sobota, 27 kwietnia 2013

protect me from what I want




Michalina Świetlicka
lat 18 / ur. 27 maja 1995 roku
uczennica liceum
wolontariuszka w szpitalu
astmatyczka i alergiczka
ateistka



DODATKOWO | AFILIACJE | PAMIĘTNIK






      Można pokusić się o stwierdzenie, że to oto dziewczę jest żywą definicją normalności lub, jak kto woli, stereotypem dzisiejszej nastolatki nie zdemoralizowanej przez otoczenie. W tych czasach naprawdę trudno znaleźć taką osobę. Taką, która jest pośrodku. Taką, która nie należy ani do tych, pożal się Boże, buntowniczek z papierosem między wargami i piwem w dłoni, ani niewinnych stworzeń, które są trzymane przez rodziców pod kloszem. I w tej właśnie chwili wkracza Michalina. Ta, która jest pośrodku. Ludzie jednak często wystawiają opinię, nawet nie próbując poznać uprzednio owej osoby. Bo skoro jest blondynką musi być pusta. Bo skoro jest blondynką uwielbia róż. Bo skoro jest blondynką interesuje się tylko ubraniami i kosmetykami. Jest kolejną nijaką, bezbarwną i nieciekawą, wręcz nudną blondynką, która potrzebuje być w centrum uwagi. Szkoda tylko, że to wszystko jest stekiem kłamstw wyssanych z palca.
       Córka dwójki inteligentnych ludzi. Córka geniusza komputerowego i wielkiej uczonej zajmującej się inżynierią genetyczną. Niestety, ona ich inteligencji nie odziedziczyła, co nie oznacza, że jest głupia. Jest po prostu... przeciętna. Gimnazjum zdała ze średnimi ocenami, testy też nie poszły jej zbyt dobrze. Cudem dostała się do liceum, a dokładnie do klasy o profilu matematyczno-informatycznym. Jednak i tam nie radzi sobie zbyt dobrze, bo przecież jest zbyt leniwa, aby przysiąść do lekcji. Nigdy nie lubiła się uczyć i tak jej zostało. Woli liczyć na ściągi i znajomych, niż wciąć do ręki książkę i nauczyć się robić zadania z genetyki, albo przeczytać kolejną nudną lekturę. Zamiast tego siedzi godzinami na internecie, robiąc tam nie wiadomo co. Od czasu do czasu wyjdzie na miasto lub pójdzie ze znajomymi na domówkę czy ognisko na jakiejś działce. Stanowczo jednak odmawia narkotykom, papierosom czy alkoholowi, gdyż twierdzi, że można dobrze się bawić i bez tych używek. Zresztą, na co dzień i tak zachowuje się jakby była pod wpływem jakichś substancji.
      Ot, dziecko szczęścia. Skacze, krzyczy, śmieje się, wygłupia, gada jak najęta co jej ślina na język przyniesie i najchętniej tuliłaby się do wszystkich, choć pewna nieśmiałość jej w tym przeszkadza. Nie myślcie jednak, że jest potulna jak baranek, o nie. Wścieka się toto i klnie jak szewc, gdy ktoś ją zdenerwuje lub coś pójdzie nie po jej myśli. I nawet nie próbuj jej wykorzystać, bo umie całkiem ładnie przywalić prawym sierpowym. Albo po prostu cię wyśmieje, o ile będzie miała dobry humor, bowiem panna ta jest niezwykle humorzasta. Raz się śmieje, raz płacze, później się wścieka, a następnie siedzi jakby z niej powietrze uszło. Czasami jednak po prostu udaje. Ot tak, dla zabawy. Żeby zwrócić na siebie uwagę, albo nudzi się i nie ma co robić, więc wszystko wyolbrzymia. Wyolbrzymia miłość, później rozpacz, choć tak naprawdę szybko o tym zapomina, bowiem po pięciu minutach jest zakochana w kim innym. Ale powiedzmy sobie szczerze, kto chciałby kogoś takiego jak ona? Leniwe toto niezmiernie, a do tego jaka bałaganiara! Z pamięcią też u niej niezbyt dobrze, wiecznie trzeba jej o czymś przypominać. Czasami się potknie, czasami coś przewróci, ale jest to raczej skutek jej gwałtownych ruchów, niźli złej koordynacji ruchowej, bo ta ma się u niej całkiem dobrze.
      Ogólnie to sympatyczne z niej stworzenie. Miłe, uczynne, wiecznie uśmiechnięte. Tylko czasami aroganckie, o niewyparzonej gębie i dziwnych pomysłach oraz denerwującej tendencji do wpychania nosa w nie swoje sprawy. A miała być tą poważną. Tą ułożoną, cholernie nudną, wiecznie uprzejmą. Miała być niewidzialna, miała niknąć w tłumie. Miała słuchać muzyki klasycznej, bawić się w poetkę, udawać intelektualistkę. A powstało takie oto coś. Dziwne jakieś takie. Skomplikowane dziewczę pełne dziwactw i głupich pomysłów, które przecież musi wcielić w życie, bo inaczej nie byłaby sobą. Nikt jej nie zrozumie, bo nikt nie wie na jakiej zasadzie działa. Nigdy nie wiadomo co tak naprawdę zrobi. Jest nieprzewidywalna. Nieobliczalna. Skomplikowana. Wyjątkowa, pełna sprzeczności i niewątpliwie wielu niespodzianek. Jest jak łamigłówka, której nie da się rozwiązać. Czyli mówiąc krótko, jak połowa pieprzonego świata, więc nie jest nikim wyjątkowym.



Karta przeniesiona z innego bloga.
Zdjęcie z tumblr.com, cytat w tytule od Placebo.
Tak, możliwe, że sie znamy.

5 komentarzy:

  1. [No, pomysł dobry. Te jej problemy to pewnie by się bardziej do psychologa niżeli psychiatry nadawały, ale żadnej większej różnicy to w wątku nie zrobi. Mam zacząć czy reflektujesz pisanie początku w zamian za cukierka?]/Cezar

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witamy, witamy. Bardzo serdecznie. Zapraszamy pod kartę, może coś się nawinie ;)]


    Juliusz Myśliński.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest zbyt głośno. Drukarka pracuje. Krzesło szura. Jest zbyt brudno i nieporządnie. Papiery na biurku są różnej wielkości. Teczka ma zagięty róg. W koszu są śmieci. Kwiat potrzebuje wody. Okno jest zamknięte. To wszystko go wykańcza i powoduje ból głowy. Przymyka oczy, przywołuje obraz swojej, niemal wysterylizowanej piwnicy, do uszu prawie dobiega go ta melodia. Lepiej. Unosi powieki, oddycha głęboko i po paru chwilach jest w stanie znieść otaczający go, względny chaos. Względy, bo dla nikogo poza nim nie robiłby różnicy. Jemu jednak trudno skupić się na pracy, gdy widzi na wpół pełną butelkę wody, otwarte okno, plamę. Porządek w gabinecie reprezentuje wręcz odwrotnie proporcjonalny bałagan w jego głowie, choć on sam jest pewien o swoim poukładaniu i normalności. W końcu pomaga. Robi coś dobrego, to inni go nie rozumieją, nie potrafią i nie mogą. On owszem, słucha i wie jak zapobiec kolejnym głupstwom i błędom. Pomaga.
    Słyszy telefon i odbiera go po dwóch sygnałach. Sekretarka informuje go, że przyszła następna klientka. Patrzy na zegar i prosi, by przysłała ją do niego za cztery minuty. Równo o dwunastej. Siada na wygodnym fotelu, robionym na zamówienie przez czeskiego wykonawcę, wyrównuje oddech, przybiera pozę profesjonalisty i jest gotowy by ją przyjąć. Wciąż ma jednak trzy minuty. Uspokaja się przez nie, wpatruje w wciąż pustą kozetkę i mimowolnie poprawia przekrzywiony papierowy ręcznik. W końcu słyszy pukanie.
    -Proszę wejść – odpowiada spokojnym, choć nie nudnym głosem. Wyważonym, pełnym ukrytych emocji, których klientka usłyszeć nie może. Kiedy przekracza próg, nie widzi jej, bo jest odwrócony przodem do kozetki. Dziewczyna zresztą też nie jest w stanie go zobaczyć. Wystawia więc rękę i odzywa się ponownie – Usiądź tutaj.
    [No to masz]/Cezar

    OdpowiedzUsuń
  4. [Mógłby traktować Michaline jako rodzine, mimo że jest od strony jego byłej żony. Jakby chciała to mógłby też ją wciągnąć w jakieś zajęcie typu malowanie, rzeźbienie, gotowanie, zaciągnąć ją do huty szkła. Chciałby dla niej jak najlepiej, o! I rzeczywiście, mogłaby być kolejną osobą, która też pomoże mu wyjść ze świata, w którym się zamknął.]

    OdpowiedzUsuń