy i koleżanki z byłej klasy studiowali na jakiś prestiżowych uczelniach, on korzystał z uroków sklepu monopolowego ojca, zupełnie nie przejmując się światem? Bo i po co? Gdy się trochę procentów wypije, świat staje się jakby lepszy i bardziej znośniejszy. Przynajmniej dla niego.
    -Jedna flaszka, druga flaszka, lalala-wymruczał cicho pod nosem, z pewnym otępieniem wpatrując się w kufel piwa stojącego przed nim. Jedną z wad osiedlenia się na stałe w Zakopanem, był fakt że prawie wszyscy jego przyjaciele od tak zwanej flaszki wyjechali i/lub podobno wyrośli z tego. Dla niego to żałosne. Jak można było z picia wyrosnąć?
    Westchnął cięrpiętniczo, nadal wlepiając wzrok w piwo, jakby zaraz miało mu wyrosnąć nogi i zwiać ze stołu. Ta...upijanie się bez znajomych to żadna zabawa.

    [Z góry przepraszam za to coś ;]

    Filip

    OdpowiedzUsuń