piątek, 26 kwietnia 2013

Każdy ma chwile słabości, do diabła, nawet bohaterowie się męczą.


Artur Korzecki
trzydzieści jeden lat
pisarz z powołania


"Chcę ci opowiedzieć swoją historię wcale nie z próżności. 
Nie pragnę sukcesu, sławy, czy pieniędzy. To proste, większość mężczyzn i kobiet tego nie pragnie. Nawet lepiej, nie pragnę miłości. Kiedy byłem młody, kobiety mówiły mi, że kochają mnie za uśmiech. Przyjmowałem to bez komentarza. Następnie za talent. Następnie za głębię umysłu. Następnie za pieniądze. Dobra, poradzę sobie z tym wszystkim. Jedyna kobieta która mnie przeraża, to ta która pokocha mnie za mnie samego. Mam pewne plany co do niej. Trucizny, sztylety, ciemne grobowce w jaskiniach, gdzie ukryję jej głowę. Nie można jej pozwolić żyć. Zwłaszcza, gdy jest wierna, nie kłamie i zawsze stawia mnie na pierwszym miejscu."
Mario Puzo - Głupcy umierają

Nie mam historii swojego życia. Kobiety nigdy tego nie zrozumiały. Zacząłem od siebie. Nie miałem dziadków ani rodziców, wujków, cioć, przyjaciół rodziny ani kuzynów. Nie mam wspomnień z dzieciństwa, z domu, z kuchni. Nie miałem swojego miasteczka ani wioski. Zacząłem swoją historię od siebie i Mateusza - mojego brata.
 Chciałem żyć uczciwym życiem, to było moim wielkim zmartwieniem. Szczyciłem się tym, że jestem realistą, dlatego nie miałem ambicji by być doskonałym, byłem sobą. Robiłem to, co kochałem a jednocześnie moje serce było boleśnie ściśnięte, gdy to nie wychodziło. Niestety, zbyt często byłem sobą zawiedziony. Potrzebowałem odrobiny aplauzu, podziwu - czegokolwiek, nie koniecznie gromkich oklasków na stojąco - "dobrze ci idzie" brzmiałoby równie pięknie w ustach osoby, na której ci zależy. Nikt nigdy nie podzielał mojej fascynacji piórem. Ludzie mieli różne pasje. Rysowali, grali w gry, tańczyli - mało kto jednak traktował to jako sposób na utrzymanie siebie i swojej rodziny przy życiu.. A ja tak chciałem, chciałem zrobić coś niemożliwego. Coś co poruszyło by tłumy. Chłopak z prowincji pisarzem na skalę światową? Czemu nie, wierzyłem w to, dziecięcą wiarą w Świętego Mikołaja.
Prawdę mówiąc, zawsze rywalizowałem z innymi ludźmi i dlatego chciałem być najlepszy. Satysfakcję dawał mi mój brak zachłanności czy żądzy pieniędzy podczas gdy inni się za nimi zabijali. Nigdy również nie uganiałem się za kobietami, gdy kumple wokół mnie mieli wypełnione notesy imionami zdobyczy. Czułem dumę z tego, że jestem inny - choć nie byłem. Zapisałem się na kursy literackie w Miami, z zamiarem oszołomienia wszystkich studentów. Byłem pełen pasji, gotowy na uczciwą rywalizację. Pamiętam, to był pierwszy dzień. Przeczytałem opowiadanie, czułem spojrzenia pięćdziesięciu ludzi na sobie - nawet się nie zająknąłem. A gdy skończyłem zabili mi brawo. Na stojąco. Zatkało mnie, nie wiedziałem co powiedzieć. Zebrałem kartki i usiadłem na widowni wciąż wszystkim oszołomiony.
Te przyjemne zaskoczenie towarzyszyło mi jeszcze przez długi czas. Gdy wyszedłem z uczelni zdałem sobie sprawę, że przecież nie żyjemy po to, by machinalnie harować całe życie bez odrobiny pasji. Wtedy zaprzysięgłem sobie sam, że wydam książkę bez względu na wszystko.
Kobiety były dla mnie sanktuarium, prawda, że egoistycznie wykorzystywanymi, ale to dzięki nim życie stawało się znośne. Jak można znosić porażki codziennego życia bez takiego sanktuarium? Wracałem kiedyś  z pracy, przerażony ilością długów, głębokością gówna w jakie się wpakowałem. Z dnia na dzień byłem pewien końca swojej pisarskiej kariery. I wtedy styrany ciężkim dniem, otwierałem drzwi domu które nagle stawały się tak cholernie ciężkie. Moim oczom ukazywała się ta blond piękność, z uśmiechem na twarzy i - o Boże, ona uśmiechała się na mój widok! a nie było nikogo za mną. I znów wszystko wracało do normy, a ja zyskiwałem wszystkie nadzieje na nowo.
W międzyczasie wydałem swoją pierwszą książkę. To miał być bestseller, a nie wielka kasowa klapa. Było mi wstyd. Tłumaczyłem Natalii, że to wszystko przez kiepskie zakończenie. Ze wydawca kazał mi je zmienić, ale się zbuntowałem. "Po prostu ci nie wyszło, Andre. Weź się do pracy i przestać żyć z głową w chmurach." - dzień po wypowiedzeniu tych słów, dowiedziała się, że jest w ciąży. To był trzeci miesiąc. Ciężko mi było w to uwierzyć. Świat lęgnął w gruzach. Mieliśmy długi, mieszkaliśmy w dzielnicy biedy, dla marginesów społecznych, ćpunów i biednych czarnych. Tu nie mogło wychowywać się dziecko, a ja nie byłem w stanie ich wyżywić z tak marnej pensji. W momencie poczułem, jak cały świat wali mu się na głowę. Ale ponoć każdy ma chwilę słabości. Do diabła, nawet bohaterowie się męczą. A jednak miałem jednak jakąś cichą nadzieję, że będzie ze mnie dumna. Nie była. Była na mnie wściekła, nienawidziła mnie.
Nie potrafiłem dłużej patrzyć w jej smutne oczy każdego poranka. Nie mogłem patrzeć w oczy kobiety, która mimo iż mnie kochała to nienawidziła jednocześnie. Nie rozumiała mnie. Nie pojmowała mojej pasji, nie rozumiała, że to jedyna rzecz która utrzymuje mnie przy życiu. Kładliśmy się obok siebie spać, ale tworzył się pomiędzy nami niewidzialny mur.
Wtedy w moim życiu pojawiła się Ola. Miała w sobie mnóstwo dziewczęcego uroku i zawsze patrzyła na mnie z podziwem, gdy opowiadałem jej o książkach. Uwielbiałem bruzdę na jej czole, która pojawiała się zawsze gdy z uwagą słuchała moich opowieści. Dźwięczna nuta jej głosu coraz bardziej mnie uzależniała. Była taka młoda i pełna pasji, zakochałem się w niej. Myślałem, że moje skamieniałe przez Natalię serce już nigdy mocniej nie zabije, tymczasem chciało złamać żebro za każdym razem gdy napotykałem ją wzrokiem. Z dnia na dzień staliśmy się parą. Odszedłem od Natalii, obiecałem, że będę płacił alimenty. Nawet mnie nie zatrzymywała, ale widziałem łzy w jej oczach.
Potem wszystko zaczęło isć w dobrym kierunku. Odnalazłem swoją muzę - Olę. Dzięki niej napisałem następną książkę, która okazała się być bestsellerem na skalę światową. Z dnia na dzień stałem się bogaty, zacząłem dawać autografy, ustawiać się do zdjęć z obcymi ludźmi... To było dla mnie bardzo szokujące, ale przyjemne. Byłem kimś ważnym. Wreszcie.
I wtedy... Wtedy wróciłem do Natalii. Wystarczyło, że mnie odwiedziła - z dzieckiem na ręce, w przybrudzonych ciuchach. Chciałem otoczyć ją opieką, chciałem by nasz syn miał ojca. Zostawiłem Olę, nawet bez pożegnania. Ale wciąż ją kochałem. Może zabrzmi to staroświecko, ale zrobiłem to tylko i wyłącznie dla jej dobra. Miałem destrukcyjne działanie na wszystkich. Ale chyba nie zrozumiałem jednej rzeczy - odszedłem od Natalii, zostawiłem ją samą na pastwę losu na całe dwa lata. Wyzbyła się uczuć do mnie, nie była w stanie mnie pokochać na nowo, choć chciałem odbudować to co pomiędzy nami było.

odautorsko
taka tam karta z dupy, była już na paru blogach :-) zapraszam do wątków w każdym razie

11 komentarzy:

  1. [ o widzę dołączyłaś :>]

    Hanna

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam, witam pana Korzeckiego. :) Rzecz jasna proponuję wątek. Jakiś pomysł gdzie Ola i Artur mogli by się spotkać po latach?]

    OdpowiedzUsuń
  3. [ No i fajnie :D Jak masz jakiś pomysł na wątek to zapraszam kochana :>]

    Hanka

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasza Heneczka mieszkając w domku z rodzicami wcale nie była zadowolona, że dosłownie po drugiej stronie ulicy od ich ogrodu wybudowali blok. W sumie to nawet zaczęli coraz mniej rzeczy robić w ogrodzie bo wydawało im się, że wszyscy się na nich patrzą. Może trochę dziwne ale prawdziwe.
    Owszem miała szczęście do trafiania na tego mężczyznę, a raczej pecha. Cały czas gdy się z nim spotykała nie patrząc na siebie przez okna zawsze się jej coś działo. Albo musiał na nią wpaść, albo rzucał czymś co trafiało w nią, po prostu cholera ją trafiała jak tylko widziała go na horyzoncie.
    Oczywiście wszystko się działo jak nasza panna Szczygieł była jeszcze w technikum bo potem wyjechała na studia do Krakowa. Jak dobrze wiadomo młode dziewczyny są ciekawe życia, ale ona całe szczęście praktykowała to tylko patrząc, żadnych narkotyków, seksu po publicznych toaletach czy inne takie.
    Właśnie szła do swojej leśniczówki na swoją zmianę gdy zobaczyła, że jakiś facet kopci papierosa i po prostu wyrzucił go na trawę. Poczuła to specyficzne ukłucie w klatce piersiowej i zatrzymała się przed nim w swojej mundurze. Gdy ten zdziwiony spojrzał na nią i zdjął słuchawki ta zaczęła mówić:
    - Dzień dobry Hanna Szczygieł, leśnik. Proszę podnieść ten niedopałek papierosa i wyrzucić go w innym miejscu niż las albo będę zmuszona wpisać Panu mandat. Jeśli będzie Pan odmawiał przyjęcia mandatu będę zobowiązana wezwać policję bądź straż miejską. Czy Pan w ogólnie nie myśli? Jest prawie maj! Zaczyna się okres niebezpieczny dla lasów, bardzo łatwo jest go podpalić a Pan mi tu kiepa rzuca? - mówiła bardzo przejęta i patrzyła na niego swoimi niebieskimi oczyma. - To jak będzie? - spytała wprost.

    Haneczka

    OdpowiedzUsuń
  5. Wydawnictwo „Zielona Sowa” było wydawnictwem małym. Działało tylko i wyłącznie na terenie Zakopanego i okolic, a jego właścicielką była Helena Kubicka, kobieta mająca już dawno sześćdziesiąt lat, mimo to otwarta na wszelkie nowinki technologiczne. Niegdyś leżała w szpitalu po zawale i to ona odnalazła Aleksandrę tępo patrzącą się w ścianę tuż po poronieniu. Zdecydowanie gdyby nie życzliwość tej starszej pani Starska nie dałaby sobie rady po tym tragicznym w jej życiu wydarzeniu. Od tego czasu Aleksandra zajmowała się wszelkim sprzętem takim jak komputery czy drukarki w wydawnictwie. Oczywiście nigdy nie chciała pieniędzy, a i tak pani Kubicka wrzucała jej do torebki kopertę z pieniędzmi. Dzisiejszego dnia o godzinie dziewiątej dostała telefon, że zepsuły się dwa komputery - na szczęście nie na nich opracowywano obecnie potrzebny materiał. Dwudziestopięciolatka zjawiła się zaledwie godzinę po telefonie wchodząc do budynku z firmowym uśmiechem na twarzy. Przywitała się z pracownikami, którzy wskazali jej pracownię w której komputery stacjonarne padły. Weszła tam spokojnym krokiem rzucając torbę z narzędziami na ziemię z hukiem, a torbę z częściami położyła na biurku. Podeszła do pierwszego komputera i wcisnęła przycisk zasilania. O dziwo uruchomił się, ale zatrzymał się na momencie odpalania BIOSu. Wyłączyła go przytrzymując dłużej przycisk zasilania i podeszła do drugiego znów wciskając przycisk zasilania. Ten drugi komputer nie uruchomił się w ogóle. Kobieta zacmokała cicho i wyłączyła listwę zasilającą drugiego komputera. Odsunęła go i zajrzała do tyłu. Zbliżyła nos do wiatraczka zasilania i odsunęła się kaszląc cicho. Zdecydowanie zasilacz był spalony. Odłączyła wszystkie kable i wróciła do torby z narzędziami. Rozpięła ją i sięgała właśnie po śrubokręt gdy usłyszała ten znajomy głos. Głos Artura, który rozmawiał właśnie z Heleną Kubicką, która prowadziła go wprost do tej pracowni. Kobieta szybko wyjęła śrubokręt,a z drugiej torby odpowiedni zasilacz. Wręcz biegiem znalazła się przy uszkodzonym komputerze i szybko zaczęła rozkręcać obudowę drżącymi rękami. W momencie gdy odkręcała ostatnią usłyszała charakterystyczne otwieranie drzwi, a po chwili głos pani Heleny.
    -O! Aleksandro. Nie myślałam, że tak szybko przyjedziesz do tych komputerów.

    Aleksandra Starska

    OdpowiedzUsuń
  6. Ubrana była w spodnie dżinsowe na szelkach, które były upaprane bądź co bądź pastą termoprzowodzącą do procesora, a pod tym był dość ciepły, czarny sweterek. Gdy usłyszała jego Dobry wieczór Aleksandro miała ochotę zabrać manatki i schować się w jakiejś łazience i zniszczyć lustro. Zdecydowanie nie była przygotowana do ponownego spotkania z nim po latach.
    -Dobry wieczór, Arturze.
    Gdy pani Helena spytała o to co by chcieli wypić, oczywiście wybrała herbatę. W końcu nadszedł czas gdy Kubicka opuściła pracownię pozostawiając ich samych ponownie odwróciła się w kierunku komputera, który zaczęła rozkręcać. Chciała ocenić czy przez spalony zasilacz nie poszły także inne komponenty. Odkręciła ostatnią śrubkę i tak jak pierwszą wsadziła do kieszonki w spodniach. Zdjęła obudowę i położyła delikatnie komputer. Zapaliła obok stojącą lampkę i umieściła ją nad rozkręconym sprzętem. Niby o czym mieli rozmawiać? O kwiatkach i pszczołach? A może o bocianie? Spojrzała w wnętrze komputera i zaczęła odłączać od płyty głównej kolejne kable, aż odłączyła ostatnie od zasilacza. Odkręciła śrubki mocujące go i wyjęła. Na szczęście płycie głównej nic się nie stało. Z pudełka wyjęła nowy zasilacz i zamontowała go. Podłączyła kable i postawiła go by znów przykręcić obudowę. Spalony zasilacz schowała do pudełka i mazakiem podpisała je "SPALONY". Podłączyła komputer do zasilania, włączyła listwę, ustawiła go i przycisnęła przycisk zasilania. Komputer odpalił się bez problemu. Po chwili wyłączyła go już tradycyjnym sposobem. Wzięła pudełko i podeszła do torby z częściami i tam go schowała. Czas było zająć się pierwszym. Teraz przypomniało się jej, że powiedział że byli przyjaciółmi sprzed lat. Kolejna rzecz, która obudziła w niej chęć zniszczenia lustra. Ale to była prawda... Byli dla siebie już nikim.

    Aleksandra Starska

    OdpowiedzUsuń
  7. To prawda. Aleksandra się obwiniała, a potem dowiedziała się dodatkowo, że jest w ciąży. Ale nie chciała zrobić tak jak jej matka i zatrzymywać go przy sobie na siłę, na dziecko. To nie było w jej stylu. Zdecydowanie nie była taka. Wolała ponieść konsekwencje i być samotna.
    -Dobrze. A u ciebie?
    Odpowiedziała po chwili jednocześnie pytając się z ciekawości pomieszanej z uprzejmością wstając od torby i podchodząc do pierwszego komputera. Odłączyła zasilanie i odwróciła go stroną obudowy. Odkręciła śrubki, zdjęła obudowę i położyła go. Za pomocą płaskiego śrubokręta wyjęła baterię BIOSu i zrobiła zwarcie. Po chwili włożyła ją ponownie i podłączyła komputer do zasilania. Wcisnęła przycisk zasilania, a tu nadal zatrzymywało się na procedurze BIOS. Wyłączyła go. Odkręciła dysk twardy i wyjęła go. Przyłożyła go do ucha i znów odpaliła komputer. Zamknęła oczy koncentrując się na dźwięku talerzy. Jeden nie chodził. Niestety nie miała ani dysku twardego, ani systemu operacyjnego przy sobie. Wyłączyła go i wkręciła dysk. Zamontowała obudowę i całkowicie go odłączyła. Wzięła go i przeniosła do wielkiej torby przy drzwiach. Zabezpieczyła go pasami i schowała śrubokręty. Zamknęła torbę i usiadła na ziemi obok niej jak to miała w zwyczaju.

    Aleksandra Starska

    OdpowiedzUsuń
  8. Panem Złotą Rączką - nieraz jej przyjaciele mówili, że Starska ma jaja większe od zdecydowanej większości facetów. Potrafiła dogadać. Lekko przekrzywiła głowę na słowo gdybyśmy.
    -Stare czasy.
    Skwitowała po chwili. To były zdecydowanie stare czasy, gdy jeszcze była na tyle naiwna, żeby twierdzić, że ktoś ją kocha. Zresztą nadal była trochę naiwna. Zamknęła oczy i po chwili wstała by usiąść na obrotowym fotelu. Wygodnie oparła plecy o oparcie i zamknęła oczy. Czasami zastanawiała się dlaczego nie została historykiem, albo polonistką. Mogła iść uczyć do szkoły, a jednak tego nie zrobiła mimo, że miała doskonałe warunki i predyspozycje do tego.

    Aleksandra Starska

    OdpowiedzUsuń
  9. Prawo jazdy - rzecz ważna jeśli była informatykiem dojazdowym. Przecież klient mógł mieszkać za Zakopanym. Samochód zdecydowanie ułatwiał jej życie.
    -Zdałam. Za trzecim razem.
    Odpowiedziała po chwili ciszy, która zapadła między nimi, a była ona niezręczna. Pierwsza próba zdania egzaminu skończyła się całkowitym fiaskiem - oblała praktykę. Druga była nie wiele lepsza. Dopiero trzecia próba okazała się tą właściwą. Rozległ się cichy dźwięk telefonu, który po chwili rozbrzmiał całkowicie. Wyjęła komórkę z kieszeni i odebrała. Rozmówca zdecydowanie był jej znany, na dodatek był to mężczyzna, a z jej słów wynikało, że jest jej bliski. Rozmawiali o jakimś ekipowym grillu. Kobieta lekko się obruszyła gdy mężczyzna z którym rozmawiała rzucił widocznie jakiś niewygodny dla niej temat, ale po chwili na jej usta wpełzł uśmiech. Jakaś ich znajoma była w ciąży. Potem zgodziła się na ekipowy grill wcześniej zaproponowany. Pożegnali się ciepło i schowała komórkę, gdy rozmówca się rozłączył.
    -A jak tam twoja pisarska kariera?

    OdpowiedzUsuń