wtorek, 30 kwietnia 2013

Good day to be alive, sir

Julia Czajka, lat dwadzieścia sześć
Krawcowa w zakładzie „Charyta”

Dorastała w babskim domu. Wychowana przez matkę i babkę. Od dzieciaka otoczona najlepszymi tkaninami, koronkami, błyszczącymi guzikami. Klienci przychodzili, odchodzili, wielu z nich wracało. Zakład przez wszystkie lata istnienia zdążył wyrobić sobie renomę, na którą zdecydowanie zasłużył.
               Julia niegdyś zdała maturę, ale ambicji na studia nigdy nie miała, a że była dobra w zdejmowaniu miar oraz przesuwaniu materiału pod stopką maszyny, postanowiła zostać wspólniczką babki. Przeciw szyciu niby nie ma nic przeciwko, radzi sobie praktycznie ze wszystkim, poczynając od spodni, przez garnitury, kończąc na wymyślnych sukniach ślubnych, lecz w ogóle nie czuje, aby było to czymś, dzięki czemu mogłaby poczuć się spełniona, co mogłoby urosnąć do miary życiowego celu. Wraz z upływem lat jest w niej jednak coraz mniej zaparcia i chęci, żeby odnaleźć odpowiednią pasję.
                Od kilku lat samotnie zajmuje poddasze nad zakładem niegdyś zamieszkiwane przez matkę, która po znalezieniu mężczyzny wyprowadziła się, aby nie łamać niepisanej zasady, że faceci w tym domu na długo miejsca zagrzać nie mogą. Właśnie pod samym dachem Julka ma swój niezrównanie miękki materac, na którym wierci się podczas nieznośnie parnych, letnich nocy, które na samym szczycie domu doskwierają najbardziej. Łóżko rozmontowała całkiem niedawno po zaliczeniu kilku nocnych upadków. Właśnie tam, pod samym dachem, trzyma donice z kwiatami, manekina, wszystkie projekty i klatkę z kanarkiem, na którego uparcie poluje kulawy kot babki. Codziennie pod wieczór Julia schodzi na pierwsze piętro na obowiązkowy kieliszek nalewki z prawie najstarszą członkinią rodziny, której zawdzięcza tak wiele.

Halo.


1 komentarz:

  1. [ W imieniu całej administracji witam na blogu i życzę miłej zabawy :)]

    OdpowiedzUsuń