Justyna Bachleda-Krzeptowska
13 sierpnia 1986 | Bukowina Tatrzańska | TOPR | Wiyrchowianie
tańcz! nie żałuj podłogi! | człowiek ze wsi wyjdzie, a wieś z człowieka nigdy | I'm livin' la vida loca! | nim pierwsza seta zaszumi w głowie, drugą pijemy! | bo kto nie był chociaż raz powodzianinem, nie zrozumie piękna zdania 'wszystko płynie' | z góralem nad ranem zupełnie pijany wyjdę w Tatry i w kiszek mych umyśle wyrażę się ściśle, a myśl swoją wyślę na cztery wiatry! | a gdzie Lenin? w Poroninie | tańcz jak gazda w ekstazie! | nic nie słysza, bo mi się błotnik koleboce! | przepraszam pana, czy w Zimnej Wodzie staje? | w końcu jestem na urlopie, pieprzę, powyleguję się do czwartej! | nie miłość jest ślepa, tylko ty jesteś ślepy, idioto!
Jagna (bo tym cudownym przydomkiem ochrzczono Justynę prawdopodobnie jeszcze przed jej narodzinami) to istota do gruntu okrutna, zła i niegodziwa. Hehehe, nie. Tak naprawdę jest przyjemnym człowiekiem, który pomimo całej swej zaściankowości, nadaje się na kandydata do sensownej rozmowy. Nigdy nie była dalej niż w Krakowie i nie brakuje jej światowego życia. Niewielki dom, który od Zakopianki dzielą tylko tory kolejowe, zamieszkuje razem ze swoim osobistym dziadkiem. I to też tylko dlatego, że stanowczo odmówiła samotnego prowadzenia samodzielnego życia. Takim to sposobem dostała dziadka, który w rodzinnym domu nieco zawadzał, a jako towarzysz Jagny w codziennej egzystencji sprawdza się doskonale. Chyba że akurat zechce mu się udowadniać, że jeszcze do czegoś się nadaje i znika bladym świtem razem z samochodem, a jego ukochana wnuczka musi łapać busa dla turystów, żeby w ogóle dostać się do pracy. A pracę ma wyjątkowo odpowiedzialną, bo od czterech lat należy do zacnego grona ratowników TOPR. Wcześniej ukończyła ratownictwo medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim (i to krakowska dzielnica Wzgórza Krzesławickie była najdalej wysuniętym na północ punktem, w jakim kiedykolwiek się znalazła) i z dokładnym planem dalszej kariery wróciła w rodzinne strony, tym razem już nie do Bukowiny Tatrzańskiej, skąd pochodzi, ale do zafundowanego przez rodziców domu na obrzeżach Zakopanego. Nie wyobrażała sobie, że mogłaby kiedykolwiek robić cokolwiek innego, niż to czym się aktualnie zajmuje, bo jako córeczka tatusia - zasłużonego ratownika, była wręcz skazana na kontynuowanie rodzinnej tradycji. Sam tatuś prowadzał ją od najmłodszych lat po górach w tę i z powrotem, wyciskając z niej siódme poty i zarażając przy okazji nieskończoną miłością do Tatr. Tak, Jagnę ruszają te wszystkie ckliwe cytaty o pięknie polskich gór i kiedyś w końcu wybierze ten jeden jedyny i najpiękniejszy, a potem zrealizuje plan zrobienia sobie najbardziej obciachowego tatuażu w dziejach ludzkości.
Chociaż nie należy do najbardziej kobiecych kobiet na globie, nie potrafi chodzić w szpilkach i ma jedną sukienkę, w której zwiedza wszystkie wesela, jej poziom niezdecydowania i kapryśności jest zdecydowanie aż nadto babski. Chociaż całkowicie spełnia się zawodowo, przyjemności uczuciowego spełnienia jakoś dostąpić jej nie było dane. Pewnie dlatego, że absolutnie nie potrafi się zdecydować, czego tak naprawdę chce. Bo z jednej strony chce się wyszaleć, z drugiej jednak chciałaby założyć rodzinę i wieść spokojne życie w drewnianym domku, z mężem, dziećmi i dziadkiem. Z trzeciej strony, dla odmiany, chciałaby pobyć po prostu czyjąś dziewczyną i przeżywać te wszystkie uniesienia, które niby już ma za sobą, ale mimo wszystko nie były tak cudowne, jak sobie wymarzyła. Głupia baba z niej po prostu. Głupia i pełna sprzeczności, których ona oczywiście nie zauważa, bo - bądźmy szczerzy - która baba zdaje sobie sprawę z tego, że zachowuje się jak niespełna rozumu. A Krzysiek to przecież tylko jej znajomy, oni nic tego.
Jagna lubi swój wizerunek babochłopa, nie wie, do czego służy większa część asortymentu przeciętnej drogerii, nie bywa na Krupówkach, zdarza jej się wygrywać pijackie konkursy z własnymi krzepkimi kumplami, potrafi sprawić, żeby jej włosy wyglądały olśniewająco (choć rzadko z tej możliwości korzysta), robi zdjęcia śpiącym ludziom, tęskni za siostrą, jest chyba na powrót dziewicą, marzy o ślubie z Bohunem (lub ostatecznie jakimś innym Kozakiem, który przybyłby do niej z odmętów przeszłości i ewentualnie nie był bohaterem literackim), czyta komiksy, nie umie spać do późna, nie goni za marzeniami jak popieprzona, szuka dziury w całym. Ach, i biega wytrwale od dziesięciu lat (z częściową przerwą na studia) na próby zespołu Wiyrchowianie, a potem tańczy na lokalnych imprezach i żałuje, że kobiety nie biorą udziału w zbójnickim. Ale oczywiście nadrabia prywatnie!
_____________
Jennifer Lawrence. Zapraszamy!

[Cześć!:D]
OdpowiedzUsuńEla
[Witam serdecznie! Plus za buźkę Lawrence, genialna kobitka z niej :D Poza tym, zapraszam do Nikodema jeżeli posiadasz jakiś pomysł na wątek/powiązanie :)]
OdpowiedzUsuńNikodem
[chodz do Krzysia <33]
OdpowiedzUsuń[ Dziękuję niezmiernie za lekcję fonetyki i kultury rosyjskiej, aczkolwiek jako autorka i stworzycielka tej postaci pozostanę przy swoich wcześniejszych ustaleniach, jak chociażby nazwisko. ;)]
OdpowiedzUsuńSwietłana
Jak w końcu udało mu się zamknąć stolarnie, kiedy porozwoził młodsze siostry na wszelkie możliwe zajęcia dodatkowe, gdy zjadł pierwszy posiłek tego dnia, a później odebrał milion telefonów od matki, której przypomniało się, że ma syna (chociaż widzieli się jak odbierał młodsze Pietraszki, żeby zawieźć je na milion dodatkowych zajęć), Krzysiek mógł spokojnie wykoać telefon do Justyny i zaprosić ją na spacer. Tych spacerów w tygodniu mieli conajmniej kilkanaście i za każdym razem udawali, że są przecież jedynie znajomymi, a znajomi zachowują sie tak jak się zachowywali się oni, więc nie ma w tym niczego złego. Po dobrej godzinie relaksującego spacerku przepełnionego ogólnym śmiechem, nastała dziwna, dość niezręczna cisza, której Krzysiek w żaden sposób nie potrafił zidentyfikować. - To ten... Jak w pracy? - mruknął pod nosem
OdpowiedzUsuń- To pewnie mieliście znowu z chłopakami 'ciekawe' pomysły na spędzanie wolnego czasu, co? - uśmiechnął się lekko pod nosem wkłądając przy okazje rękę do kieszeni grubej bluzy. - Dagmara ma w sobotę jakiś znowu konkurs taneczny, może byś pojechała ze mną, co? Bo ja jestem trochę słaby w uspokajaniu czternastolatek, a tobie to ostatnio dobrze szło.. - przyznał przypominając sobie ostatni 'występ' jego siostry, podczas którego Krzysiek przechodził załamanie nerwowe histerią Dagmary, za to Justyna radziła sobie naprawdę dobrze w kwestii jej uspokajania - Gdzieś w Krakowie chyba... - zastanowił się.
OdpowiedzUsuń[ Jasne, że tak. Jakieś przyjaciółki czy koleżanki? Może mieszkały razem w akademiku?]
OdpowiedzUsuńHanna
[ Hania ma urodziny 3 maja. Można zrobić tak, że Justyna będzie podchodzić koleżankę by dowiedzieć się co tej kupić na urodziny?]
OdpowiedzUsuńHanna
- No ale ja po prostu chcę żeby wszystko dobrze wyszło, nic więcej - mruknął pod nosem prezentując tym samym minę niezadowolonego pięciolatka. Cóz poradzić, że był z tych braci, którzy przejmują sie wszystkim, a jak coś nie wychodzi to są pierwsi do pocieszania i wmawiania, że przecież nic się nie stało? Tak, Krzyś był dobrym bratem, bratem któremu zależało i przede wszystkim bratem niezwykle dumnym ze swoich sióstr. Wszystkich trzech, bo oprócz rok młodszej od siebie Maryśki, miał czternastoletnią Dagmarę i siedmioletnią Kaśkę, rodzice poszaleli, a jak!
OdpowiedzUsuń- No to przyjedziemy po prostu po ciebie gdzieś koło siódmej, co? Bo... Teoretycznie tam się cała impreza zaczyna chyba po piętnastej, ona tańczy niby o siedemnastej, ale znasz ją... - uśmiechnął się lekko - Najchętniej byłaby tam już dzisiaj, żeby przypadkiem się nie spóźnić - przewrócił oczami kręcąc przy okazji głową ze śmiechem. Daga miała swój świat i swoje kredki, których Krzysiek nie rozumiał i rozumieć nie chciał - A skoczymy dzisiaj na jakieś piwo? Albo może wpadniesz do mnie na jakiś film czy coś? Chyba że masz jakieś plany na wieczór, to spoko...
OdpowiedzUsuń- Czyli... Dzisiaj nie możesz? - Krzysiek był tylko facetem, do niego trzeba było mówić jasno i prosto i bez zbędnych zawiłości, jakichkolwiek. Pewnie dlatego zatrzymał się w miejscu i spojrzał pytająco na Justynę. Tego typu "wywody", należało mu rozpisać na tablicy, najlepiej róznymi kolorami, żeby przypadkiem się nie pogubił - No dobra, to może po prostu daj mi znać jak będziesz miała wolny wieczór czy coś, to się wtedy wymyśli. A dzisiaj może do rodziców skoczę na chwilę, zobacze jak tam Kaśka i jej przygotowania do szkolnego przedstawienia, w którym gra trzecie drzewo po prawej...
OdpowiedzUsuńHanka miała swój dziwny notesik i gdyby nie on zapewne sama nie pamiętałaby kiedy ona ma urodziny. Nigdy nie przywiązywała uwagi do dat, uważała, że są one bardzo mało istotne. W końcu ludzie kiedyś żyli bez kalendarzy i byli naprawdę szczęśliwi. Ba a jacy byli szczęśliwi gdy nie mieli zegarków. Teraz zdawało się tylko słyszeć nie mam czasu, nie interesuję mnie to, sorry ale nie zdążę
OdpowiedzUsuńDlatego bardzo lubiła swoją pracę. Był tutaj spokój i cisza. Mogła pochodzić po lesie, poczytać książkę, popatrzeć na monitor bo ku waszemu zdziwieniu na kilkunastu drzewach były kamery by sprawdzać stan czystości lasów ale też śledzić z bliska rozwój kilku gniazd. I to właśnie robiła, patrzyła na gniazdo gdzie właśnie zostały złożone dwa dni temu jaja dzięcioła gdy ktoś nagle zapukał.
- Wejść. - powiedziała i odwróciła się na starym, skrzypiącym krześle.
Hanna
[Dzięki za wytknięcie :D. Na wątek zawsze i wszędzie, masz jakieś pomysły? :D. To zacznę wtedy, ok?]
OdpowiedzUsuńFilip
Słysząc trzask drzwi aż sama się skrzywiła i przymknęła nie wiedząc czemu powieki. Ona czuła się tu jak w domu, w sumie równie dobrze mogła tu mieszkać, ale chyba potrzebowała jeszcze do nijakiego szczęścia ludzi. Ale jeśli nie zwiąże się z nikim do trzydziestego trzeciego roku życia zamieszka właśnie tu. Wtedy będzie mogła zwariować. Jedyny kontakt z ludźmi będzie kiedy będzie szła do sklepu.
OdpowiedzUsuń- Cześć. - powiedziała spokojnie.
- Jak żyję..w sumie jak widać tak jak zwykle. Praca-dom, praca-dom. A tak właściwie co Cię sprowadza w skromne progi mojej leśniczówki? - spytała lekko unosząc brew.
W sumie wiadome było, że ludzie nie przychodzili tu tak po prostu z własnej woli. Bo komu chciało się drylować tyle kilometrów?
Hanna
[Okejo to zaczynam :D]
OdpowiedzUsuńBądź co bądź, ale leżenie do góry brzuchem przed telewizorem, bywa męczące. Chociaż sięgnięcie po taki pilot, wiąże się z dodatkowym fizycznym i psychicznym wysiłkiem, który on tak próbował dla własnego zdrowia i bezpieczeństwa ograniczać. Bo kto wie, istnieją tysiące możliwości wypadku, przy takim ruchu. Na przykład, mógłby spaść z takiej kanapy i się poważnie połamać. Takie wybryki to nie są odpowiednią alternatywą dla niego.
Niestety jego matka miała zupełnie inne zdanie na ten temat i kiedy tylko mogła wywalała jedynaka z domu, wrzeszcząc na niego, by w końcu zaczął szukać pracy. Ale on szukał...mentalnie. Też się liczy, prawda?
-Tyskie-burknął w stronę kelnerki, opadając na wolne krzesło, przy pustym stoliku-Duże, zimne tyskie. Zrozumiałaś?-dodał po chwili, marszcząc brwi. Pewnie a dziewczynka się leniwi. Żałosne.
Wbił rozgniewany wzrok w stronę drzwi. Może ktoś się ciekawy trafi. Czy coś. W końcu on tu sam siedzieć jak kretyn nie będzie.
Filip
- Wiesz rzadko ktoś odwiedza mnie w pracy. W sumie...to nigdy. Dlatego się zdziwiłam. A z doświadczenia wiem, że jak ludzie się ze mną spotykają tak po prostu bez zapowiedzi to czegoś ode mnie chcą. Ty też czegoś chcesz tylko nie chcesz się przyznać. - powiedziała rozbawiona uśmiechając się na ten swój sposób i przypatrując się jej uważnie.
OdpowiedzUsuńMiała nadzieję, że nie miała zamiaru zrobić jej jakieś imprezy niespodzianki. W sumie miała nadzieję, że zapomniała o jej urodzinach jak to było co roku i przypominała sobie kiedy spotykała jej rodziców, którzy zapraszali wszystkich na przyjęcie. Ironia losu.
Hanna
-Piwo. Piwo, piwo, piwo-wymruczał cicho sam do siebie, patrząc z zachwytem na stojący przed nim kufel. Właśnie tego potrzebował. Piwa i chwili prawie całkowitej ciszy (mistrzów drugiego planu, nie bierze się oczywiście pod uwagę). Po wyczerpującym dniu, miał prawo na chwilę relaksu prawda? Wszystko go bolało, jak cholera. Wina Tuska. Jak zwykle. Trzeba skurwysyna z Polski wypieprzyć. Jak resztę tych gamoniów.
OdpowiedzUsuńZmierzył dziewczynę przed sobą sceptycznym spojrzeniem. Cóż. Przynajmniej nie siedział sam. A on był miłosierny, ba był chodzącym miłosierdziem. Gdyby mógł, to by wszystkich przygarnął do piersi i przytulił. Dobra, przesadził. Ale taką to by i przytulił.
-Czy ja Ci każę siedzieć na podłodze?-wzruszył ramionami, nie odrywając od niej wzroku-Sądząc po jej stanie, to byś się czymś zaraziła. Jakimś no nie wiem...nie znam się na medycynie-podrapał się lekko w głowę.
Filip
- Przecież to pierwsza klasa... Druga klasa... Pierwsza klasa... - powrócił do pierwszego zamysłu, bo co jak co ale Krzyś kompletnie nie pamiętał konkretnego wieku swoich sióstr. Wiedział jedynie, że Mańka jest w przybliżeniu rok młodsza od niego i to by było na tyle. - Tak, zdecydowanie pierwsza bo pamietam jakby to było wczoraj, jak odprowadzałem ją po raz pierwszy do klasy i wszyscy myśleli, że jestem jej ojcem. A wiesz co było najbardziej dramatyczne w całej tej sytuacji? Że jak powiedziałem, że po prostu moi rodzice zaszaleli i to moja siostra, to pani wychowawczyni oznajmiła mi, ze powinienem się wstydzieć, że wypieram się takiej podobnej do mnie córki. No skandal. - rozłożył bezradnie ręce, dokładniej rękę.
OdpowiedzUsuń[Wątek zawsze spoko, ale, w każdym bądź razie, ktoś go musi wymyślić (a ja zgłaszam się na ochotnika w kwestii zaczynania, bo to mi chyba lepiej idzie, także no). :D]
OdpowiedzUsuńKarusia ~
Słuchając jej uważnie pod koniec wybuchnęła śmiechem. To było słodkie co miała zamiar zrobić i naprawdę wielka szkoda, że jej się nie udało chociaż trzymała za nią kciuki, że wytrwa dłużej.
OdpowiedzUsuń- Powiem Ci kochana,że miałam nadzieję, że nie pękniesz. - odparła rozbawiona.
- Co do Krakowa..to w sumie możemy jechać. A jeśli mowa o prezencie...mam zamiar skołować sobie jakąś tarantulę albo ptasznika. Więc możesz mi kupić terrarium. - powiedziała uśmiechając się szeroko.
Kto by pomyślał, że tak stara kobieta chce bawić się w hodowlę wielkiego pająka.
- Czyli mam rozumieć, że mam się przygotować na przeżywanie jednego wielkiego kaca w Krakowie? - spytała z tym swoim uśmieszkiem.
Hanna
- Kochanie? - spojrzał na nią z lekkim uśmiechem. Kij z siostrą w drugiej klasie, kij z przedstawieniami. W tym momencie dla Krzyśka liczyło sie tylko i wyłącznie to co Justyna przed chwilą powiedziała. On sam nie za bardzo rozumiał ich kontakty, ba! Nie rozumiał ich wcale, ale nigdy nie próbował nawiązać do tego w ich rozmowach, bo trzeba było przyznać, że nieco bał się tego, że ta rozmowa zepsuje coś między nimi, a tego by nie chciał. Początkowo traktował ją jak kolejną młodszą siostrę, z czasem jednak ich relacje się zmieniły i wcale tego nie żałował. Oczywiście... Trochę prościej by było gdyby wiedział na czym stoi, na czym oboje stoją.
OdpowiedzUsuńHanka słuchając jej zaśmiała się głośno. Na same wspomnienia aż zrobiło jej się cieplej. W sumie studia to najlepsze czasy w życiu człowieka. Wtedy jest to taki przeskok między wczesną dorosłością a dorosłością prawdziwą, tą gdzie trzeba chodzić do pracy i zarabiać na swoje.
OdpowiedzUsuń- W sumie to nawet ciekawy pomysł, chociaż nie wiem czy nie będziemy się tam czuć staro. I proszę..nie bierz butów na obcasie bo znów będę musiała cię pod rękę trzymać. - powiedziała nadal troszeczkę się śmiejąc.
Hanna
- No... Kochanie... Co? - stanął w miejscu i spojrzał na nią z rozbawieniem. Zakłopotana Justynka, tego świat jeszcze nie widział! To było tak ciekawym zjawiskiem, że Krzysiek naprawdę chciał wyciagnął z kieszeni telefon i zrobić jej zdjęcie. Powstrzymał się jednak i tylko wbił w nia wzrok starając się nei roześmiać - No..? Kochanie? - przekręcił głowę mrużąc lekko oczy. Oczywiście mógł być mężczyzną i powiedzieć jej co tak naprawdę do niej czuje, ale po co skoro można być Krzysiem i nie robić takich poważnych kroków?
OdpowiedzUsuń- Cholera jasna... - powtórzył za nią ze śmiechem i położył rękę na jej karku zatrzymując ja nieco, tylko po to żeby zrównać z nią kroku. Oczywiście. Poza tym musiał ją teraz kulturalnie i grzecznie objąć ramieniem, bo tak robią mężczyźni którzy chwilę wcześniej wyjaśnili bardzo wazną sprawę w swoim życiu. Nie ważne, że zrobiła to Justynka, nie ważne że to ciągnęło się za nimi już dobre dziewięć miesięcy, nie ważne że właśnie się potknął i mało nie wybił sobie zębów i gdyby nie refleks Justyny pewnie leżałby na ziemi - To w takim razie, teraz zapraszam cię na jakiś dobry obiad, co?
OdpowiedzUsuń- Niewinnych niewiast? Czekaj, czekaj... O kim my tu teraz mówimy bo się zgubiłem w połowie? - zapytał udając, że zastanawia się nad tym niezwykle głęboko. Nie miał jednak szans na głębsze przemyślenia, bo Justyna skutecznie zajęła go swoją osobą, zresztą... Żałował że tak strasznie późno, choć wiedział doskonale że po części jest to również (a może przede wszystkim?) jego wina. - To co z tym obiadem? - zniszczył, jak na faceta przystało, cudowny wizerunek tego sielskiego i romantycznego obrazka, który zagościł na zboczu góry. - Bo jestem głodny. - tak, zdecydowanie zniszczył.
OdpowiedzUsuń- PRAWIE czterdzieści, bo mi do czterdziestki jeszcze duzo brakuje. TAK BARDZO DUŻO - pokazał rozpiętościa ramienia i Mariana jak dużo brakuje mu do przekroczenia tej magicznej granicy dzielącej go życia sędziwego staruszka, po czym zrobił niezadowoloną minę - Boże, będę miał czterdzieści lat... - otworzył szerzej oczy po czym westchnął żałośnie obejmując ramieniem Justynę - A później to już koniec, raz dwa trzy i pięćdziesiąt, no i z górki będzie lecieć. - zauważył słusznie rozpościerając przed nią cudowną wizję ich wspólnego życia. To był ten moment kiedy powinna zacząć uciekać. Byle szybko!
OdpowiedzUsuń- Widzę, że planujesz bardzo ciekawą imprezę. Czyżby spotkanie intereacyjne ze ścianą i podłogą? A tak serio..proszę Cię albo wcześniej naucz się chodzić na obcasach albo nie zakładaj ich. W sumie nawet nie wiem po co je masz. - odparła nieco rozbawiona.
OdpowiedzUsuńOna nie nosiła obcasów bo uważała, że są niewygodne.Przynajmniej nie pasowały do jej trybu życia, ale umiała w nich chodzić. Ale po co sprawiać by łydki czuły się jak po jakimś wielkim maratonie?
Hanna
[Próbowałam zacząć coś na podanej przez Ciebie zasadzie, ale mi nie wyszło. Chyba jednak potrzebuję jakichś konkretniejszych pomysłów, cholewka. :<]
OdpowiedzUsuńKarusia. ~
[No patrz, ja tylko mordkę z Sekretnego Okna podchwyciłam, bo filmu jeszcze nie oglądałam. Czas to zdecydowanie nie mój sprzymierzeniec, nie o tej porze roku. Swoją drogą, tak rzadko widzę Lawrence w jasnych włosach, że aż się zdziwiłam. Świetna była w poradniku pozytywnego myślenia]/Cezar
OdpowiedzUsuń