Hanna Szczygieł
absolwentka Leśnego Uniwersytetu Rolniczego im. Hugona Kołłątaja w Krakowie
dwudziestosześcioletnia panna z kotem
pani(?) leśniczy
Hańciu, Hańciu pódź do domu,
Hańciu, Hańciu pódź do domu,
hej, wydajem cie
nie wies komu hej, wydajem cie
Wydajem cie Janickowi,
Wydajem cie Janickowihej, prześwarnemu
zbójnickowi
Hańciu, Hańciu pódź do domu,
hej, wydajem cie
nie wies komu hej, wydajem cie
Wydajem cie Janickowi,
Wydajem cie Janickowihej, prześwarnemu
zbójnickowi
Wszystko zaczęło się pod koniec lat osiemdziesiątych. Kiedy to Krystyna jako studentka ostatniego roku dziennikarstwa poznała Tadka, przyjaciela jej kolegi z roku. Zaczęło się niewinnie, rozmowy i tańce, dopiero potem zaczęli chodzić na randki. Dziewczynie imponowało to, że mężczyzna jest starszy od niej, a do tego jej właścicielem jednej z karczm w Zakopane. Jakiś rok później od tego jak się poznali wzięli ślub.Tadeusz wraz ze swoją żoną zamieszkali w dużym domu na ulicy Kościelnej. Niecały rok później na świat przyszła najstarsza córka, Hania. Była ponoć tak słodkim niemowlakiem, że potrafiła oczarować każdego człowieka, który tylko ją widział. Dwa lata później nie świat przyszły bliźniaki - Jaś i Władek. Byli dzieciakami niesprawiającymi problemów. Byli chowani w domu pełnym miłości, jednakże gdy coś przeskrobali zawsze dostawali karę. Do dziś nasza Hanka pamięta jak do niej zadzwonili ze szkoły, że nie miała pracy domowej czy dostała uwagę. Jej mama wtedy stała przed domem ze szmatą w ręku. To właśnie wtedy nasza Szczygieł nauczyła się, że szkoła jest najważniejsza i musi się edukować. Jako nastolatka również nie sprawiała większych problemów. Nie paliła papierosów, nie piła alkoholu, nie brała narkotyków ani nie uprawiała seksu - nikt nie musi wiedzieć, że tego ostatniego nie zrobiła do dnia dzisiejszego. Nie przyszła do domu z brzuchem, nie miała załamań bo ją chłopak rzucił ani innych równie bezsensownych rzeczy. Poszła do technikum leśniczego gdzie spędziła cztery lata swojego życia. To właśnie tam wykształtowało się wiele jej cech, o których dowiecie się potem. Po zakończeniu nauki w owym technikum pojechała do Krakowa na studia. A na tych całych studiach przeżyła swoją pierwszą miłość, która trwała aż(?) trzy miesiące. Spotkała wielu różnych ludzi i nauczyła się tzw. życia. Borykała się z dylematami czy ostanie pieniądze wydać na chleb czy może colę. Stała się mistrzem gotowania zupek chińskich i robienia kanapek z czerstwego już chleba. Po ukończeniu studiów wróciła do swojego ukochanego rodzinnego miasta. Ojciec po znajomości załatwił jej od razu pracę i nawet przygotowali połowę piętra dla niej z ich sporym domu. W końcu po co ma mieszkać osobno skoro nie ma męża? A co do tego faktu..rodzice próbują się zeswatać, ponieważ uważają, że jest już starą panną. A w tym fakcie utwierdza ich jeszcze bardziej jej gruby kot - Alfred.
Hej, Hanecko przerozkoszna,
gdzies Ty taka siumna rosła?
Rosła, rosła przekwitała i cerwone licka miała.
gdzies Ty taka siumna rosła?
Rosła, rosła przekwitała i cerwone licka miała.
Jest to raczej przeciętna kobieta. Ma swój metr siedemdziesiąt w kapeluszu. Szczupłe ciało (według jej rodziców się głodzi i niedługo nic po niej nie zostanie), lekko zaokrąglone biodra i niestety małe piersi. Z natury jest ciemną blondynką i jak na razie nie ma zamiaru zmieniać swojego koloru włosów. Jej włosy są średniej długości, ponieważ sięgają jakoś do połowy jej pleców. Otaczają one szczupłą twarz z wystającymi kośćmi policzkowymi. Ma dość duże jasnoniebieskie oczy, mały zgrabny ust i przeciętne wargi, które czasem wyginają się w uśmiechu. W ogóle jest jakaś cała przeciętna. Nie maluję się specjalnie, nie stroi. Ubiera to co jest dla niej wygodne i nie za kolorowe bo czuje się wtedy jak choinka. Nie nosi wysokich obcasów bo nie ma co niepotrzebnie męczyć nóg. Kiedy jest w pracy można ją zobaczyć w jej mundurze. Ciekawe czy przysłowie za mundurem panny szczurem sprawdzi się w jej przypadku z panami. Proszę się nie bać, najwyżej poszczuje was sokołem.
Slicnoś jak lilija
Panienko Maryjo
Jako kwiotek rózy, Panu Bogu słuzys
Panienko Maryjo
Jako kwiotek rózy, Panu Bogu słuzys
Za młodu wpojono jej dużo zasad, których nadal się trzyma. Zawsze walcz o swoje. Nie daj sobie w kaszę dmuchać. Pójście przed ślubem z facetem do łóżka wcale nie czyni Cię lepszą. Idiotów się ignoruję. Musisz być niezależna. Nigdy nie daj sobą pomiatać. Rodzina jest najważniejsza. Bądź dobrym człowiekiem. Nie trzeba się wstydzić tego, że wierzy się w Boga. Nie kłam bo zgubisz się w swoich kłamstwach. Czekaj na tego jedynego. Przemoc to ostateczność. W sumie można by jeszcze tego wiele wymieniać, ale chyba lepiej będzie jeśli pozna się ją osobiście. Jest pogodnym, sumiennym człowiekiem, który jak już coś robi oddaję temu całe swoje serce. Jest bardzo otwarta w stosunku do ludzi, ale jeśli już chodzi o jakieś większe uczucia podchodzi do tego z dużym dystansem. Jeśli zobaczy Cię jak palisz ognisko w lesie, wycinasz drzewa albo choinki bez jej pozwolenia powinieneś się bać. Lubi sobie czasem pochodzić z sokołem na ręku - nie bój się ma on zasłonięte oczy, nic Ci nie zrobi. Może Ci się wydawać nudna lub straszna ale wcale taka nie jest. Po prostu jest wyjęta jakby z innej epoki to nie jej wina, że urodziła się w właśnie w tym stuleciu a nie innym.
Od autorki:
Witam wszystkich bardzo serdecznie.
Zapraszam do czytania katy jak i zakładek.
Ja i Hanka jesteśmy otwarte na propozycję.
Wszystkie cytaty z piosenek Goorala.
[to ja przyjde! :) mila ta twoja Hania ;) |Co powiesz na jakies przyjemne powiązanie z Krzyśkiem? ;>]
OdpowiedzUsuń[zalezy co masz na mysli pisząc 'wybujała' XD]
OdpowiedzUsuń[Ten sam wiek, studiowały w tym samym mieście, widzę potencjał na wącisza :>]
OdpowiedzUsuń/Justyna
[wchodzi w gre praktycznie wszystko oprocz aktualnego romansu xD mogli np dawno-dawno temu coś tam ze sobą kręcić a jak nie wyszło, to po prostu zostali dobrymi znajomymi? ;>]
OdpowiedzUsuń[Bardzo mi odpowiada wspólne mieszkanie w akademiku, zwłaszcza że większość krakowskich studentów i tak mieszka praktycznie w jednym miejscu, bez względu na uczelnię ;) W takim razie podrzuć jakiś wstępny pomysł na wątek, to zacznę z miłą chęcią ;)]
OdpowiedzUsuń/Justyna
[zaręczyny to raczej odpadają, bo on ostatni do tego typu wyskoków xd ale spotykanie się mi odpowiada bardzo xD przed jej pojsciem na studia XD]
OdpowiedzUsuń[tylko daj mi jakies okolicznosci xD]
OdpowiedzUsuń[Hah śliczna pani na zdjęciach ;P. Pff...pomysłów nie mam zbytnio, podrzuć mi byle co to coś rozwinę ok? :D]
OdpowiedzUsuńFilip
Krzysiek spotykał się z Hanką dawno, dawno temu. Mimo dziesięciu lat róznicy między nimi, miał całkiem dobry kontakt z jej rodzicami, więc nawet nie zdziwiło go zaproszenie na grilla w którąś ładną sobotę. Siedział właśnie przy stole i rozmawiał z hankowym tatą o ostatnim meczu emitowanym w pubie znajdującym się niedalek, kiedy w drzwiach stanęła jego była dziewczyna. W piżamie. Z kotem. - Cześć - uśmiechnął się wesoło nakładając przy okazji na talerz solidną porcję sałatki, którą hankowa mama podtykała mu pod nos od dobrych piętnastu minut. Z takim towarzystwem, nigdy z głodu nie umrze. Zdecydowanie.
OdpowiedzUsuńJagna nie należała do szczególnie dobrze zorganizowanych osób. Nie pomagały kalendarze, spisy, przypomnienia w telefonie i przyklejanie kartek na lodówce. Ona i tak notorycznie zapominała o urodzinach, imieninach, rocznicach i innych ważnych datach, za co później oczywiście obrywała od swojej osobistej rodzicielki. Tym razem jednak przypomniała sobie o urodzinach Hanki wcześniej i stwierdziła, że jeśli będzie miała gotowy prezent, postawi go na środku komody i doda na samoprzylepnej kartce adnotację z datą, tym razem jednak nie zapomni o urodzinach przyjaciółki i przy okazji towarzyszki życia w jednym z krakowskich akademików. Problem był tylko jeden - nie miała zielonego pojęcia, co miałaby Hance kupić, a nie znosiła zarówno dostawać, jak i wręczać rzeczy bezużytecznych. Dlatego też wybrała się bezpośrednio do niezawodnego źródła informacji, które właśnie pracowało dzielnie w leśniczówce.
OdpowiedzUsuńNawet grzecznie zapukała, zdając sobie sprawę, że jako dorosły i odpowiedzialny człowiek, nie powinna wszędzie wchodzić jak do siebie.
/Justyna
[W zasadzie to miało wyjść zupełnie inaczej, ale już trudno. A tam głupie fajne są :D. Można by połączyć tzn się w niej zakochał to przyjął propozycję jej ojca co do tego remontu, akurat jest na drabinie i próbuje malować sufit, a tu Hanka wchodzi w tym jej mundurze to on gały na wierzch i traci równowagę ha :D. Pasuje? Jak tak to zara zacznę :D.
OdpowiedzUsuńA tam Hanka fajne imię, dużo się rymuje :P]
Filip
- Wciąż śisz do trzynastej? Rany boskie... Hanka - pokręcił głową ze śmiechem lustrując ją spojrzeniem. Dawne czasy, w sumie Krzysiek do tej pory nie wiedział, dlaczego wszyscy rodzice jego dotychczasowych dziewczyn, nie mieli nic przeciwko jego związkom z ich córkami. Może i był super facetem, ale zazwyczaj był dziesięć lat starszym facetem, a to, przynajmniej teoretycznie, powinno czasem przeszkadzać. CZASEM. Na szczęście w jego przypadku tak się nie działo, a dodatkowo posiadał ten "uroczy dar" zjednywania sobie ludzi, dzięki temu siedział teraz na grillu u "byłych teściów" i delektował się cudowną sałatką pani domu - Co tam? - rzucił przez ramię biorąc od hankowej matki kubek z kawą - O dziękuje, taka jak lubię. Idealna, pamiętała pani! - powiedział wesoło.
OdpowiedzUsuń[No to zaczynam :D]
OdpowiedzUsuńŻycie według niego było totalnie nie sprawiedliwe. W końcu czemu wszystko musi być na jego głowie? "Filip zrób to i to i jeszcze tamto, ale równocześnie rób jeszcze to". Ile on miał lat? Powinien się jednak od staruszków wyprowadzić, bo zaczynają fiksować na starość. Ale nawet gdyby się wyprowadził, to gdzie dalej? Pod most, czy pod dworzec? Dosyć trudny wybór. Ale zawsze można pobawić się w wyliczankę, lub marynarza.
Wciągnął do swoich płuc powietrze, zmieszanym z silnym zapachem farby, a na jego twarzy niemal natychmiast pojawił się grymas niezadowolenia. Kolejny wspaniały pomysł jego matki. Ale w sumie to była jego wina, że się tu nie znalazł. Ale gdy tylko usłyszał nazwisko Szczygieł, był gotów pędzić do sąsiadów. W końcu, gdzie Szczygieł, tam i Hanka. A z Hanką to by się mógł codziennie spotykać. Chyba.
-Co za cholerstwo-wymruczał niezadowolony pod nosem, patrząc na gęstą białą farbę. Trudno, musi to zrobić. Powoli z troski o swoje zdrowie wszedł na drabinę. Jeden szczebel, drugi, trzeci...czy ten durny kubeł musiał być taki ciężki?
-Spokojnie Filip dasz sobie radę-powtarzał sobie w myślach jak mantrę i odwrócił się słysząc jakieś kroki na schodach. I go zamurowało. Dosłownie. Nie kto inny jak Hanka schodziła na tych swoich nogach, nawet na niego nie patrząc. Przełknął głośno ślinę i zachwiał się na drabinie.
-Noż cholera-krzyknął tylko i po chwili niczym omdlewająca Królewna Śnieżka spadł z drabiny.
Filip
Posłusznie weszła, zadudniła podeszwami glanów o drewnianą podłogę i puściła drzwi, nie przypuszczając, że przeciąg zadziała na tyle szybko, żeby strzelić nimi potępieńczo. Skuliła się w sobie i przepraszająco spojrzała na Hankę.
OdpowiedzUsuń- Cześć? - zapytała, jakby oczekując, że na jej głowę za chwilę spadną piekielne gromy za trzaskanie drzwiami, płoszenie zwierząt, ptactwa i spacerujących po okolicy turystów. Kiedy te jednak nie spadły i nie wgniotły jej w zabytkowy parkiet, wyprostowała się i podeszła do wiekowego fotela, który nie wiedzieć czemu, stał pod ścianą i wyglądał bardzo zachęcająco. - Jak żyjesz? - Usiadła i przerzuciła nogi przez podłokietnik fotela. Jak łatwo się domyślić, Justyna nie lubiła konwencjonalnych sposobów używania mebli wszelkiego typu. Taka tapicerska anarchia.
/Justyna
[Wątek i powiązanko :D Jakieś pomysły ?]
OdpowiedzUsuńJureczek
[Wymyślaj, wymyślaj :D]
OdpowiedzUsuńCóż, jego rodzice nie należeli do tak zwanej elity, ale biedakami też nie byli. Żyli z zysków sklepu monopolowego (co w późniejszych latach jak Filip się zorientował, przynosiło większy szacun wśród kumpli. Przynajmniej tak było w gimnazjum) i mieli się generalne dobrze.
Ale i tak on chciałby w końcu wyjść na swoje. Miał już ponad dwadzieścia lat i chciał być...kimś. Tyle, że kim? Ze swoimi pomysłami daleko raczej nie zajdzie.
Otworzył leniwie jedno oko i spojrzał prosto na młodą Szczygieł. Na jego twarzy od razu pojawił się promienny uśmiech, jakby właśnie zobaczył jakiś ósmy cud świata. Taka twarzyczka anioła, która patrzy na niego z lekką niechęcią, sprawiła, że od razu otworzył drugie oko.
-Żyję, żyję, panienko-z jego gardła wydobył się lekko zduszony śmiech i podparł się łokciami, nadal nie spuszczając wzroku z dziewczyny-A ty skąd wracasz? W harcerzyka się bawi....to jest jakimś skautem jesteś, czy co?
Filip
- Przyszłam odwiedzić starą znajomą - zapewniła. - Biznes muszę od razu mieć? - zapytała z uśmiechem. Oczywiście że miała biznes, ale nie mogła o tym ot tak powiedzieć, bo jej zbrodniczy umysł kazał załatwić sprawę jak najbardziej okrężną drogą. Zbrodniczy umysł faktycznie może i miała, bo już jako dziecko zastanawiała się intensywnie nad tym, jak podrabia się pieniądze i jak dokonać zbrodni doskonałej, ale umysł w żadnym wypadku nie szedł w parze ze zbrodniczymi umiejętnościami. Dlatego Justyna przegrałaby konkurs na knucie intryg i wprowadzanie ich w życie nawet z amebą. To niby dobrze o niej świadczyło, ale talenty, którymi ona nie dysponowała, bywały czasem przydatne. Na przykład byłyby przydatne w tym momencie.
OdpowiedzUsuń/Justyna
On się już czymś tak pospolitym jak swoje zdrowie, dawno przestał się przejmować. Parę siniaków to nic przecież, prawda? A takie NFZ, to by go szybciej zabiło, niż uzdrowiło. Uroki mieszkania w Polsce, czasem dają się we znaki.
OdpowiedzUsuńNa jej odpowiedź, kąciki jego ust poszybowały jeszcze wyżej, tworząc coś co miało być według niego uroczym uśmiechem made by Skowroński. Ale jak zwykle coś mu nie wyszło.
-Aaaa...-pokiwał z udawanym zrozumieniem głową-Czyli organizujesz te wszystkie fajne akcje, sprzątaj las bo jak upuścisz papierek od Chupa Chupsa, jeden miś ginie-mrugnął do niej.
Po chwili zorientował się, że wyglądał jak syn młynarza, obsypany dodatkowo cukrem i bitą śmietaną. Zdusił w gardle przekleństwo. Wątpił by pani Szczygieł, będzie zadowolona.
Pokręcił lekko głową, przyglądając się w niemym zachwycie Hance.
-Nie dziękuję, nie będę wykorzystywał piękniej pani-ukłonił się lekko.
Filip
[To go wymyśl, słithert. <3
OdpowiedzUsuńA tak swoją drogą, to Karinka miała być w zamyśle Hanką. O:]
Karusia
Justyna bardzo próbowała. Bardzo, naprawdę bardzo. Bardzo próbowała nie wygadać się już na wstępie, bo to spowodowałoby pogrzebanie wielkich marzeń o zostaniu tajemniczą mistrzynią gier słownych, która potrafi wyciągnąć z każdego zdania drugie dno. Tak, dokładnie to, z którego istnienia nawet sam wypowiadający nie zdawał sobie sprawy. Póki co miała na to szanse w okolicach zera procent, ale za rok na pewno będzie już dwa razy lepiej.
OdpowiedzUsuń- Cholera, znowu chciałam być podstępna i znowu mi nie wyszło - wyznała, odchylając głowę do tyłu i uderzając się dłonią w czoło. - Po pierwsze chcę cię wyciągnąć do Krakowa na weekend, żeby powspominać stare czasy i przespać się jeszcze przez chociaż jedną noc w akademiku. No i przypomniałam sobie o twoich urodzinach na tyle wcześnie, żeby zapytać cię, o jakim marzysz prezencie, chociaż dobrze wiesz, że chciałam to zrobić o wiele subtelniej - wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, wciąż próbując usprawiedliwić się uśmiechem.
/Justyna
- No, właśnie, Hanka... Poszłabyś na tańce, taka umalowana... Ja bym ci zaraz jakiegoś mojego kolegę znalazł, który chętnie by cię potem zabrał na... Kolację. - powiedział całkiem poważnym tonem, chcąc 'wtórować' jej rodzicom. Grunt to nie stracić dobrych kontaktów z byłymi teściami, w końcu kto inny zapraszać go będzie na sobotniego grilla, akurat wtedy kiedy nie ma nic w lodówce? - Poza tym, mam nawet kilku takich, powiem więcej... - nachylił się konspiracyjnie w stronę pana domu - Są młodsi ode mnie, więc jeszcze coś z nich będzie - zauważył słusznie podkreślając tym samym, ze bądź co bądź, ale on już jest skazany na skreślenie w oczach wszystkich.
OdpowiedzUsuń[Z góry przepraszam za długość ;p]
OdpowiedzUsuńJuż mu się na usta cisnęło "ależ nie, ja na prawdę nie będę sprawiał panience kłopotu, weź się Hanka nie wydurniaj, twoja matka mnie zabije i poćwiartuje, a z nią moja. Chcesz mieć ze mną randkę na moim pogrzebie no?", ale po chwili się powstrzymał. W końcu obiady pani Szczygieł były znane na całą okolicę (Hanka wśród męskiej części populacji, tak samo, o czym najpewniej nie wiedziała), a on sam jak rano mamusia go na czczo wypuściła, a raczej wypędziła, to nie miał nic w ustach. Bo podobno na czczo lepiej się według niej pracuje. Czasem na serio nie rozumiał tej kobiety.
Krzywiąc się niemiłosiernie ściągał ze swojej skromnej osoby oblepione białą mazią ubrania, starając się nie pobrudzić zbytnio ślniących podłóg, bo wiedział jak to się skończy najpewniej "Ty gówniarzu masz to wszystko pani Szczygieł wyczyścić, zrozumiano?", a tego by nie chciał. Chociaż by wtedy się częściej z Hanką widywał, a to duży plus.
Wcisnął jakoś ubrania do torby i szybko przebrał się w za dużą dla siebie koszulę (on też by chciał taką klatę), stanął przed lustrem i spojrzał na siebie, cierpiętniczo.
-Papa-mruknął do siebie i niczym na skazanie ruszył do kuchni w myślach już układając sobie mowę.
Ledwo w zasięgu jego wzroku znalazła się pani Szczygieł, z jego ust zaczął się wylewać potok przeprosin i wyjaśnień.
- I tu cię zaskoczę moja droga i kochana Hanno... - powiedział przybierając totalnie poważny wyraz twarzy. Nie często mu się to zdarzało, więc sama hankowa mama wypuściła z dłoni widelec, widząc to co maluje się na twarzy niedoszłego zięcia - Ja już swoją drugą połówkę wybrałem i broń boże nie mówię tu o połówce wódki albo jakiegoś innego alkoholu - zaznaczył od razu lekko się uśmiechając i puszczając oczko do pani domu - Zamierzam się ustatkować w najbliższej przyszłości, zresztą... Znasz moją, mam nadzieję przyszłą żonę, bo chyba razem mieszkałyśce na studiach czy coś w ten deseń, nie?
OdpowiedzUsuń- Ale bądź ze mnie dumna, pamiętałam! - zauważyła, celując w nią palcem. Zawsze tak samo kulturalnie. Za to rzeczywiście należały się jej oklaski i pół litra. Albo przynajmniej jakiś medal zasługi, chociaż pan prezydent dotąd nie zechciał docenić jej zasług. Fakt, same zasługi wynikały z dziwnego zbiegu okoliczności, które w połączeniu kazały jej sobie raz w życiu przypomnieć o czyichś urodzinach. Wina Tuska. - I tak, szykuj się na jednego wielkiego kaca, bo o niczym innym nie marzę tak bardzo, jak o tym, żeby znów zaszyć się w Kulturalnym i przełazić ludziom po głowach w sali dla palących, żeby dostać się do baru i stać tam pół godziny. A potem wylać prawie całe piwo na głowę jakiegoś kolesia z polibudy, jak wtedy, pamiętasz! - Justyna nie była miss gracji, jeśli akurat nie miała przypiętych do nóg nart. A już na pewno nie potrafiła trzymać pionu w butach na obcasie (o, zgrozo!) i z trzema szklankami piwa w rękach, przy okazji przeciskając się pomiędzy plątaniną ludzi i krzeseł.
OdpowiedzUsuń/Justyna
- Ty mnie pod jedną rękę, ja drugą ręką ściany... Jakby człowiek miał siedem rąk w standardzie, może byłabym w stanie nawet iść prosto, podtrzymywana z każdej strony przez innego członka ekipy asystującej! - pochwaliła się głosem przepełnionym dumą. Błogosławiony, kto potrafi śmiać się z siebie, bo będzie miał ubaw całe życie! Chociaż bardzo prawdopodobne, że jej umiejętności chodzenia na obcasach dwunastkach nie kwalifikowały się już jako zabawne, ale jako żałosne. Justynka jednak bawiła się świetnie! Ona, Hanka i ściana, taka impreza!
OdpowiedzUsuń- A dziekuje bardzo... Ale wiesz, ona chyba jeszcze o tym nie wie. - przyznał z lekkim rozbawieniem. Prawda była taka, że jak Justyna pojawiała się w okolicy to serce stawało mu w sekundę, ale niestety.... Oficjalnie byli tylko znajomymi, więc jakoś tak głupio było nagle wyskoczyć w ewentualnymi deklaracjami miłości - Ale pracuje nad tym! - dodał szybko a matka Hanki roześmiała się wesoło pod nosem klepiąc go po ramieniu. - Mimo wszystko obiecuje, że będę wpadał na sobotnie grille tak często jak tylko będzie to możliwe, a co za tym idzie... Tak szybko jak będziecie mnie zapraszać. - dodał ze śmiechem.
OdpowiedzUsuń[Bo Ona jest naprawdę ładną kobietą ;)]
OdpowiedzUsuńWłaśnie to w rodzinie Szczygieł, cenił najbardziej. Taką no...normalność, jakby ich żywcem wycieli z jakieś reklamy o idealnej rodzinie, czy coś. Bez zrzędzenia, uwag, kłótni. Takie życie jak w Madrycie.
OdpowiedzUsuńWbił wzrok w swój talerz. Zdecydowanie za dużo. Ale u państwa Szczygieł nie miał prawa marudzić. Już miał zamiar oznajmić, że on to by mógł codziennie spadać z drabiny, gdyby tylko mógł zobaczyć Hankę, jednak się powstrzymał i wpakował sobie do ust kopniastą porcję ziemniaków.
Gdy poczuł rękę Hanki na swoim udzie, wytrzeszczył oczy. Jego jakże miękkie serce zabiło-jak w tych wszystkich głupowatych romansach-szybciej, żywiej, czy jak to się mówi.
Przełknął głośno ziemniaki i niemal niezauważalnie uniósł brew i odwrócił głowę w stronę uśmiechniętej Hanki. Że taki piękny widok, mógł podziwiać po ciężkim dniu pracy.
-Proszę pana, jakie połamał-uśmiechnął się radośnie, niechętnie odrywając wzrok od dziewczyny.
Filip
Gdy tylko sens słów ojca Hanki do niego dotarł, natychmiast spuścił głowę, by nikt nie mógł zobaczyć jego rumieńców. No...nie mógł być taką ciepłą kluchą. W końcu co on? Facet, czy baba?
OdpowiedzUsuń-Panie, z ogromną chęcią, jeśli się Hanka zgodzi-odparł po chwili, wpatrując się w swój talerz z wielkim zainteresowaniem.
Dla niego rodzina Szczygieł była idealna. Nie to co u niego w domu. Matka zrzędzi, że wnuki już chce mieć, a on nawet nie ma zamiaru się żenić, a ojciec tylko o braku pracy gada, człowiek zwariować może, po dłuższej chwili. A co on miał niby zrobić? Dziecko pierwszej lepszej, czy robić za męską dziwkę?
Przez chwilę przyglądał się bacznie kotu. Nigdy specjalnie za sierściuchami nie przepadał. Tylko żrą, śpią i wydalają. I jeszcze każą się rozpieszczać, bo inaczej taki futrzak szału dostanie.
-Co tak się patrzysz?-mruknął pod nosem i wyciągnął rękę w stronę kota, który natychmiast zaczął mruczeć jak kosiarka-Ej no, jakiś ty...mruczliwy-zmierzwił mu futro i podniósł powoli wzrok, na wchodzącą na taras Hankę.
-Pomóc jakoś? Pozmywać, nie wiem...pozamiatać, umyć?-uśmiechnął się do niej radośnie, wstając natychmiast z miejsca, tak entuzjastycznie, że przewrócił krzesło.
Filip
Cóż, jego matka na pewno nie będzie zadowolona, że jeszcze wykorzystuje gościnność pani Szczygieł i na pewno nazajutrz przyśle go tu z tonami jedzenia i jeszcze z bilecikiem z przeprosinami, jako że jej syn zachowuje się tak karygodnie. Nic tylko skórzanym pasem lać takiego nieposłusznego gnojka.
OdpowiedzUsuńUniósł lekko brwi, jednak skinął po chwili głową i uprzednio wcześniej podnosząc krzesło, ruszył za Hanką. Znali się praktycznie od dziecka, a ich rodzice po pierwszym ich spotkaniu zaczęli robić zakłady, kiedy w końcu zostaną parą. Trochę to żenujące, gdy matki zaśmiewając się do łez przypominają sobie tamte czasy, a ojcowie patrzą się na nich jak sroki w gnat.
Rozejrzał się po wnętrzu jej pokoju, równocześnie gwiżdżąc lekko przez zęby. Taki to on by chciał mieć, a nie zapyziałą klitkę, w której wiecznie wali jajkami.
-No to co tam?-zwrócił się do niej po chwili, opierając się o ścianę, także wpatrując się w Hankę-Tam z tymi twoimi...misiami i nieposłusznymi bachorami, które zanieczyszczają teren?
Filip
[ dziękuje pięknie za powitanie :) wątkujemy? ;>]
OdpowiedzUsuńAnya
[A jakby inaczej moja droga :) Dzięki za pomoc. A teraz proponuje wącisz! xD Jakiś pomysł? :)]
OdpowiedzUsuńAleksandra Starska
Gdy jest się dzieckiem, łatwiej mówić o przyszłości. Ba nie można się jej doczekać. To całe bawienie się z Hanką w mamę i tatę, teraz przyprawia go o niemałe zażenowanie. W końcu nawet nie może powiedzieć jej prosto jak krowa na miedzy, że się mu ona chyba podoba. No za słaby był ot co.
OdpowiedzUsuńUniósł rozbawiony brew i pokręcił z dezaprobatą głową. Pewnie, przecież miśki są od niego zgrabniejsze.
-Cóż panno Mądralińska, radzę Ci przypomnieć jak w dzieciństwie wlazłaś na drzewo i nie mogłaś się stamtąd ruszyć-wywrócił oczami i po chwili wybuchnął niekontrolowanym śmiechem, na samo wspomnienie-O ile pamiętam to ty też niezbyt dobrze znosiłaś drabinę podstawioną pod twe szlachetne stopy-wcisnął dłonie do kieszeni. Wolnym krokiem podszedł do okna.
Filip
Odwrócił się gwałtownie w jej stronie, a na jego twarzy zaczęło się malować udawane oburzenie. Ale nic na to nie powiedział tylko znowu spojrzał w okno. W sumie ładny widok stąd ma.
OdpowiedzUsuń-No pewnie-odparł bo dłuższej chwili-Ale możesz mi przypomnieć, kto Cię tak bohatersko ściągnął, hm?
On palił od paru ładnych lat. Szkoła średnia, wiadomo. Stresy, nie stresy, zawody miłosne, brak kasy, kłótnie, groźby wydalenia z placówki. Wiadomo, że człowiek musi to jakoś odreagować, inaczej by pękł, gdyby w sobie to za długo dusił.
Bez wahania wziął fajkę i od razu wsadził ją sobie to ust.
-Podpal-mruknął w stronę dziewczyny, przysuwając twarz w jej stronę. No błąd robił. Trzeba było normalnie papierosa dać do podpalenia, a nie się wygłupiać. Zakłopotany cofnął się szybko.
-Pewnie-zaciągnął się głęboko i przez chwilę patrzył jak biały dym rozwiewa się w około-Jeśli będziesz chciała oczywiście.
Filip
[A ja na to jak na lato :D]
OdpowiedzUsuń-Ja się popisuję?-roześmiał się cicho, opierając skroń na zimnym szkle, intensywnie wpatrując się w dziewczynę.
Czasem żałował, że on sam na studia nie poszedł. W końcu by mógł się stąd wyrwać i żyć jeszcze na dodatek na swoim. Ale, nie. Bo był zbyt leniwy i nie chciało mu się ruszać dupy z łóżka. Czasem ma pretensje do siebie o taką, a nie inną decyzję, czasem uważa, że postąpił słusznie. W końcu i tak pewnie by nie znalazł żadnej pracy, a taki papierek do życia mu nie potrzebny.
Nie odpowiedział od razu. Cisza mu nie przeszkadzała. Cenił ją. Mógł wtedy spokojnie choć przez chwilę pozbierać myśli. Tak jak teraz.
-Spoko-mruknął w końcu-Tylko powiedz gdzie jak i kiedy. Zawsze będę do twoich usług.
Filip
[Hahah śpiewaj śpiewaj ;D Sorry, że krótkie, ale na fonie pisze xP]
OdpowiedzUsuńPokiwał lekko na znak zgody i leniwym ruchem wyciągnął dłoń, by peta zgasić na balustradzie. Jednak słysząc głos ojca Hanki, zamarł dosłownie i w przenośni. To teraz będzie miał jazdę bez trzymanki z Mount Everest. I bez hamulców jeszcze.
Mając w głowie naczarniejsze scenariusze, powoli zsunął się z parapetu i niczym na ścięcie ruszył w kierunku drzwi.
Kompletnie był zaskoczony jej gestem, a jego filipowe serce zaczęło radośnie skakać w górę i w dół. Ręka mu się zsuneła z klamki, a on sam miał dość osobliwą minę.
-Dzięki-odparł jakimś rozdygotanym głosem i już nie patrząc na Hankę zamaszystym gestem otworzył drzwi.
Przez całą drogę na dół w głowie miał jedno pytanie: Czemu, ona to zrobiła? W końcu...no właśnie co? Raczej się w nim nie zabujała. Na pewno nie. To po...przyjacielsku, nie?
Gdy dotarł do pana Szczygieł, ledwie co rozumiał z jego wypowiedzi. Ze słów "Filip, pomoc, remont i proszę" coś wywnioskował i z trochę zbyt entuzjastycznie ruszył ponownie do drabiny.
Filip
[No nie, kolejna, która mnie śledziła! Co Wy z tym macie, co? ;>
OdpowiedzUsuńTo może, skoro oboje lubią kryminały, spotkaliby się w jakiejś księgarni czy bibliotece, chcąc zdobyć tą samą książkę, a okazało się, że była ostatnia no i... Fight o książeczkę.
Ale jak masz coś lepszego, to ja chętnie.]
Antek Wrzesiński
-Panie, ja panu i tak już dużo szkód narobiłem, państwo mi niech ni płacą-odparł, z uśmiechem, na chwilę zapominając o Hance-Na prawdę panie nie ma żadnego problemu-roześmiał się cicho, mierząc ojca Hanki, wesołym spojrzeniem. Lubił go, ba takiego miłego człowieka trudno nie polubić. Po prostu sama rozmowa z nim podnosiła człowieka jakby na duchu.
OdpowiedzUsuńNa wzmiankę o jego byłej i o tym, że podobno Hanka przez to płakała, spuścił zamieszany wzrok. W życiu by nie pomyślał, że coś takiego miało miejsce.
-Na prawdę?-wymamrotał tylko, ze wzrokiem wbitym w deski. Chociaż wszystko w nim zaczęło mu kazać mieć nadzieję, on do tego podchodził dość sceptycznie.-Ale ona kogoś ma prawda? A z resztą...-westchnął cicho ze zrezygnowaniem.
Filip
-Pan jeszcze jej adoratorów, nie będzie mógł zliczyć, wspomni pan moje słowa-roześmiał się jeszcze głośniej-Hanka pewnie sobie kogoś znajdzie, pan zobaczy-ale to nie będę ja, więc pańskie i moich rodziców wysiłki na nic, dokończył w myślach, lecz nic nie dał po sobie poznać.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na trawnik i mimowolnie przegryzł wargę. Czemu on zawsze musiał coś zepsuć?
-Ja panu to kiedyś wynagrodzę panie. Jedno słowo i zrobię co pan karze-wykonał prowizoryczny ukłon w jego stronę-Dobrego dnia i niech pan małżonkę pozdrowi-uśmiechnął się ciepło w stronę mężczyzny i niepewnie ruszył z powrotem w głąb domu państwa Szczygieł. Wszystkie te informacje o Hance huczały mu w głowie, a on sam już nie wiedzieł co miał robić.
Delikatnie zapukał do drzwi od jej pokoju, nerwowo odgarniając włosy z czoła.
-Hanka? Mogę wejść?
Filip
Niepewnie wszedł z powrotem do tego jasnego pokoju, uśmiechając się do dziewczyny niepewnie. Może to, że w ogóle się niej zakochał, było wytworem jego wyobraźni, a tak na prawdę to nadal ta sama Hanka z dziecińswa? Im więcej o tym myślał, to rozgrzebywał, tym bardziej zaczynał się gubić. Może powinien dać sobie na luz.
OdpowiedzUsuń-Taa...odparł, zamykając za sobą delikatnie drzwi-Twój ojciec to równy gościu.
Między nimi ponownie zapanowała cisza. Bardziej napięta i nerwowa niż poprzednio. Nerwowo zmierzwił sobie włosy.
-To...chciałabyś gdzieś ze mną teraz pójść?-wypalił w końcu, wyłamując sobie palce u rąk. Miał zamiar dodać coś jeszcze, ale...stchórzył. Jak zwykle musiał od tego uciec.
Filip
Poczuł jak mięśnie jego twarzy się powoli rozluźniają, a kąciki jego ust minimalnie uniosły się ku górze. Noż cholera. Musi coś wymyśleć, bo przez jego głupie zachowanie, może zniszczyć ich przyjaźń. A to było ostatnie czego by chciał. W końcu już wolał usłyszeć marne "Filip jesteś dla mnie tylko przyjacielem", niż zrywać wszystkie kontakty.
OdpowiedzUsuń-Te królewna, nie wystrajaj się zbytnio-posłał jej nieco wyblakły uśmiech-Myślałem o spacerze po okolicy. Moglibyśmy zahaczyć o jakąś kawiarnię, czy co tam chcesz. Albo ten plac zabaw niedaleko teatru. Wybierasz-dodał z cichym śmiechem, otwierając drzwi. Jak na takiego kota, to się nadzwyczaj szybko poruszał.
Filip
[To tak! W sensie, moje pomysły na wątek w tej chwili są znikome, ale możemy założyć, że Juliusz zgubi się w lesie, w górach i przypadkowo wpadnie na panią leśniczy.
OdpowiedzUsuńTak brzmi to tak głupio, jak wygląda. W sensie, no. Jak masz jakąś propozycje, wal.]
Juliusz.
Przyglądał się jej w milczeniu, za wszelką cenę w końcu zrozumieć, czemu go do niej tak ciągnęło, jednak po dłuższej chwili zrezygnował. Do myślenia o takich rzeczach potrzeba dużo procentów, ciszy i papierosa. Cóż. Zazwyczaj był pewien swoich uczuć, a tym razem...to było co innego. Plątał i plątał się w tym bagnie, z którego sam musiał wyjść, bez niczyjej pomocy. Bo każdy by go raczej/ na pewno wyśmiał.
OdpowiedzUsuń-Szybko jakoś-pokiwał głową z uznaniem, mrugając równocześnie do Hanki-A z tymi ubraniami Władka, to je jak tylko dowleczę się do domu to wypiorę i zwrócę, dobrze?-przekrzywił lekko głowę, niczym zaciekawiony dzieciak, uważnie śledząc poczynania dziewczyny.
Filip
[O, tak też może być ^^ Zaczynasz, czy...? ;)]
OdpowiedzUsuńAntek Wrzesiński
No to potulnie ruszył za dziewczyną, w myślach tocząc jakąś walkę. Powiedzieć jej czy nie? Z jednej strony wyjdzie na kompletnego idiotę w jej oczach, zniszczy wszystko co ich może łączyło i kompletnie się jej odmową załamie. Ale z drugiej, to nie należał do osób, mogących tłumić w sobie emocje, po prostu musiał w końcu wszystko wygadać co mu w duszy siedziało.
OdpowiedzUsuńPrzegryzł dolną wargę, mozolnie krocząc za nią. W końcu zdobył się na tą pieprzoną odwagę i już otwierał usta, gdy dotarło do niego, że Hanka coś do niego mówi. Znowu pudło.
-A to już zależy od pięknej pani-odparł szybko, posyłając promienny uśmiech pani Szczygieł-Jak wolisz, prowadzisz panno Uratuję-Wszystkie-Miśki-dodał po chwili, wbijając dłonie do kieszeni.
Rozejrzał się wokół siebie, a na jego twarzy wypłynął jakby rodzaj rozmarzenia.
Przystanął na środku ścieżki, nadal się rozglądając.
-Dziwne...trochę się zmieniło prawda?-odezwał się po chwili, kopiąc czubkiem buta leżący koło niego kamień.
Filip
Przez chwilę milczał, starając się odpowiednio ubrać swoje myśli w słowa. Szczerze to miał na myśli całokształt. Nie tak sobie życie wyobrażał. Dzieciak w pewnym przedziale wiekowy, chce jak najszybciej dorosnąć. A on by za wszystkie skarby świata chciałby znowu, choć na chwilę, ponownie pozostać kurduplowatym malcem, biegnący niczym Tarzan po polach i łąkach.
OdpowiedzUsuńPodniósł na nią wzrok, mając świadomość, że jego język zamienił się w popiół. Ale w końcu musiał jakoś ogarnąć dupę, w końcu to tylko chwilowe zauroczenie. Chyba.
-No...tak trochę za szybko staliśmy się dorosłymi. Jakoś inaczej sobie wyobrażaliśmy co będzie za te kilkanaście lat prawda?-westchnął cicho i kopnął następny kamień-Ty się zmieniłaś. Ja się zmieniłem. Oddaliliśmy się od siebie. A nasi rodzice chcą nas zeswatać-dokończył, podnosząc na nią niepewnie wzrok.
Filip
W sumie racja. Przez całe życie po prostu tak się nie dało. Ale on tych wszystkich argumentów, jakby do siebie nie dopuszczał. Za szybko się przywiązywał do ludzi, już jego dziecko pamiętał, że ojciec zawsze powtarzał, że i z tego powodu będzie kiedyś cierpieć. No i jak zwykle staruszek miał rację. Co on, wróżbita Maciej?
OdpowiedzUsuń-Pamiętam-uśmiechnął się lekko, odwracając wzrok na wypielęgnowaną grządkę z jakimiś kwiatami-Pamiętasz jak odgrywaliśmy scenki, tych małżeńskich kłótni? Cała okolica miała z nas niezły ubaw-roześmiał się cicho, sam do siebie.
-Dla mnie nigdy nie będziesz miała skończonego terminu ważności-wypalił, bez zastanowienia. Gdy sens jego słów, powoli do niego dotarł wytrzeszczył przerażony oczy.-Nieważne. Cofam. Zapomnij, nikt nic nie powiedział-wyrzucił szybko z siebie, mocniej przegryzając wargę.-Nie...na prawdę nic się nie stało, nie musisz przepraszać, na prawdę.
Filip
Wywrócił oczami z rozbawieniem, gdy w jego umyśle pojawiła się mała Hanka, z dłoniami podpartymi o biodra, próbująca zrobić wściekłą minę w jego kierunku. I pomyśleć, że będzie to teraz w tej chwili wspominać.
OdpowiedzUsuń-Wiesz, sam w sobie chodzik, aż kipi seksapilem-mrugnął do niej, nadal roześmiany. Podobno dorośli śmieją się mniej niż dzieci. Coś w tym jest. Nie ma z czego się śmiać. Same problemy, jedyne jakieś przebłyski wspomnień takie jak teraz. Bo z czego on niby miał mieć ubaw? Z jakiś pitów, nie pitów, czy Bóg jeden wie z czego jeszcze? Marna perspektywa.
-Hanka, już mówiłem, że nie ma sprawy-odparł, spuszczając na powrót wzrok-Tylko mi powiedz jedno...czemu? Czemu to zrobiłaś?
Filip
-O dziękuję, czuję się tym zaszczycony-teraz już się jawnie pokładał ze śmiechu. Że z pozoru normalna rozmowa mogła się przeobrazić w coś takiego. Już sobie wyobrażał roześmianych rodziców Hanki, którzy prze zupełny przypadek ich zobaczyli.-Ta...my dwoje z tymi seksownymi chodzikami w jakimś parku, będziemy karmić kaczki i łabędzie o-dodał, odgarniając włosy z czoła.
OdpowiedzUsuńPo chwili jednak spoważniał i wbił w nią uważne spojrzenie, jakby pragnął odgadnąć z góry jej odpowiedź. To co usłyszał, sprawiło, że jakaś niedorzecznie odważna cząstka jego samego, która kazała mu mieć nadzieję, pękła jak balonik. Zmierzył ją wzrokiem nadal zbytnio nie przekonany.
-Hanka, ja się na serio pytam-mruknął pod nosem, mając nadzieję, że tego nie usłyszała-Z resztą nieważne. Idziemy prawda?-dodał już normalnym tonem.
Filip
Właśnie tego konkretnego momentu najbardziej nie mógł się doczekać. To teraz on będzie mógł sobie siedzieć, gdzie mu się żywnie podoba i robić co mu się chce, a takie gówniarze tylko by patrzyli na niego, jak on teraz na panie w moherowych beretach. Oczywiście, że z szacunkiem i poszanowaniem, a jakże.
OdpowiedzUsuń-Z ust mi to wyjęłaś-uśmiechnął się wesoło-Przecież reklamówki mi się zmęczyły i muszą chwilę posiedzieć prawda? One też mają uczuci!-pokręcił z niedowierzaniem głową.
Chciał dążyć dalej ten temat. Może gdyby się uparł to by w końcu jej to wyznał, a nie to w sobie dusił, ale coś go powstrzymało. Co? Strach przed odrzuceniem? Możliwe.
-Idziemy-potwierdził, po chwili, trochę zmarkotniały-Czy mogę prosić panią o ramię, czym nie godzien?
Filip
[A no nowe nowe, urzekł mnie ten uśmiech :D]
Usuń-Hm...wiesz, żeby mieć emeryturę to najpierw muszę pracę znaleźć przeharować parędziesiąt lat, by mieć na suchą bułkę dla dzieciaków, a jakaś stara baba, która będzie się podawała, za twoją żonę, ostatnie pieniądze na nową....szminkę, czy inne paskudztwo wyda. Mamooo....-jęknął przeciągle, przejeżdżając dłonią po twarzy, robic przy tym dość osobliwą minę.
OdpowiedzUsuń-Pewnie, że obrałem. Plac zabaw o. Potem małe piwo, czy jak wolisz whiskey, ojciec dostał dzisiaj w sklepie dostawę, możemy pójść później do mnie jak wolisz.
Filip
Odepchnął się lekko stopami od ziemi i już po chwili do jego uszu dobiegły znajome skrzypienia huśtawki, jakby zaraz miała się zapaść pod jego ciężarem. On z braku lepszego pomysłu na życie często tu bywał i często odstraszał małe dzieciaki, które biegały wszędzie, ciekawiło je wszystko i w ogóle się, że wszystko są w stanie osiągnąć. Kochane łatwowierne szkraby.
OdpowiedzUsuń-Nie pojmuję-westchnął cicho, rozglądając się w około-W przeciwieństwie do nas prawie nic się tu nie zmieniło. Tylko huśtawki trochę nowsze.
Roześmiał się głośniej i zaczął się wyżej huśtać. Jeszcze jedna rzecz, jakiej mu brakowało.
-Mi to tam plusuje. I innym z resztą pewnie też. To potem monopol co? Eh a się kiedyś soczki w kartonikach pijało.
Filip
-Ale twoja szaleńcza radość zaraz mija, jak się okazuje, że to członkinie koła różańcowego-prychnął ze śmiechem, odwracając lekko głowę w jej stronę.
OdpowiedzUsuńZawsze go dziwił ten jej lęk wysokości. Przecież do góry nie poleci. Ale już można by powiedzieć, że się kiedyś do tego przyzwyczaił i po drzewach jej nie ciągał. Ale w sumie to nie jego sprawa.
-Ja tam się zapijałem tymi no...soczkami. Cholera już nazwy nie pamiętam...z resztą nieważne-wymruczał po chwili-A tak w ogóle to...co tam u Ciebie słychać? Oprócz tego, że miśki ratujesz.
Filip
On i wiara, to dwa zupełnie różne pojęcia, w którym żadnym przypadku nie wypada łączyć. Co prawda staruszkowie w każdą niedzielę, święto, czy pierwszy piątek miesiąca, darłują do rozpadającej się dziury, zwanej kościołem, ale on od kiedy zaczął wiek tak zwany buntowniczy, nogi tam nie postawił. Na początku ze strony rodziców sypały się groźby, prośby, ale w końcu dali sobie spokój. Siłą go tam ciągnąć przecież nie mogą.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na nią z niemym zaskoczeniem, które usilnie próbował ukryć. Cóż, nie spodziewał się takiej odpowiedzi. W sumie to słyszał jakąś strzępkę rozmów ich rodziców, ale nie wiedząc czemu ubzdurał sobie, że na pewno kogoś ma, tabuny koleżanek też.
-Nie nudzi Cię coś takiego?-uniósł lekko brew-Nie chciałabyś nic zmienić?-odparł, gwałtownie hamując huśtawką, intensywnie się w nią wpatrując.
Filip
W sumie co go to obchodzi? Przecież to jej życie i ona będzie robiła z tym życiem co jej się żywnie podoba. Jednak, nadal nieruchomo wpatrywał się w jej profil. Za bardzo mu na niej zależało? Możliwe. W końcu chciał, żeby była szczęśliwa i tylko tyle. A z kim to już od niej zależało. Jej wybór.
OdpowiedzUsuń-Nic nie na siłę-potargał sobie włosy, przez co sterczały mu we wszystkie strony. Jak był młodszy, całe czas je sobie wichrzył by wyglądać na jakiegoś Bóg jeden wie jakiego rozrabiakę.-Jeżeli na prawdę chcesz to zmienić, to w końcu zmienisz. Znajdziesz sobie kogoś, założysz rodzinę...i tak jakoś będzie-dodał, mając nadzieję, żeby nie usłyszała w jego głosie lekkie załamanie.
Filip
Gdzieś w podświadomości czuł, że przez własną głupotę, wpakował się w niezłe bagno. Już sobie wyobrażał jej reakcję, gdyby dowiedziała się prawdy. Coś w stylu "tobie odbiło, ja nic do Ciebie nie czuję, przykro mi Filipie" i tak dalej. A tego by jego wielce poszanowana męska duma by po prostu nie zniosła.
OdpowiedzUsuńMasz czego chciałeś-zapiał mu jakiś głos w głowie, co jeszcze bardziej go przygnębiło. No prawda. Chciał to w końcu z siebie wydusić, nawet jeśli ona to będzie brała za żart.
-Możesz mnie wpisać, bo jak nie to moja matka to zrobi-mruknął, na pozór obojętnie, starając wszystko w sobie stłumić. Prawda. Był słabym aktorem.
Nerwowo wyłamywał sobie palce, czując się bardziej jak baba, niż chłop. Nawet nie miał dość odwagi by jej to powiedzieć. Żałosne.
Filip
Zacisnął mocno wargi, tworząc cienką linię. I co on na to miał odpowiedzieć? Gdyby się roześmiał i po prostu nadal by grał to może i by w końcu to coś co do niej czuł by się stłumiło. Dla wszystkich to by było najlepsze rozwiązanie, szczególnie dla niego. W końcu to jego przyjaciółka z dzieciństwa a on się zachowywał jak ostatni palant, który nie może się wysłowić.
OdpowiedzUsuń-Słuchaj...ja...-zaczął po chwili, nie mogąc wydusić już z siebie ani słowa.
Odkaszlnął cicho, odwracając głowę w przeciwną stronę. Cóż, teraz albo nigdy Skowroński-pomyślał smętnie, zaciskając mocniej dłonie na materiale bluzy, którą miał na sobie.
-Jaciechybaniewiemkochamno-wyrzucił z siebie z prędkością rakiety, czy coś, modląc sie w duchu, że dziewczyna tego bełkotu nie usłyszała, albo nie zrozumiała.
Filip
Jednak trzeba było siedzieć w domu jak mamusia kazała i zapijać się w czterech ścianach, może potem by się nie wydurniał. Albo z sensem mówił. Wiadomo, że szczęśliwy Polak, to Polak z flaszką w dłoni, który może na wszystko ponarzekać.
OdpowiedzUsuńPrzegryzł mocno dolną wargę, po chwili poczuł w ustach charakterystyczny, metaliczny posmak krwi. Teraz to był jego najmniejszy problem. Musiał dokończyć. Hanka tal długo będzie mu pewnie wierciła dziurę w brzuchu, że i tak się dowie i tak. A on wolał po dobroci wszystko powiedzieć.
-Ja...Cię...chyba...kocham-wymamrotał z zrezygnowaniem, czekając na jej śmiech, czy cokolwiek innego, co by znaczyło, że jest kompletnym frajerem.
Nawet nie drgnął, tylko nadal beznamiętnie wpatrywał się w zardzewiałą zjeżdżalnię.
Filip
Jego zdenerwowanie zamiast zmaleć, jeszcze bardziej wzrosło. Co on miał jej powiedzieć? Do czego ona dążyła? Już by wolał, gdyby go trzasnęła w twarz, czy coś w tym stylu. Przynajmniej by wiedział na czym stoi. A tak? Musiał się tłumaczyć jak na spowiedzi.
OdpowiedzUsuńGwałtownie stanął z huśtawki. Nie miał pojęcia co nim kierowało. Gdyby teraz się roześmiał, czy chociaż mrugnął do niej...nie znowu nie stchóży.
-No po prostu kocham! Tego nie da się opisać rozumiesz? Po prostu to się czuje!-wyrzucał z siebie kolejne słowa, nadal odwrócony do niej plecami. W jego głosie kryła się jawna rozpacz. Przed czym? Sam nie miał pojęcia.-Ja...po prostu mi powiedz, że jestem świrem czy coś. Walnij w twarz nie wiem.
Filip
Powoli odwrócił się w końcu w jej stronę, nadal jednak ze wzrokiem gdzieś utkwionym nad jej głową. Nie miał po prostu odwagi spojrzeć w jej oczy, po tym co on niego usłyszała. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego.
OdpowiedzUsuń-Czyli...dajesz mi no...szansę?-zapytał powoli z niedowierzaniem-Mogę mieć jakąś nadzieję czy coś?-jego oczy zrobiły się idealnie okrągłe. Cofnął się o krok, jakby nagle mu się zakręciło w głowie i z powrotem opadł na huśtawkę.
Może ma jakąkolwiek szansę. I w sumie zamierza z tego skorzystać, ba.
Filip
[Widzisz i mnie tu ściągnęło ;-)]
OdpowiedzUsuńArtur
Odetchnął głośno jakby z ulgą i odrzucił głowę do tyłu, wbijając wzrok w bezchmurne niebo. No to mu się udało. Nie całkowicie, ale cień nadziei jest. Kurwa, zachowywał się czasem jak zakochany, nieśmiały gówniarz. Ale za młodu z takimi rzeczami raczej nie miał kłopotu.
OdpowiedzUsuń-Będę się starał-stwierdził po prostu i po chwili na jego twarzy zawitał nieśmiały uśmiech. Nie miał pojęcia co i czy w ogóle coś z tego będzie, ale przynajmniej nie czuł tego potępienia dla samego siebie.-Żeby jakiś pomyleniec w okularach i z kontem w banku mnie nie wyprzedził-dodał po chwili namysłu.
Spojrzał na nią i niepewnie wyciągnął ku niej dłoń.
-To jak?-zapytał bez sensu.
Filip
-Dzięki za ostrzeżenie, będę o tym pamiętał i się śpieszył jak mi Bozia miła-roześmiał się cicho, czując jak napięta atmosfera, która bezmyślnie sam stworzył mija. Zacisnął mocniej palce na jej dłoni i ponownie wstał z huśtawki, która jakby w akcie radości skrzypnęła głośno.
OdpowiedzUsuń-Jeżeli oczywiście sobie panienka tego życzy, to może być dzisiaj, jutro, czy kiedy panienka chce-wykonał prowizoryczny ukłon w jej stronę, pokazując całemu światu swoje uzębnienie-To się z tego powodu bardzo cieszę, chociaż nie wiem, czy wino w kartonu jest panienki godzien-pokręcił lekko z rozbawieniem głową.
Filip
Tak w sumie to był nawet niezły plan. Dla niej. Bo jak ona stwierdzi, że nie? A on głupi jeszcze nadal będzie miał nadzieję? Potrząsnął głową, niczym pies, wytrzęsający wodę z uszu. Nie miał ochoty teraz o tym myśleć. Będzie się martwił jak już się to stanie, a teraz? Teraz będzie próbował.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na domek i mimowolnie się roześmiał. Swojego czasu, cała banda dzieciaków, uważała to miejsce za swój jedyny słuszny dom, gdzie nie ma żadnych reguł i panowało prawo dżungli. Wolną dłonią ponownie zmierzwił sobie włosy.
-A czemu nie?-spojrzał na nią z rozbawieniem-Ojczulek tolerancyjny jest, wiedzieć, że mu karton zaginął w magazynie nie musi-roześmiał się jeszcze głośniej, sprawiając tym że parę zapomnianych ptaków, wzbiło się powietrze-To chodź młoda.
Filip
Spróbował przybrać oburzony wyraz twarzy, jednak radosne iskierki w jego oczach, całą tą jego koncepcję waliły w łeb. Nie potrafił ukrywać emocji, co już wielokrotnie przyczyniały się do jego klęski. Ale czasem było to przydatne.
OdpowiedzUsuń-No wiesz...-pokręcił z niedowierzaniem głową-I pomyśleć, że ja się z takim oskarżycielem wychowałem, toż to skandal-uśmiechnął się promiennie do niej, jednocześnie mrugając porozumiewawczo.
-Hm...no przypominają przypominają. Wiesz, ojciec mnie raz nakrył jak konsumowałem piwo w wieku bodajże czternastu lat. Masakra wtedy była...ale warto zaryzykować-pociągnął ją za rękę w swoją stronę-No chodź już do tego domku chce się pobawić w dooom-przybrał pozę rozkapryszonego czterolatka i dla większego efektu tupnął nogą.
Filip
-Uważaj bo się zacznę Ciebie bać. Jeszcze Ciebie pamiętam jako małą słodką dziewczynkę w różach i bieli i tak łatwo ten obraz z mojej głowy nie wyleci-odparł radośnie, od nie chcenia, mierzwiąc tym razem jej włosy.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na nią jak na wariatkę, po czym się sam zaśmiał. Doprawdy on i jego własny dom? Rzecz tak samo możliwa, jak to, że kiedyś Polska będzie miała wspaniały rząd. Czyli zerowa.
-Ty sobie ze mnie dziecinko nie kpij...-rzucił szybko, jednak nie dokończył zdania, bo dziewczyna wystrzeliła do przodu-Ej a ja?-krzyknął za Hanką i chcąc nie chcąc pobiegł za nią.
W ciągu tych lat domek się w ogóle nie zmienił. Nawet pozostały te wyblakłe podpisy całej bandy z lat dziewięćdziesiątych.
Filip
Zdziwiona miana? Mało powiedziane. Brwi mu całkowicie utonęły pod włosami, jednak nie żeby mu to jakoś spejalnie przeszkadzało, ba wręcz przeciwnie. Uśmiechnął się lekko do dziewczyny. Dziewczyny? Raczej już młodej kobiety. Ale dla niego nawet jak Hanka będzie miała sto lat, dla niego będzie wiecznie młoda, piękna.
OdpowiedzUsuń-Też o tym myślałem-sięgnął ponad jej ramieniem, by dotknąć krzywych liter "Filip" i tuż poniżej "Hanka". Musnął palcami drewno, równocześnie czując jej ciepły oddech na swojej skórze.-Popatrz jak pięknie pisałaś-wskazał ruchem głowy, cofając z pośpiechem rękę.
Filip
Naprawdę mnóstwo osób przemknęło przez jego życie w ciągu tych trzydziestu jeden lat. Mieszkał w wielu miejscach, poznał naprawdę mnóstwo ludzi ale mało zatrzymało się na dłużej. Zazwyczaj były to przelotne znajomości. Wyjeżdżał, a kontakt się tak po prostu urywał.
OdpowiedzUsuńPrzez pewien okres mieszkał w wieżowcu, ale nie na typowym blokowisku - było to dość zadbane i czyste osiedle, a ze swojego okna miał widok na balkony innych mieszkańców znajdujące się parę metrów dalej. W zasadzie miał widok na nie jak na dłoni. I cóż, często bywało to dość niekomfortowe dla obu stron, bo ciężko było cały czas pamiętać o zasłonach.
Parę razy zdarzyło się, ze akurat oglądał telewizję, aż nagle jego wzrok napotkał przebierającą się dziewczynę - był przecież tylko facetem, ciężko mu było tak po prostu oderwać wzrok. Odwracał go więc dopiero wtedy, gdy ich spojrzenia się spotykały. Zresztą nie tylko on by winien - pare razy ściągał z siebie ciuchy w salonie, bo nie miał siły i nieraz przyłapał ją na bezczelnym wpatrywaniu się w okno. W ogóle dziwnie często na siebie wpadali, zazwyczaj z przypadku. Pewnego piątkowego poranka wpadł do sklepu jedynie po papierosy, wyjątkowo się śpieszył i - z racji tego, że jak człowiek się śpieszy to się diabeł cieszy - wpadł na drobną kobietę z całym impetem rozwalając jej siatkę z zakupami. Było jeszcze parę podobnych sytuacji - ogólnie mieli na siebie szczęście, albo wręcz odwrotnie - pecha.
Minęło już parę lat odkąd ostatni raz ją spotkał, wyprowadził się i wyjechał do innego miasta. Szedł przed las ze słuchawkami na uszach i papierosem w dłoni. Wiele rzeczy zwykł robić machinalnie, tak jak teraz - wyrzucił papierosa w sumie nie zastanawiając się czy dobrze robi.
Artur
Gdy tylko otworzył oczy i zobaczył nowe dzieło Hanki nie mógł się powstrzymać i mocno ją do siebie przyciągnął. Może robił błąd, ale tego właśnie w tej chwili tego potrzebował. Ale tego nie żałował. Wiele razy tak siedzieli, czy to tutaj, czy to tutaj, czy gdziekolwiek indziej. Lubił takie chwile. Wtulił twarz w jej jasne włosy.
OdpowiedzUsuń-Z tymi pięknymi to trochę za mało. Bo pamiętaj ja jestem chodzącym seksem-roześmiał się głośno.
Przymknął na chwilę oczy, bojąc się, że Hanka zaraz go odepchnie i spojrzy na niego z wyrzutem. W końcu nie byli parą.
Filip
Te drewniane ściany, aż były przesiąknięte wspomnieniami. Uwielbiał tu przychodzić sam, powspominać. Te stare czasy, beztroski, jednak mając w ramionach tą uroczą istotę, czuł się jeszcze lepiej. Przejechał dłonią po jej plecach, by wtopić ją w gęste włosy dziewczyny.
OdpowiedzUsuń-Nie ma sprawy-mruknął cicho, nie ruszając się ani na centymetr-Pamiętasz te wszystkie zabawy w dom, albo jak chyba Krystian zwinął ojcu papierosy przyniósł całą paczkę? I nakryła nas moja matka? Albo jak..-wziął głęboki oddech i odsunął się w końcu od niej, uśmiechając się trochę nieśmiało-Albo zanim ty wyjechałaś na studia, bodajże dzień przed-westchnął cicho i dotknął dłonią jej policzka.
Filip
[Jakaś piękna istota, której nigdy wcześniej nie widziałam, ale to nic! Serio piękna. Masz może jakieś pomysły na wątek?]/Cezar
OdpowiedzUsuńLaura wyjechała jakiś miesiąc przed Hanką. W jednej chwili miał dziewczynę i przyjaciółkę, w drugiej już został sam w Zakopanem, według niego niepotrzebny i niechciany. Na Laurę nadal był zły, ba wręcz wściekły, jednak nie mógł się obrażać na jedyną osobę, która znała go lepiej od niego samego.
OdpowiedzUsuńPamięta tamtą noc. Dla kogoś obcego byłaby żałosna i wyscenizowana,jednak dla nich obojga miała ogromną wartość. Przynajmniej dla niego. Nigdy się do tego przed nikim nie przyznał, ale czuł czasem, jakby to część jego samego tam pojechała. Mogło wydawać się to dla kogoś głupie. Ale nie dla Filipa. Strasznie mu jej brakowało. Praktycznie dzień w dzień tu przychodził z piwem i odstraszał maluchy.
-Tęsknię za tymi czasami Haniu-pogłaskał ją grzbietem dłoni po policzku-A najbardziej to mi brakuje pewnej małej, rozgadanej dziewczynki z kokardkami na warkoczach, która chce się całować.
Filip
[Wiesz, kiedy ja ostatnio w ogóle słyszałam o Reni Jusis? Matko. Jak magnes... coś tam, tyle o niej wiem. I w szczegóły nie wchodzę lepiej, bo ja wczoraj słuchałam bebe lily przed zaśnięciem, no więc ekhem, Reni robi się nagle bardzo pociągająca. Co do wątku... no on mógłby ją tam zatrudnić dorywczo, żeby sobie dorobiła, w końcu taki z niego dobry człowiek (ha-ha). No tylko co teraz? Spotykają się po latach, 'o jeżu, ale wyrosłaś, come on, zabije Cię, tylko zdradź mi swoje problemy'?]/Cezar
OdpowiedzUsuńI to był jeden z powodów czemu został na starych śmieciach. Nie był żadnym złym chłopcem, playboyem, który musi zaliczyć jak najwięcej panieniek, bo przecież jest taki dorosły, który pije, pali, ćpa na potęgę, który zawsze imprezuje i traktuje innych jak ostatnie ścierwa. On by tam nie pasował, zginąłby w tej szarej masie jednakowych ludzi, gdzie każda inna osobowość, jest tępiona.
OdpowiedzUsuńNadal delikatnie głaskał ją po policzku, czując jak jego serce traci rytm. W sumie to pewnie będzie miał wyrzuty sumienia, bo niszczy ich przyjaźń, ale w końcu mogą zbudować coś innego prawda?
-Naprawdę? Hanka nic się nie zmieniła-pokręcił z udawanym niedowierzaniem głową-A jest jakaś szansa, że pocałuje go po raz drugi?
Filip
[Rozwaliła mnie wizja Cezara, patrzącego w oczy i mówiącego 'ja widzę, że Ty masz problem, tylko nie zaprzeczaj dziecko, masz go!'. Matkę może spotkać, porozmawiać, może być nawet tak, że to matka zaproponuje Hance, żeby go odwiedziła. Ta powie, że nie, bo to żaden problem, ale ta się uprze, że to może jej pomóc i jakoś u niego wyląduje, co będzie niesamowicie upokarzająco sprawą]/Cezar
OdpowiedzUsuńJemu, od kiedy zdał sobie sprawę, że nic już niestety z Laurą nie będzie (bo znając życie, to pewnie kogoś sobie znalazła) doskwierała taka jakby samotność, chęć do odczuwania obecności drugiej osoby, poczucie ukojenia w jej ramionach. A teraz na chwilę jakby się przeniósł się na lepszy świat. Sama jej obecnoś wystarczała mu, by na chwilę zapomnieć o bieżących kłopotach i skupić się na czymś innym.
OdpowiedzUsuńKciukiem delikatnie obrysował kontury jej miękkich ust, uśmiechając się przy tym lekko.
-A co Hanka rozumie przez to słowo?-wyszeptał, owiewając jej twarz ciepłym oddechem, nadal drugą dłonią przeczesując włosy dziewczyny-Co ten biedak musi zrobić, by na to zasłużyć?
Filip
Filip zawsze ufał ludziom i liczył na chociaż chwilę rozmowy, czy czegokolwiek innego, byleby poczuć, że ktoś go w miarę lubi. Nie umie się wyłączyć na ludzi zawsze go do innych ciągnęło i niczym małe dziecko potrzebował chwili uwagi.
OdpowiedzUsuńSłysząc jej słowa, po jego ciele przebiegł dreszcz. Z sercem gdzieś w okolicy gardła, na chwilę odsunął dłoń, by po chwili, nadal obrysowywać kontury jej twarzy. Jak dla niego była w tym momencie idealna.
Przybliżył swoją twarz, tak, że stykali się czubkami nosów i z nadzieją spojrzał jej w oczy.
-Mam nadzieję, że ten przyjaciel tego nie schrzani-odparł cicho.
Filip
[Ano jest ;D A i mam pytanie, czy tam pozwalasz na udział Hanki w mojej badziewnej nocie? Bo coś w końcu trza naskrobać ;]]
[Hahahah dzięki :P]
OdpowiedzUsuńFilip nawet nie chciał myśleć co by było gdyby rzeczywiście im nie wyszło. Sobie tego nie wyobrażał, jak oni się do siebie w ogóle by nie odzywali. Te wszystkie lata poszłyby się bujać. Ale on gdzieś tam wierzył, że może...że może im się jednak uda i będzie z dumą powiedzieć matce, ze jakaś może go by chciała i że taka porażką życiową to on nie jest.
Gdy tylko poczuł jej miękkie usta na swoich, całkowicie zapomniał gdzie jest. Czekał na tą chwilę wystarczająco długo (parę miesięcy, ale co tam), by się teraz jakimiś bzdetami przejmować. Oddał jej delikatny pocałunek z pasją i czułością. W końcu to nadal była jego mała Hanka prawda?
Przymknął oczy, nadal pogłębiając pocałunki. Już dawno czegoś takiego nie czuł. Przysunął się jeszcze bardziej do siebie, czując kolejne fale dreszczy na ciele.
Filip
[To fajnie ^^]
OdpowiedzUsuńGdyby jego rodzice dowiedzieliby się, że ich synuś się żeni, także byliby najszczęśliwszymi ludźmi na świecie, ale z zupełnie innego powodu. W końcu jedna gęba mniej do wykarmienia, a takie bezużyteczne cielsko nie zalega całymi dniami na kanapie w salonie, przed telewizorem.
Gdyby ktoś mu by wczoraj powiedział, że będzie się całował z Hanką w starym drewnianym domu, zabiłby go śmiechem. W jego wczorajszych uronieniach Hanka wychodziła właśnie w tamtym momencie za mąż. Ale cóż. Czasem cieszył się, że nigdy nie ma racji.
Nie chciał tego przerywać. Prawda, ich pierwszy pocałunek był raczej muśnięciem się nawzajem ustami, co jak dla kilkulatków i tak było wielkim przeżyciem.
Filip
Jego rodzina się zawsze różniła od rodziny Szczygieł. Nie było u niego takiej atmosfery, ani nic. Wieczne pretensje do całego świata (a do niego najwięcej,bo był ich największym błędem w życiu), obiady, takie że wszyscy się tłukli po dokładkę (bo w końcu przecież nie można żołądka przeciążać) i ten wieczny ton matki. To wszystko sprawiało, że miał ochotę stamtąd uciec. A podobno trzymał go tam tylko darmowy alkohol.
OdpowiedzUsuńPowoli odsunął się od dziewczyny, jednak ich twarze nadal oddzielały centymetry. Uśmiechnął się niepewnie do dziewczyny.
-Mam nadzieję, że Hanka nie będzie miała do niego pretensji-wyszeptał cicho.
Filip
Jego matka była jakby...postrachem osiedla, podobno nawet teraz krążą między dzieciarnią legendy, o tym, że dusi nieposłuszne dzieci siatką na zakupy, czy coś w tym stylu. No i dobrze. Przynajmniej takie dzieciaki się go bały i żaden gnojek nie podskoczy. A to bywa przydatne.
OdpowiedzUsuńKąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej, a w jego sercu jakby zapłonął jakiś płomyk nadziei, czy jak to się mówi w tych wszystkich romansach, nie romansach. Naprawdę mu na niej zależało. Tyleże pewnie i tak ona powie mu zwięzłe "nie".
-To on pewnie jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, prawda?-wymamrotał, dotykając jeszcze raz jej twarzy.
Filip
Czuł się trochę, jakby właśnie się całował ze swoją pierwszą dziewczyną. Serce biło jakimś nieregularnym rytmem, a na jego zazwyczaj bladych policzkach wykwitło coś w rodzaju rumieńca. Odgarnął zabłąkane kosmyki włosów z jej twarzy, nadal się uśmiechając z tą dozą nieśmiałości. W końcu znali się prawie od zawsze, a taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca. Ale nie w końcu nie żałował. Na razie nie miał czego.
OdpowiedzUsuń-Podobno jest. I to bardzo. Szczęściaż z niego-odparł tylko, opierając brodę o czubek jej głowy.
Z zewnątrz dobiegały ciche, monotonne dźwięki, pierwszych opadających kropel deszczu. Cała ta scena była jakby przez kogoś starannie wyreżysowana.
Filip
- Żeby ładnie wyglądały? - Zapytała, jakby to była największa oczywistość spośród wszystkich oczywistości świata. Nikt nigdy nie powiedział, że Justyna Krzeptowska postępowała logicznie i racjonalnie, więc kupienie butów na niebotycznym obcasie w przypływie chęci patrzenia na nie i udawania, że jest się kobiecą, nie było niczym dziwnym i nadzwyczajnym. Porywać się z motyką na słońce też lubiła. A raczej... porywać się z obcasami na Kraków. Kraków i jego piękne bruki, które były w stanie wybić zęby nawet największej weterance szpilek, a co dopiero debiutantce.
OdpowiedzUsuń/Justyna
Hanka zawsze była dla niego kimś ważnym. To w niej przez lata miał oparcie, wysłuchiwała jego żali, pocieszała i zachowywała się tak jak no...najlepszy przyjaciel. W sumie to przeczuwał gdzieś w podświadomości, że prędzej czy później się w niej zakocha, tylko nie chciał, nie potrafił tego przyjąć do świadomości.
OdpowiedzUsuńNie przejmował się deszczem. W końcu co to za różnica, czy wróci do domu z mokrą głową, czy nie. Jednak, odsunął się od dziewczyny, patrząc na nią...z troską? Możliwe. Nigdy nie miał siostry, Hanka mu ją w przeszłości zajmowała. Tyle, że on nigdy dla niej bratem nie był. Miała swoich własnych.
-Chcesz już iść?-zapytał cicho, nadal mając jedną dłoń splecioną z dłonią dziewczyny-Czy wolisz no zostać..tutaj?
Filip
Uśmiechnął się lekko do dziewczyny i powoli podniósł się z ławki. Pomyśleć, że kiedyś tu się mieściło kilka, a jak się bardziej ścisło nawet kilkanaście dzieciaków z obdartymi kolanami i szczerbatymi uśmiechami. Z całej tej podwórkowej zgrai zostali praktycznie tylko oni. Z resztą albo nie utrzymywał kontaktu, albo wyjechała, albo ma już własne rodziny. A oni? Gdyby było jakieś spotkanie po latach, tylko oni byliby takimi mendami, czy czymś podobnym.
OdpowiedzUsuń-Mam pomysł-uśmiechnął się szerzej, czując na swojej skórze zimne krople deszczu-Chodź rozluźnisz się trochę, przecież taniec to zdrowie-dodał po chwili z głośnym śmiechem, który wypełnił cały drewniany domek.
Filip
Pociągnął ją lekko w swoją stronę, nadal się śmiejąc. Jak przez mgłę pamiętał jak dwójka roześmianych bachorów, pląsała bez widocznego ładu i składu w czasie deszczu, przyprawiając tym samym rodziców o palpitację serca. Bo zimno, bo cośtam. Ale pamiętał, że czuł się wtedy naprawdę szczęśliwy.
OdpowiedzUsuń-Jak to gdzie?-powtórzył za nią, mrugając jednocześnie do dziewczyny-Wszędzie. Widzisz, przecież jaka piękna pogoda. No weź chodź Szczygieł, rozprostuj te stawy, bo Ci nawet w przyszłości seksowny chodzik nie pomoże-zaczął marudzić jak małe dziecko.
Filip
On uwielbiał deszcz.Jak był mały specjalnie by zrobić na złość matce wychodził w samych shortach i kaloszach i bez sensu plątał się po podwórku, wdychając świeże powietrze. Oczywiście nikt tego nie tolerował, ba. Ale on i tak wiedział swoje. W końcu jego zdanie jest najważniejsze, prawda? A co myślą inni to go zupełnie nie obchodziło i nadal w sumie nie obchodzi.
OdpowiedzUsuńUjął ją za prawą dłonią, lewą kładąc na jej biodrze i z wesołym błyskiem w oku, musnął ją delikatnie w policzek. Po przyjacielsku. Chyba.
-Tańcz księżniczko, po prostu tańcz-odparł rozbawiony, czując, jak strumyki wody, wlewały mu się za kołnierz-Po prostu tańcz.
Filip
Przymknął na chwilę oczy i tak jak kiedyś plątał się z nią bez sensu w strugach deszczu. Gdyby jakaś babcia stara ich zobaczyła, nie wątpił, że od razu by zadzwoniła pod 997, z przekonaniem, że zobaczyła dwójkę psychopatów, lub satanistów, odprawiających jakieś czarno magiczne rytuały. Albo od razu by egzorcystę ściągnęła.
OdpowiedzUsuńJego mokre włosy przylepiły mu się do czoła, ale on nic sobie z tego nie robił. W końcu to tylko woda, go nie zabije. A taka chwila na pewno głęboko wyryje mu się w pamięci. Jeśli na starość mu odbije i będzie chciał się żenić to musiałby padać deszcz.
-Nie marudź księżniczki nie marudzą-wymruczał jej cicho do ucha, delikatnie obracając dziewczynę-Świetnie Ci idzie jak na razie.
Filip
Jemu w czasie dojrzewania podobno kompletnie odbiło. Nie że od razu jakiś stereotypowy zły chłopiec, ale to i owo już za uszami miał. Ale w sumie nie żałuje. W końcu ten czas z Laurą, nowymi kolegami od flaszki całkiem miło wspomina. Jak się wyszaleć to za młodu prawda? Bo dość osobliwie by wyglądał taki osiemdziesięcioletni staruszek na dyskotece.
OdpowiedzUsuń-A tam jesteś księżniczką już-odpowiedział, równocześnie szczerząc zęby w wesołym uśmiechu, który nieco przyblakł o wzmiance o jej "byłym mężu".
-No widzisz-mruknął cicho, mając nadzieję, że nie odczytała żadnych emocji w jego zachowaniu.
Filip
Na jej odpowiedź, odrzucił głowę do tyłu, zanosząc się szczerym śmiechem. Im się jest starszym, tym trudniej jest spotkać sytuacje, które by wywołały u człowieka szczery, nieprzymuszony śmiech. W końcu z czego on miał się śmiać? Z braku pracy? Raczej nie.
OdpowiedzUsuńPochylił się nad Hanką, tak że ich czoła się stykały. Kurtyna deszczu, całkowicie przysłoniła świat, widział tylko jej oczy.
-Muszę Cię zmartwić, ale rycerze z koniami nie chodzą ot tak po ulicy- musnął dłonią, jej przemoczony warkocz-Ale na pewno kogoś sobie znajdziesz-dodał po chwili namysłu. W końcu on chce by była szczęśliwa. Z nim, czy bez niego, ale by czuła się po prostu szczęśliwa.
Filip
Położył dłoń na jej mokrym od deszczu policzku, uśmiechając się lekko. Zawsze, gdy widział, nawet nieznajomego, ale uśmiechniętego człowieka na ulicy, on automatycznie także się uśmiechał. Bo podobno taki śmiech to zdrowie, wydłuża życie o ileśtam minut. Jeżeli to prawda, to on z Hanką zapewnili sobie w dzieciństwie nieśmiertelność. -Albo chociaż na takim ciągniku co? Elegancko i z klasą, a potem jeszcze w sukni ślubnej orać pole na traktorze. Idealne zdjęcie ślubne-stwierdził, mocno ją jedną ręką obejmując w pasie.
OdpowiedzUsuńW butach mu się zrobiło kolejne Morskie Oko, ale on się tym nawet nie przejął. W końcu nie mógł wyjść na jakiegoś samoluba.
-Mam nadzieję, że panience się pierwsza randka podoba-wyszeptał cicho.
Filip
Wizja Hanki w sukni ślubnej, siedząca koło jakiegoś przypakowanego gościa na takim traktorze, czy kombajnie, była tak absurdalna, że cicho parsknął ze śmiechem. Stanowczo sobie tego nie wyobrażał.
OdpowiedzUsuń-Tak, tak, tak. Romantyzm pełną gębą-zaśmiał się donośnie-Ty Hanka wymagająca jesteś. Taki pospolity samochód, nie jest wart twojej uwagi rozumiem-dłonią błądził po jej twarzy, przy okazji, starając się wytrzeć z jej policzków krople wody.
Jej ciepły oddech drażnił jego skórę, właściwie to miał ochotę znowu ją pocałować, ale się obawiał reakcji Hanki.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę-wymruczał cicho.
Filip
[A tam dobre jest :D]
OdpowiedzUsuń-Matko Boska, rzeczywiście nie ma to jak miłe wspomnienia. "Babciu, babciu, a jaką limuzyną jechałaś na ślub z dziadkiem?" "Czołgiem, dziecko czołgiem"-pokręcił z niedowierzaniem głową, równocześnie, strząsając z włosów kropelki wody.
Mimo, że według niego na początku pogoda wydawała się wspaniała, teraz także i jemu, zaczęły powoli szczękać zęby. Deszcz jest co prawda fajny, ale latem. Wtedy połączenie ciepłego deszczu z promieniami słońca, wydają się niemal bajkowe.
Odsunął się od niej, na odległość paru kroków, uważnie się jej przyglądając.
-Mam Cię odprowadzić do domu?
Filip
[Poniedziałek a jak :D. Z góry przepraszam za to poniżej, ale brat miota się po całym domu klnąc, że pracy znaleźć nie może eh Xd. I bardzo fajny pomysł ^^]
OdpowiedzUsuńWykonał w jej stronę prowizoryczny ukłon, próbując powstrzymać szczękanie zębami, co raczej wychodziło mu z mizernym skutkiem. Już widział kojące marzenie jako siebie samego w cieplej pościeli z grubymi skarpetami przed telewizorem.
-Dziękuję za pozwolenie szanownej pani-roześmiał się cicho-Może jeszcze ponieść, by szlachetne nóżki się nie zamoczyły zbytnio?-narzucił na głowę, kaptur od bluzy, nadal się w jej stronę uśmiechając.
Filip
[Ja na szczęście mam wolne, ale za rok na maturach, czuję, że będzie rzeź xD ]
OdpowiedzUsuń-Niestety musisz się przyzwyczaić, że dla mnie nadal będziesz małą Hanką-krzyknął za nią zanosząc się śmiechem, który momentalnie się urwał, gdy chłopak spojrzał na niebo.
-Oż w mordę-wymamrotał do siebie, przystając centralnie po środku kałuży. No to on ich wpakował. Pięknie. Jak dotrze do domu cały, będzie zadowolony.
-Idę, idę-mruknął, mozolnie poruszając się do przodu. Spojrzał na dziewczynę i w przypływie rycerskorści zsunął z siebie kurtkę, którą następnie bez słowa podetknął dziewczynie pod nos.
Filip
[Nie ma sprawy, nie śpiesz się, jak nie możesz ;]
OdpowiedzUsuńFilip
[Nie nie odpisuję, tylko próbuję złapać wenę ;p]
OdpowiedzUsuńOn natomiast po gimnazjum obeznał się ze wszystkimi, znanymi mu chorobami, zaczynając od stereotypowego przeziębienia, poprzez grypach żołądkowych, kończąc po nagłych atakach wyrostka robaczkowego. Jakoś trzeba było coś wymyślić, bo nikt normalny by nie wytrzymał całego roku szkolnego. A akurat on jak na złość chorował raz na ruski rok.
Mimo, że był maj, w powietrzu dało się wyczuć coś jesiennego, co od razu trochę popsuło mu humor. Nie po to miał białą Wielkanoc, by mieć szare...wakacje.
-Nie wygłupiaj się-prychnął cicho pod nosem, narzucając jej na ramionach kurtkę-Drżysz. A nie chcę, byś była przeze mnie chora, naprawdę-spojrzał na nią z jakąś troską w oczach.
Filip
[jakie no bajery, ja tylko prawdę mówię :D. pffffffff dobra. spróbuję. Btw będziesz na Bryant Hotel? :>]
OdpowiedzUsuńMoże ten pomysł z tańczeniem w deszczu nie był najlepszym pomysłem, po tym jak się dowiedział, że Hanka leży chora w łóżku. A winę ponosi pośrednio on. Ale tak w sumie to nie żałował. Tamta chwila wydawała mu się no...można by powiedzieć, że magiczna. Od dawna się tak dobrze nie czuł, jak w tamtym momencie-praktycznie od zerwania z Laurą. Albo nawet i lepiej. Skowroński się już w tym całym bagnie zaczynał się gubić. Dostał od Hanki szansę. Tylko że gdzieś w podświadomości czuł, że to najpewniej nie wypali. Z natury był pesymistą.
Tego dnia pogoda jakby robiła mu na złość. Słońce prażyło niemiłosiernie, a duchota jaka wisiała w powietrzu, sprawiała, że kręciło mu się w głowie. W tej perspektywie praca u pana Szczygieł wydawała mu się męką. Ale wisiał im za wiele długów wdzięczności,by odmówić. Szczególnie, że Hanka chora.
Zapukał do drewnianych drzwi, przywołując na twarz lekki uśmiech.
Filip