czwartek, 25 kwietnia 2013

"Jestem igraszką losu!"


Juliusz Myśliński
Urodzony 10.02.1981r. we Wrocławiu.
Szef kuchni z duszą artysty.

Historia.
Urodził się, tak jak wszyscy. Najmłodszy wśród czwórki rodzeństwa, upragniony, jedyny syn. Nie trudno się domyślić, że stał się oczkiem w głowie taty? W końcu miał z kim oglądać mecze, naprawiać samochód, grać w piłkę. Zabierał również Juliusza w góry, góry, które kochał i tą miłość zaszczepił na dobre w chłopcu.
Ale Julek wolał rozwijać swoje zainteresowania, te których nikt mu nie sugerował. Na przekór rodzinie, która nie była zbyt zadowolona tym faktem. Facet, który gotuje? Facet, który maluje? A czy przypadkiem nie miałeś naprawiać samochodów i rąbać drewna? Jeszcze ten ogródek warzywny, na który namówił matkę... Ojciec się tylko krzywił, ale kochał go, ufał, że wybiera dobrze. Mimo wszystko musiał go wysłać na boks, żeby umiał się bronić, tak na wszelki wypadek. Julek przystał na to, co mu szkodzi?
Skończył technikum gastronomiczne, papierek zawsze się przyda, reszta to ciężka praca. Zaczynał na zmywaku, w trakcie studiowania na ASP we Wrocławiu. Wydział ceramiki i szkła, katedra szkła. Czemu szkło? Bo tego nie umiał, miał duże chęci, cały monopol chęci i fascynacji tym materiałem, tym jak pięknie współpracuje ze światłem.
Chwile wytchnienia dał sobie dopiero po ukończeniu studiów. Wyjechał na rok, najpierw zatrzymując się we Francji, później Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Chwytał wolne posady w kuchniach przeróżnych restauracji, nabywając co raz więcej doświadczenia. Przy okazji nałapał kontaktów z początkującymi artystami. Rozwijał się w każdym możliwym kierunku jak szalony, byle tylko coś robić.  Och, ale czy to nie miała być chwila wytchnienia?
Juliusz postanowił się ustatkować. Wrócił grzecznie do Polski, aby spędzić czas z rodziną, znajomymi. Rozluźnić się, nie spinać, nie biec ciągle do przodu, postać chwile w miejscu. Dać sobie czas na przemyślenia, stworzyć ogólny zarys przyszłości, która potoczy się zupełnie inaczej, popuścić wodzę fantazji. Pochodzić po górach. A wiecie co Panu Julkowi przydarzyło się w tych górach? Poznał uroczą damę, o imieniu Agnieszka, która kochała góry tak samo jak on. Od tego czasu, już nie lubił chadzać po nich sam.
Jak się domyślacie, wzięli ślub w Zakopanem. Tak, ciągnęli gości aż taki kawał drogi, płacąc góry pieniędzy. I już tam zostali. Juliusz założył własną restauracje, później nawet karczmę, która specjalizowała się w ważeniu piw. Pszeniczne, miodowe, korzenne, ciemne, jasne, miodowe oraz wiele innych smaków. Do tego te wielkie kufle z fantazyjnymi wzorami, czasem też dziwnym kształcie.
Lubił piwo, dobre piwo.
Starali się o dziecko. I wiecie co? Udało im się. Tylko nie im – Julek i Agnieszka, tylko im – Tomasz i Agnieszka. Ale przecież to wszystko wina Julka, to on ma problem z płodnością. A on myślał, że kochać to znaczy przechodzić kryzysy, wspierać się, wierzyć w siebie, dodawać sobie otuchy. Kłócić się, mieć ciche dni, ale się kochać.

"Czy miłość jest delikatna? 
Nie, raczej  brutalna i ostra
kuje jak oset" 

Nie? Mylił się? Aż tak inaczej postrzegał świat?
Dwa lata małżeństwa, cóż za porażka. Zdążyli nawet zbudować dom, w którym mieli mieszkać razem. Uroczy, dwupiętrowy, duży, drewniany dom na obrzeżach miasta, w którym pomieściłaby się piątka dzieci. A w ogródku szklarnia, co by można było zjeść coś świeżego, o każdej porze roku.
Tak dorobił się na swoich „talentach”, ale co z tego? Gdy teraz mieszkał sam w wielkim, pustym „domu”. Więcej czasu przesiadywał w restauracyjnej kuchni, z ludźmi którym podawał swoje dania, z obcymi ludźmi.
Ostatnio ma tendencje do pojawiania się w życiu innych, ale zaraz znika, gdy podchodzi zbyt blisko.


Charakter.
Jego charakter na razie jest trochę niedostępny. Często ciężko mu się uśmiechnąć, co kiedyś robił niemal nagminnie, ciesząc się jak głupi do sera. Teraz nie bardzo ufa ludziom, boi się otworzyć na kogoś, ma tendencja do uciekania, podawania suchych faktów ze swojego życia. Bez emocji, które chwilowo gdzieś umykają, gdy tylko wrócą na chwilę, by wypłakać się w poduszkę. Czuje się trochę wyprany. Ale jeśli czuje chociaż to, to znaczy, że czuje cokolwiek. Nie jest tak źle. Przynajmniej ma jeszcze sumienie.
Kiedyś było inaczej, lepiej, mniej boleśnie.
Opiekuńczy. Ukryty miś przytulak z niego, uwielbia bliskość z drugim człowiekiem, w ogóle to bardzo lubi ludzi, jakichkolwiek. Bo zawsze w nich wierzył, że są zdolni do wszystkiego, muszą tylko chcieć.
Pomocny. Po prostu lubi być przydatny, ale nie lubi jak go się wykorzysta i rzuci w kąt. Jeśli już „wykorzystasz”, to odwdzięcz się towarzystwem, miłym spędzeniem czasu.
Raczej zawsze był ambitny, lubi osiągać to co zamierzy. Czasem idzie mu to lepiej, czasem gorzej, kryje się w nim wewnętrzny leniuch, którego skutecznie dławi, jednak potrafi przejąć kontrolę. Chwilowo, bo chwilowo, ale zawsze. Trzeba być cierpliwym, czasem poczekać na coś dłużej.
Cholernie punktualny. Sam nienawidzi się spóźniać, lecz jeśli zrobi to ktoś inny nie ma wielkich pretensji. Nie lubi się denerwować z błahych powodów, a jak już, woli wyżyć się na worku treningowym, pobiegać albo zrobić krótki wypad bliżej nieba.
Nie jest samotnikiem w pełnym tego słowa znaczeniu. Ma chwile, w których odczuwa potrzeba bycia samemu. Zupełnie samemu. Bez ludzi, bez telefonu. Sam, bez kontaktu ze światem rzeczywistym.
Czasem się zapomina i wczuwa się zbyt bardzo w swoją pracę, wtedy dopiero traci poczucie czasu, niemal znika z powierzchni ziemi, nic go nie obchodzi.
Wielki optymista, czasem naciągany, byle nie pokazać swoich słabości, bo przecież jest silny, stara się. Udaje przed samym sobą, może to zadziała na podświadomość. Stanie sie odporny psychicznie, tak jakby chciał.

Aparycje.
Chodzące metr osiemdziesiąt sześć.
Jakieś takie bliżej nieokreślone, krótkie, ciemne blond loki na łepetynie, które czasem potraktuje zbyt okrutnie, to jeszcze bardziej się zwijają niż by chciał. Wtedy ma ochotę zostać w domu przez resztę dnia.
Najzwyczajniejsze błękitne oczy, którymi często patrzy „spod byka”.
Ubiera się również najzwyczajniej na świecie, i w ogóle, to mało nadzwyczajny facet z niego.

Spotkać go można w miejscach jego pracy, często wychodzi na salę, do ludzi, co by zapytać czy wszystko smakuje i czy obsługa miła.
Wszelkiego rodzaju galerie sztuki, małe, dziwne sklepiki, biblioteka, księgarnia, kwiaciarnie, sklepy ogrodnicze, na wieczornym spacerze no i na trasie w górach, bliżej nieba.



Powiązania || Noty || Galeria




Dzień dobry, dobry wieczór, siema. Wyszło takie "coś", no i nie wiem czy jestem z tego zadowolona, ale cóż. Może jeszcze coś zawita w mojej głowie, prócz nieszcęśliwego misiaka, ale myślę, że Julek jakieś wady ma, tylko nieujawnione... Wyjdzie w praniu.
Bywam wieczorami, ale najczęściej w weekendy, mam tendencje do siedzenia, do późnych godzin.
Bywa, że wena mnie opuszcza, a mój mózg jest wyprany w tygodniu, bo wracam późno ze szkoły.
Mogę zaczynać, nawet całkiem to lubię, gorzej z pomysłami na zaczęcie, ale czasami siebie zaskakuję.
Cytaty z "Romeo i Julia", twarzyczki użyczył mój brzydal Joseph Morgan.

Jak coś gdzieś źle, błąd, cokolwiek, pisać. Zdarza mi się strzelać gafy.
Jakby co gadu: 4738961. Czasami tam bywam.

26 komentarzy:

  1. [Witam. Niesamowita postać :) Co powiesz na powiązanie?]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Podglądałam wcześniej kartę Juliusza dlatego też zapraszam pod kartę Hanki :> Propozycje na powiązanie lub wątek mile widziane ^^]

    Hanna

    OdpowiedzUsuń
  3. [O, mój prawie-imiennik.
    Wątka bym chciała w sumie, ale weź go wymyśl, czy rzuć tam jakąś luźną propozycją, bo mnie do głowy nie przychodzi kompletnie nic, no.]

    Karusia ~

    OdpowiedzUsuń
  4. Powroty. Każdy je ma. Możemy na nie przeklinać albo cieszyć. Są pełne obaw, wahań, niezdecydowania. Właściwie są po, to , by zacząć wszystko od nowa. Czasem to się udaje, czasem wręcz przeciwnie. Jednakże życie, jest tylko życiem. Na pewno warto próbować, by potem nie żałować tego, czego się nie zrobiło.
    Przyjazd do Zakopanego miał być dla niej nowym, lepszym startem. W prawdzie nie wiedziała po co wracać. Chciała zmienić swoje życie, które było i tak jedną, wielką szmirą? Zabawne. Laura niemalże uciekła z Warszawy wiedząc, że już nigdy tam nie zawita. Zbyt wiele bolesnych wspomnień wiązało się z ową Stolicą, a ona chciała po prostu zamknąć dany rozdział i iść dalej. W górach czuła się wolna. Całkowicie uwolniona od przeszłości, czy doświadczeń z nią związanych. Malowała, zajmowała się domem dziadków, którzy bardzo cieszyli się z tego, że w końcu po tylu latach namowy zagrzeje tu na dłużej miejsce. Nawet szybko znalazła prace. Oczywiście jednak nie wszystko było także piękne i kolorowe. Pasowała jej posada kelnerki, lecz nie jej szef. Przy pierwszej, lepszej okazji darła z, nim koty. O wszystko, dosłownie o każdą możliwą drobnostkę. Aż się dziwiła, że wytrzymywali ze sobą już trzeci tydzień. Czemu jej jeszcze nie zwolnił? Czemu ona sama nie odeszła? Kto wie.
    Słońce leniwym krokiem zachodziło za góry jeszcze muskając niebo swoimi ciepłymi promieniami. Wieczór powoli pukał do granic miasta. Dla niej oznaczało to jedno. Zaczynanie drugiej zmiany w pracy, no i kolejne starcie z szefem. Przekraczając próg restauracji niezadowolenie malowało się na jej twarzy. Szybko jednak je ukryła, kiedy zobaczyła Juliusza. Musiała grac dobrą minę, do złej gry. Co to osiem godzin pracy. Przecież przetrwa...Chyba, że rzuci z niego bloczkiem i długopisem.- Dobry wieczór. - Rzuciła po chwili lustrując go wzrokiem, po czym skierowała się do pomieszczenia dla personelu. W trakcie przygotowań do pracy postanowiła jeszcze wejść na pocztę, by sprawdzić czy przypadkiem nie dostała maila od tajemniczego artysty, z którym miała okazje pisać już jakieś kilka tygodni. Mężczyzna wydawał się być jej inny, niż wszyscy Ci, których znała. Inteligentny, intrygujący. Opisywał jej wszystko z taką fascynacją, że lubiła czytać jego wiadomości. Mimo, że nie znała jego imienia ani nazwiska świetnie się z, nim rozumiała. Z niecierpliwością wyczekiwała na jego wiadomości. Był dla niej taką małą odskocznią od wszystkiego. Szczególnie od problemów związanych z pracą.
    Dobry wieczór. Pewnie jesteś zajęty, wiec nawet nie spodziewam się tego, że od razu odpowiesz . Chciałam tylko zapytać co u Ciebie Panie Tajemniczy? Niestety, dzisiaj nie będę miała czasu z Tobą pisać, gdyż szef tyran zostaje na mojej zmianie. Jeżeli oboje przeżyjemy w swoim towarzystwie to będzie święto. Trzymaj kciuki. Pozdrawiam.
    Uśmiechają się pod nosem wysłała wiadomość i wstała opuszczając pokoik. Wziąwszy głęboki wdech kroczyła ku sali. Czas zacząć prace.

    OdpowiedzUsuń
  5. Laura była jego przeciwieństwem. Mówiono o niej Kobieta Żywioł. Wszędzie musiało być jej pełno. Wszystko musiała dotknąć, obejrzeć, rzadko, kiedy siedziała na jednym miejscu. Dziewczyna odbijała sobie za dzieciństwo, które odcisnęło piętno na jej psychice. Przeszłość dla niej była tematem zakazanym. Na pytania dotyczące dawno okresu jej życia reagowała dość impulsywnie. Można było, wtedy stwierdzić, że jest niczym tykająca bomba zegarowa, która za chwile wybuchnie. Od historii w Warszawie wzbraniała się , jak tylko mogła. Po co miała opowiadać komuś o czymś, co jest cząstką jej osoby? Nie była ufna dla ludzi. Ba, wręcz unikała bliższych kontaktów.
    Może właśnie dlatego uciekała do wirtualnego świata? Czy tam czuła się o wiele lepiej? Nikt nie wiedział jak to z nią jest. Mówi się, że kobieta to ocean tajemnic, pełna sprzeczności przeplatana enigmatycznymi zachowaniami. Skoro z definicji taka była płeć piękna, to do Filipowicz trzeba było dopisać razy dwa. Rzadko, który mężczyzna w pełni rozumiał Laurę. Cóż, taki chyba był jej urok. Miała wiele twarzy. Była aniołem, a zarazem przeklętym lucyferem. Trucizną, jak i ukojeniem. Niczym literacki Christian Gray miała wiele odcieni. Nieodkrytych odcieni, jakie skrywała w sobie.
    Oboje działali na siebie niczym płachta na byka. Nie było dnia, żeby on jej nie zwrócił uwagi, a ona zaś nie testowała jej cierpliwości. Niektórzy mieli ubaw obserwując ich, inni łapali się za głowę. Ich relacja była niczym burza emocji. Nie była jak inne kelnerki, które rzucały maślane spojrzenia w stronę Myślińskiego. Nie miała zamiaru na siłę uzyskiwać jakichkolwiek względów. Słysząc opinie młodych dziewczyn na temat jego wyglądu wizualnego, słuchając o tym, jaki jest przystojny, jaki ma cudowny męski głos myślała, że zwymiotuje. Nigdy, przenigdy nie spojrzała na niego pod kątek mężczyzny, z którym mogłaby iść na randkę, czy związać. Nie miała o, nim fantazji łóżkowych. Tak, zdecydowanie czuła się niczym kosmita w gronie słodkich idiotek. Owego wieczoru, kiedy spojrzała na niego podczas przywitania zauważyła coś… Dziwnego. Nie patrzył na nią z pogardą, ze złością. Jego spojrzenie było puste, nieodgadnione. Może zimne? Kto wie. W prawdzie i tak nie znała go. Rozmawiała tylko służbowo. Była z, nim w stosunkach czysto biznesowych.
    Nagle bum. W skutek zamyślenia doznała bliższego spotkania z szefem. Wstrzymała oddech zadzierając głowę do góry. Był znacznie od niej wyższy, toteż musiała się wysilić. Tradycji stało się zadość. Pokręciła głową z dezaprobatą na jego gest wywrócenia oczyma. No tak, niech wszyscy wiedzą, że Pan Juliusz jest wręcz zirytowany jej personą. Jakby nikt , nic nie wiedział. Oczywiście.
    - Już idę szefie.- Odparła krótko i wyminęła go pozostawiając jedynie po sobie zapach delikatnych perfum. Wygładzając materiał stroju kelnerki z przyklejonym uśmiechem na twarzy ruszyła w stronę stolików zbierając zamówienia. Gości przybywało, co oznaczało, że pieniędzy także. Blondynka biegała z Sali do kuchni co chwile czując , że szef pewnie obserwuje ją, a raczej jej prace. Musiała to jakoś wytrzymać.
    W trakcie przerwy poprosiła kucharza o zrobienie jej mocnej kawy. Coś zanosiło się na to , że długo stąd nie wyjdzie. Kobieta wyciągnęła telefon sprawdzając, czy może intrygujący Pan z Internetu wysłał jej wiadomość. Na jej usta znowu wpłynął lekki uśmiech. Ot, jak ten człowiek potrafił na nią działać. Aż dziwne!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jednak, by napisać wiadomość też musisz się oderwać od pracy, by kilka chwil poświęcić na przeczytanie mojego marudzenia i odpisania mi za co Ci dziękuje ;) Dobrze, że zajmujesz się tym, co lubisz. Ja niestety, póki co muszę odstawić swoją pasje na bok i pomyśleć bardziej realistycznie. Nawet nie mam czasu na malowanie… A już czuje, że zaczyna mi tego brakować. Utemperować szefa? Coś Ty. On pozostaje niewzruszony. Ale się boje. Cos czuje, że to taka cisza przed burzą. Wole nie zaczynać, bo dzisiaj mamy sporo pracy, wiec pewnie zostanie dłużej. Cóż z tego, że jestem kobietą? Nie jestem taka, jak inne jego pracownice. Nie przymilam się na siłę, nie sadze mu komplementów. Raczej się kłócę. Tak, to najlepiej nam wychodzi. A co do Twojej pracownicy, to może porozmawiaj z nią? Także mógłbyś użyć swojego uroku osobistego :) Zapewne, masz go w nadmiarze. Również trzymam kciuki i mam nadzieje, że jakoś się dogadacie Sympatyczny z Ciebie człowiek, wiec znajdziesz z nią wspólny język.
    Pisząc nawet nie zwróciła uwagi na to , że szef się kreci w kuchni. Przecież miała przerwę, racja? Widząc, jak dwie kelnerki znowu go obskoczyły wywróciła oczyma, wzięła kubek i wyszła tylnymi drzwiami na zewnątrz, by dopić w spokoju kawę i jej nie zwrócić. Zastanawiała się co on w nich widział? Czy w ogóle cos widział. Dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  7. [Dzień Dobry ;)]

    U każdego przychodził moment nienawiści do otoczenia. Taki człowiek zamykał się we własnym świecie otoczony grubym murem zbudowanym z nieufności do drugiej osoby. Filipowicz domyślała się, że jej szef właśnie zastawił wokół siebie ową barykadę i nie jest w stanie się przez nią przebić. Był taki sam, jak ona sprzed lat.
    Kiedy ktoś zostanie zraniony myśli o tym, aby sprawić ból innym pragnąc tego, by poczuli to samo co on. Samotność i zranione serce było czymś okropnym. Miłości i uznania drugiego człowieka nie dało się kupić za żadne pieniądze. Miłość, w takim razie czym ona była? Przecudownym uniesieniem? Mekką noszącą ze sobą łzy i rozczarowanie? Miłość niekiedy zabijała od środka. Co gorsze człowiek nigdy nie mógł sobie z nią poradzić. Chyba, że wyzbył się jakichkolwiek uczuć, co nie było łatwe.
    Laura brzydziła się takimi osobami, jakimi były owe panny. Ona, by się tak nie poniżała. Doskonale znała swoje wartości. Wielokrotnie nad tym myśląc dochodziła do wniosku, że kobiety chciały tylko jego pieniędzy. Materializm? To nie było dla niej. Być może przez to , że nie opływała w luksusach. Mimo wszystko cieszyła się z tego co ma. Tak właśnie została wychowana przez matkę. Cudowną kobietę, która nie żyła już od kilku lat. Laurze cholernie jej brakowało. Dla dziewczyny była wszystkim : Dobrą radą, pocieszeniem, wsparciem. Właśnie po jej śmierci miała żal do wszystkich, za to, co ją spotkało. Z czasem jednak uspokoiła się. Uciekła z Zakopanego, chciała zacząć wszystko od nowa w Warszawie. Dojrzała, zrozumiała. I wróciła. Wróciła mając świadomość, że ucieczką niczego nie zatuszuje. Tak już było.
    Noc zawładnęła miastem. Porozsypywane po bezchmurnym niebie gwiazdy świeciły w aksamitnych ciemnościach. Księżyc, niczym wisząca kula oświetlała ulice. Świetnie komponowała się wraz ze światłami miasta. Lubiła noc, była taka sama jak ona. Nieodkryta przepełniona tajemnicą. Niebezpieczna, a zarazem piękna.
    Nawet nie zauważyła, kiedy wyszedł za nią. Siedząc na schodach rozkoszowała się smakiem czarnej, mocnej kawy. Zawsze ją piła, bez względu na to jaka jest pora dnia. Z resztą ostatnimi czasy i tak mało spała. Pisząc z tajemniczym mężczyzną potrafiła siedzieć do bladego świtu. Jednak to jej nie przeszkadzało. Lubiła z, nim pisać. Ba, wręcz uwielbiała. W miedzy czasie wiele nocy spędzała także przy sztaludze malując kolejne obrazy. To ją relaksowało dając lawinę przyjemności i szczęścia.
    Kiedy usłyszała pytanie, jakie padło z jego ust zmarszczyła brwi. Czyżby pierwszy raz od kilku dni usłyszała co innego, niż zdanie zaczynające kłótnie? A to, co nowość. Odwróciwszy głowie spojrzała na niego. Niemalże wbiła swój wzrok w jego oczy. Błękitne spojrzenie dziewczyny nie ukazywało żadnych negatywnych emocji. Było nad zwyczaj spokojne i łagodne. Jak nigdy przedtem.
    - Wszystko w porządku proszę Pana. – Skinęła głową i powróciła wzrokiem do gwiazd. Inteligentna odpowiedź. Bo co mu powie? Wie Pan co? Mam kelnerek, od, których chce puścić mi się pawia?. Nie, to byłoby czystym przegięciem. Odchyliła nieco głowę lustrując wzrokiem niebo.
    - To zabawne. Jest tak dużo gwiazd , że wydaje się, iż są blisko siebie. Mimo wszystko dzieli ich tak duża odległość. – Mruknęła cicho obejmując w dłoniach kubek. – Tak samo jest z ludźmi. Są blisko, jednak tak daleko. Mimo tłumu i tak czujemy się samotni. – Dodała niemalże szeptem i wstała. – Wracam do pracy. Pewnie gości przybyło. Pan wybaczy. – Wstała i zostawiając go samego weszła do środka. Skąd u niej takie filozoficzne refleksje? To chyba, przez taką porę. Na pewno. Swoja drogą wyciągnęła telefon odczytując wiadomość od nieznajomego. A jednak odpisał. Uśmiechnęła się zabierając za czytanie.

    OdpowiedzUsuń
  8. O nie, nie mój drogi. Strach jest czymś, co powinieneś wyrzucić ze swojej głowy. Dla niego nie powinno być miejsca w naszym życiu. Kiedy, nim zawładnie zaczyna je komplikować. Wiem to z własnego doświadczenia. Życie jest walką, którą przechodzimy każdego dnia. Walcząc od lepszy dzień. Życzę Ci z całego serca, byś ją wygrywał. Co do mojej twórczości, to lubuje się w pejzażach i portretach. W swoje obrazy wkładam dużo emocji, W końcu nikt nie spojrzy na nie jak my, artyści. A jaka jest Twoja specjalność? Mój szef? Czasem wydaje mi się, że ten człowiek został otoczony tak grubym murem i boi się, że w końcu kiedyś go przebije. Nie żartuj. Ze mną piszesz i doskonale mi się z Tobą pisze, a to także forma rozmowy. Potrafisz tak fascynująco pisać, że uwielbiam czytać Twoje wiadomości. Trzymam kciuki, że znajdziecie wspólny język. W końcu musicie się jakoś dogadać.
    PS: Przeżyłam kolejny dzień w restauracji. Jednak praca kelnerki nie jest aż taka zła. Tym bardziej, że znajduje się w magicznym miejscu
    .
    Nigdy nie opowiadała mu o tym, gdzie pracuje czy mieszka. Wolała zaskakiwać, niż opowiadać o sobie ludziom. Taka była jej natura. Mimo wszystko pragnęła poznać tego człowieka. Czuła, że jest podobny bardzo do niej. No i z, nim jedynym umiała się doskonale rozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie sądziła, że ktokolwiek może dostać ciarek od jej wzroku. Nikt, a z pewnością jej szef.
    Jednak zaskoczyła go, gdyż odpowiedziała. Może chciała mu pokazać, że nie jest aż taką wredną istotą, z którą można się z nią normalnie i bez problemu porozumieć? Czyżby zmęczyły ją kłótnie i skakanie sobie do gardeł? Czyżby zrozumiała w końcu, iż trzeba zakopać topór wojenny? Czuła się co najmniej dziwnie. Tak, inaczej. W końcu zamieniła z, nim na spokojnie kilka słów od dłuższego czasu.
    Z pewnością to nie była jego wina. Laura miała trudny charakter. Bardzo trudny, czasem dość ciężki do zrozumienia, czy akceptacji. A co, jeżeli w taki sposób chciała jednak go złamać? Sprawić, by może się otworzył? Jaki miała w tym cel? Sama nie wiedziała. Jak zawsze… Tysiąc pytań, zero odpowiedzi.
    Przekraczając próg kuchni, kiedy oczywiście odpisała tajemniczemu nieznajomemu pogrążyła się we własnych myślach. Co najgorsze dotyczyły one Juliusza. A może on jednak nie był taki zły? Może warto się zmienić i pogodzić? Tylko jak to będzie wyglądać? Jeszcze pomyśli, że chce upodobnić się do tych innych paniuś. Jednego była pewna. Nie powinna od razu przekreślać człowieka, tylko starać się go poznać. Było jej głupio, cholernie głupio. Dość Filipowicz, weź się do pracy. Starając odgonić natrętne myśli wstała wracając do swoich zajęć. Chodziła po całej sali odbierając zamówienia, jak i rozmawiając z gośćmi. W końcu dobry kontakt z konsumentami był kluczem do sukcesu, racja? Dziwiła się, że inne kelnerki tego nie robią. Może dlatego ludzie odbierali je, jak odbierali? Chcąc wejść do usłyszała jak Myśliński o dziwo zwraca komuś innemu uwagę, niż jej. Przystanęła na chwile przypatrując się całemu zajściu. Gdyby nie to , że wszyscy siedzieli w kuchni ryknęłaby śmiechem. Jak można zapisać co innego, niż zamówił gość? Idiotyzm. Chyba, że myśli się zupełnie o czymś innym. Zamiast wejść podała koleżance karteczkę z zamówieniem i wślizgnęła się dosłownie na sekundę, po dania. Podała je gościom, życzyła smacznego, spisała kilka zamówień i wróciła do kuchni. Już rozchyliła wargi, by odczytywać kolejne życzenia przebywających na Sali, lecz zaraz je zamknęła widząc, że Juliusz coś chce powiedzieć. Zaciekawionym wzrokiem wodziła po jego twarzy będąc ciekawa co ma do powiedzenia.
    Słuchała go uważnie i w skupieniu. Przygotowania na owe spotkania biznesowe należały do ważniejszych, jak i pracochłonnych czynności. Jednakże restauracja miewała bardzo często takie sytuacje. Teraz już była pewna, że czeka ją praca od samego świtu. Nagle z ust mężczyzny padło coś , co kompletnie ją zszokowało. Ona miała prowadzić salą? Miała dyrygować całym personelem? Czy to był żart? Dlaczego akurat ona. Kiedy wszystkie spojrzenia spoczywały na blondynce, ona uniosła wysoko brwi spoglądając na szefa zdezorientowanym wzrokiem. – Ja? – Wskazała palcem na siebie kompletnie zdziwiona. Zaraz potem skinęła głową. – Oczywiście, może Pan na mnie liczyć. Omówimy wszystko przy zamknięciu, a teraz proszę zamówienia . – Rzuciła podając mu karteczkę. Czy on ją chciał sprawdzić? A może czekał aż popełni jakąś gafę i ją zwolni? Tego nie wiedziała, jednakże wiele scenariuszy kłębiło się jej w głowie. Wymieniła spojrzenie z mężczyzną i wróciła na sale.

    Po długich godzinach pełnych pracy wszyscy szykowali się do zamknięcia restauracji. Dziewczyna sprzątając po gościach żegnała się z pracownikami. Nie, jeszcze nie szła do domu. Obiecała, że przecież zostanie, by omówić szczegóły, to została. Postanowiła trochę ogarnąć pomieszczenie przed generalnym porządkiem. Lubiła, kiedy wszystko błyszczało czystością. Taka już była. Od dzieciństwa miała wpojony ład. Nauczyła ją tego jej matka.
    Korzystając z okazji, że Juliusz rozmawiał przez telefon przysiadła na krześle wyjmując komórkę. Z nieznajomym pisała, kiedy tylko miała chwile wolnego. Ot, potrafiła z nim godzinami wymieniać wiadomości.

    OdpowiedzUsuń
  10. Musisz znaleźć w sobie siłę. Nie demotywować się, a wyciszyć, uspokoić myśli. Przykro mi, że jest Ci źle. Szczęście… Zastanawiałeś się czym ono jest? Dla jednych to uczucia, dla innych wartości materialne. Jednak i szczęście bywa niebezpieczne. Niekiedy euforia przysłania inne ważne rzeczy. Wszystko tylko zależy od tego jak je spostrzegamy. ..
    Lubisz kreatywność. I, to jest bardzo pozytywne i się chwali. Ja także nie lubię trzymać się podstaw. Wole zaskakiwać, bawić się kolorami, kształtami, niczym muzyk melodią. Z tym, że moja melodia tkwi w obrazach. Teraz jestem w przygotowaniach do wystawy w galerii sztuki w Zakopanem. Szczerze nie jestem przygotowana na jakiś sukces. Robie to, co kocham i raczej ciekawi mnie opinia innych. To, jak oni spostrzegają moją pasje. No cóż, pożyjemy zobaczymy. Mam nadzieje, że, kiedy będę mogła obejrzeć Twoje dzieła. Czy lubię jeść? Człowieku, pytasz o to rasowego głodomora : ) Może po mnie tego nie widać, ale kocham jeść. Fakt, faktem nie jestem arcymistrzem w kuchni, lecz staram się. Wiele rzeczy podłapuje u swojego szefa, magika w kuchni. Potrafi wyczarować naprawdę świetne dania. Owszem, jestem kelnerką. Prócz malarstwa musiałam się podjąć pracy. Mieszkam z dziadkami, a nie chce ich wykorzystywać. Dostajesz szału? A co one takiego robią? Czyżby namiętnie Cie podrywały? : )
    Ps: Już po pracy?

    Przed schowaniem telefonu, upewniła się, że wysłała wiadomość i wróciła do poprzedniego zajęcia. Kiedy już skończyła weszła do kuchni siadając przy stole. Całe szczęście szef skończył rozmawiać. – Nie przeszkadzam? – Zaczęła i usiadła przy stole. – Chciałabym omówić szczegóły dotyczące jutrzejszego, a w zasadzie dzisiejszego dnia. – Toteż spojrzała na zegarek. Było już grubo po północy.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak przeczuwała. Jej intuicja rzadko kiedy zawodziła. Teraz także palił się jej alarm, iż Pan Myśliński chce ją przetestować. Postanowiła dać z siebie wszystko. Mimo miała pewne obawy. Łaknęła perfekcji i z pewnością nie przeżyłaby jakiegoś błędu ze swojej strony. Nie w tym miejscu. Nie przy takim szefie.Poniekąd podziwiała Juliusza. Ona na dłuższa metę nie umiałaby opanować całej restauracji zupełnie sama. Nie mała na tyle cierpliwości, z resztą kilku pracowników zwolniłaby z miejsca. W szczególności te młode siksy, które nie miały za grosz poczucia wstydu i własnej wartości, ale cóż. Są ludzie i taborety. Przykre.
    Wiedziała, że się jej przygląda ale nic z tym nie robiła. Po co? Po prostu obserwował jej prace, nic więcej. Nie miała zamiaru skakać z radości, ponieważ szef skupia na niej swoją uwagę. Nie będzie skakała z radości, czy obnosiła się z tym jakoś specjalnie. Wdzięczenie było także wykluczone. Niezaprzeczalnie to było dla niej nieco krępujące. Starała się nie zwracać uwagi. Po prostu robiła swoje.

    Siedząc przy stole uważnie słuchała poleceń mężczyzny. Jego rad, instrukcji, zaleceń. Był perfekcjonistą, jak ona więc rozumiała dlaczego wszystko miało być dopięte na ostatni guzik. Czuła na sobie wielką odpowiedzialność. Miała szansę pokazać, że także umie działać i współpracować, a nie tylko kłócić. Słysząc opinię mężczyzny na temat gości pokiwała głową. Cudownie. Będzie miała do czynienia z nadętymi bufonami, których kręci alkohol, młode kobiety, cygara i interesy. Nie rozumiała takich ludzi. Jak pieniądze mogły być ważniejsze od czego i kogokolwiek? Wiadomo, że ułatwiały życie, lecz za żadną sumę człowiek nie kupi najważniejszych wartości takich jak prawdziwa miłość, przyjaźń, szacunek w oczach ludzi. Tutaj miała mieć styczność z osobami zupełnie innych poglądów. Tam melodią rozumu był brzęk pieniędzy. Życiowym celem zdobywanie ich. Zapowiadało się naprawdę ciekawie. Miała nadzieję, że nie pozabija ich wzrokiem na wstępie. W przeciwnym razie, jeżeli dałaby plamę, jej szef by ją zwolnił. Ba, była tego pewna. Pewniejsza niż czegokolwiek.
    - Rozumiem. Proszę się nie martwić. Wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Ma Pan moje słowo. Zapewnię im przyjemna atmosferę, prywatność i komfort. Proszę mi tylko zaufać. - Zabrała głos. Brzmiała bardzo poważnie i przekonująco. - Dzisiaj jeszcze zajmę się salą, ponieważ jutro rano nie będzie na to czasu. - Dodała wstając. Nockę miała już z głowy. No przecież nie zostawi go z tym samego. Wiedziała w jego oczach zmęczenie. Co jak co, ale Juliusz bardzo angażował się w sprawy restauracji. Wkładał w to tyle wysiłku, pieniędzy jak i cierpliwości, że należała mu się pomoc. Skoro tamte kelnerki nie umiały mu pomóc, to ona chciała ową pomoc zaoferować. Tak w ramach rozejmu. By zażegnać od dzisiaj wszystkie kłótni i spięcia. Przeczuwała, że jutro on, jak i ona będzie mieć ich sporo. Niewykluczone były nerwy na pracowników, oraz obawy czy wszystko pójdzie zgodnie z planem.

    OdpowiedzUsuń
  12. - Gośćmi specjalnymi zajmę się sama. Z całym szacunkiem, ale naprawdę nie ufam pozostałym pracownicom. Sa zbyt nachalne, a mało kompetentne. Oczywiście nikogo nie urażając.- Mruknęła unosząc dłonie w obronnym geście. Nie chciała podważać opinii jego wyborów co do pracowników. Zupełnie nie miała tego na celu, lecz zauważyła iż wszystko ostatnio wychodzi spod kontroli. Wiele razy już miała chęć wypowiedzenia się na ten temat, lecz postanowiła milczeć. To i tak nic by nie dało.
    - Panie Myśliński. - Zaczęła spoglądając na mężczyznę. - Zostaje Pan tu dziś? Może...Proszę mi dać klucze a samemu jechać do domu. Ja zrobię porządek na sali, przygotuje miejsce dla naszych specjalnych gości. Pan niech odpocznie. I tak dużo Pan dziś zrobił. - Odparła lustrując go wzrokiem. Chciała być uprzejma. W końcu widziała co się z nim dzieje. - Ja zostanę. - Skinęła głową. - Rano zrobi się listę zakupów. Och i menu, bym wiedziała co podawać. Nie będzie czasu na jakiekolwiek porządki. - Przetarła dłonią po twarzy zaczesując do tyłu włosy, które i tak falami opadały na jej ramiona. Ogarnęłaby całą salę, wypiła kawę a kiedy już by to zrobiła najwyżej pozwoli sobie na krótką drzemkę. Czas gonił, a pracy było sporo. Nawet nie było mowy o tym, by dzisiaj poszła do domu.
    Myślami gdzieś tam błądziła wokół nieznajomego mężczyzny. Nawet wyciągnęła telefon, by spojrzeć czy nic przypadkiem nie odpisał. Zamiast tego westchnęła cicho z nutką zawiedzenia, by po chwili podnieść wyczekujące spojrzenie na Juliusza.

    OdpowiedzUsuń
  13. W żadnym wypadku to nie było wyręczanie! Ona także czuła się odpowiedzialna za to wszystko, Tym bardziej, że powierzył jej takie, a nie inne zadanie. Ona lubiła przygotowywać stoły, przystrajać je najrozmaitszymi ozdobami. Wyczyniała cuda z serwetek, komponowała stroiki. Widząc zadowalające efekty czuła się spełniona. Na sali wisiał jeden z jej obrazów, który rzekomo kupiła. Tak, nie chciała się chwalić jak to ona maluje. W zasadzie nikt nie wiedział, że Laura to potrafi. Pasja była pasją, a jej nie było na rękę o tym mówić. Po co? Nie robiła tego dla publiki, tylko siebie.
    Inspiracji szukała wszystkimi zmysłami. Ludzie dziwi się, że często malowała w plenerze. Wykorzystywała to, kiedy tylko miała czas oraz dopisującą pogodę. Malując zatracała się w świecie kolorów i kształtów. Miała swój własny Eden, którego nikt nie był w stanie jej zburzyć. Była to sztuka. Jej sztuka, którą tworzyła.
    Z reguły małe, proste i zwyczaje rzeczy przynoszą najwięcej szczęścia i radości. Duże w większości przyćmiewają cały sens codzienności. Zrozumie to człowiek, który patrzy na nie oczyma duszy. Spogląda sercem. Wtedy niewidzialny mur jest w stanie zniknąć. Zburzyć się na miliony kawałków.
    Nie mogła powstrzymać się od wywrócenia oczyma na słowa, jakie padły z jego ust. Ach Ci mężczyźni, zawsze dumni. To przecież nie było nic takiego. - Dobrze, dobrze.- Machnęła już ręką. Czyżby pierwszy raz odpuściła? Swoją drogą to było miłe. Inny kierownik starałby się wykorzystywać za wszelką cenę pracowników. Juliusz tego nie robił. Pomagał, radził. Jako szef był wzorem. Jako człowiek...Coż nie znała go. Wydawał się być nieco zagubiony, wiecznie pogrążony we własnych myślach, nie okazujący głębszych emocji. I ten wzrok. Nieodgadniony, jakby wyprany z emocji. Czasem pojawiła się w nim iskra radości, czasem przelewała się w nim melancholia. Jak widać działał na kobiety, lecz czy na nią także?
    Goście. Goście byli różni. Lepsi, gorsi, bogatsi, mniej bogatsi. Różne typy konsumentów równały się z różnym podejściem, ich wymaganiami. Jedno było pewne, pod żadnym pozorem nie należało ich ignorować. Dobry kontakt był bardzo ważny. Złoty środek w razie popełnienia jakiegoś błędu. Tutaj jednak nie było miejsca na potknięcia. Perfekcja goniła perfekcje.
    Zmrużyła oczy obserwując jak coś kreśli na kartce. Już rozchyliła usta, by coś powiedzieć lecz wyprzedził ją z ową propozycją wybrania ekipy. Po raz kolejny ją zaskoczył. Blondynka zmarszczyła brwi nie wiedząc co ma powiedzieć. Zatkało ją.
    - Oczywiście....I nie będzie Pan podważać moich wyborów? Wszystko na spokojnie, bez kłótni czy sprzeczek?- Zapytała jakby chciała się upewnić, czy mówił poważnie. Przesunęła wzrokiem po kartce na której widniały naszkicowane wzory. Wielokrotnie, kiedy odbierała od niego karty miała okazję na nie patrzeć. W końcu Juliusz sam zaprojektował karty menu. Domyślała się, iż był artystą. Sama jednak nie rozmawiała z nim na ten temat. To nie należało do oficjalnych rozmów. Trzymała go na dystans ale dziś coś się zmieniło. Jakby pewna bariera zaczęła znikać. Oddalać się gdzieś w nieznane. Zastanawiał ją jeden zasadniczy fakt. Wzięła głęboki wdech, jakby szykowała jakieś ważne przemówienie. No dalej, powiedz to.

    OdpowiedzUsuń
  14. - Trzeba zacząć współpracować. Połączyć siły, normalnie rozmawiać. Wtedy atmosfera będzie lepsza. I oczywiście zwolnić te...Przepraszam Pana bardzo, ale ja nie mogę. - Westchnęła cicho i rozłożyła bezradnie ramiona. - Te siksy...One doprowadzają mnie do jasnej cholery. Irytują, denerwują. Nie pracują, wszystko trzeba im narzucać. Czasem mam ochotę ...ach.- Zacisnęła szczęki. Mówiła szybko, a przy tym owa złość wyglądała komicznie. - Najlepiej wrzucić je do wielkiego kotła. Czarownice wstrętne. - Burknęła poprawiając włosy, które znacznie zaszły jej na oczy. Wiedziała o której mówił. - Panna wiecznie malująca paznokcie i myląca dania? - Zapytała i prychnęła. - Miałam ochotę wylać jej mydliny na twarz. Gdyby zmyła ten makijaż jej twarz wydawałaby się o wiele chudsza. Chociaż nie..Szpachelka i do dzieła. - Mruknęła i zerknęła na niego. W życiu nie rozmawiała z nim tak luźno. Aż się zaśmiała. - Wiem, pomyśli Pan, że wariatka ze mnie. - Machnęła ręką.
    Znowu to zrobił. Znowu tak na nią spojrzał. Kiedy błękitne spojrzenie zetknęło się z jego Laura poczuła zawstydzenie i odwróciła wzrok. To przez niego, to przez to jak patrzył. Niedobry, niedobry facet! Po chwili ukradkiem obserwowała każdy jego ruch. Po co Filipowicz? No po co? Sama nie wiedziała. Zamyśliła się. Coraz bardziej chciała poznać mężczyznę, jakim był Juliusz Myśliński. Bóg jedyny wie, co chodziło jej po głowie.
    Dźwięk jego głosu wyrwał ją z przemyśleń. Spojrzała na niego niezbyt przytomnie, by potem pokręcić tylko głową i machnęła ręką. - Nie naprawdę. Kawy się zaraz napiję i wracam na salę. - Odparła a przez jej usta przebiegł nawet nikły, lekki uśmiech. Pierwszy raz chyba uśmiechnęła się do mężczyzny. Aż dziwne, wręcz zjawiskowe. Filipowicz obdarowała kogoś uśmiechem. To było coś.

    OdpowiedzUsuń
  15. Niezwykłe było to, że lubię mieli życiowe aspiracje. Rozwijali siebie poprzez swoje pasje. Ceniła to, że niektórzy po prostu oddawali się swoim hobby, niż kółko imprezowali, czy nie robili nic narzekając na swój los. Nigdy namiętnie nie imprezowała, mimo że była i jest osobą której wszędzie pełno. Laura od najmłodszych lat była żywiołowym dzieckiem. Nigdy nie siedziała długo na jednym miejscu. Taki miała charakter, który kształtował się przez wszystkie lata.
    Doskonale wiedziała, że będzie zadowolony z tego, iż odpuściła. Widziała to, widziała w jego zachowaniu. Każdy mężczyzna, przynajmniej większość byłaby z tego dumna. Mimo nie spotykania się na chwilę obecną z żadnym przedstawicielem płci męskiej, ich znała już dobrze, aż za dobrze. Czemu nie pchała się w żaden związek? Ze względu na strach. Bała się zaangażowania, by potem nie cierpieć. Wieczna samotność, zero głębszych uczuć. To trwało już kilka lat. Odczuwała samotność. Z czasem zaczęło się to nasiać, lecz oddawała się sztuce, pracy czy swoim znajomym. To wypełniało pustkę w jej sercu. Zagrzebała w sobie wszelkie uczucia nie pozwalając im wypłynąć na światło dzienne.
    Kompromis...Jak to dziwnie brzmiało w jego ustach. Między nimi nawiązywała się nić porozumienia. Zniknął znajomy od samego początku dystans. Jednakże między nimi nigdy nie było nic wiadome. A co jeżeli to wszystko było jednorazowym zagraniem? Ciekawe.
    Słysząc jego śmiech przechyliła głowę na bok. - Wydawało mi się, czy Pan się zaśmiał? - Zapytała sama nie ukrywając uśmiechu. Musiała przyznać, że z uśmiechem było mu do twarzy. Jeszcze te dołeczki. Wyglądał pociągająco. Momentalnie przeistoczył się z innego człowieka. Tego, którego nie znała. A chciała poznać. Wydawał się być inny, niż obraz tego mężczyzny jaki miała od miesiąca. Ona dobrze czuła się w jego towarzystwie. Może to dziwne, ale coś się zmieniło. Tak szybko. Prędko i niespodziewanie. Aż miała wrażenie, że to nie dzieje się naprawdę.
    Widziała, że nie wygra. Znowu. Czyżby jemu nie było zbyt łatwo? Przewróciła oczyma. Swoją drogą może i była trochę głodna. Może to jednak dobry pomysł coś zjeść? - Cokolwiek. Naprawdę. - Machnęła ręką i wstała dochodząc do elektrycznego czajnika, który stał na blacie. Nastawiła wodę i wyciągnęła dwa kubki. - Zaraz pójdę do magazynu. Co Pan sobie życzy? Herbatę, czy kawę? - Zapytała kierując ku niemu swoje spojrzenie. Nie wiedziała jak on, lecz Laura miała ochotę na mocną kawę. Musiała się rozbudzić, chociaż przed oczyma widziała swoje łóżko. Miękką pościel przesiąkniętą górskim powietrzem z domieszką kwiatowej esencji. Marzenia, w łóżku dopiero będzie za jakieś dwadzieścia cztery godziny.
    Blondynka stanęła przy blacie opierając chłodne dłonie o blat. Wpatrywała się w czerwone światełko czajnika, słysząc jak kroi warzywa. Kiedy zaprzestał swojej czynności poczuła na sobie jego wzrok. Powoli obróciła głowę bez słowa wpatrując się w oczy mężczyzny. O co w tym wszystkim chodziło? Czemu wymieniali ze sobą tak te spojrzenia? Dziewczyna przez dłuższy czas utrzymywała z nim kontakt wzrokowy. Odruchowo przygryzła wargę. Była nieco zakłopotana, toteż przerwała tę "walkę na spojrzenie". Złe? Dla niego to było złe, a dla niej bardzo dziwne. Przez chwilę poczuła się jak te wszystkie inne kelnerki. Musiała to przerwać. - To...- Zaczęła w pewnym momencie błądząc wzrokiem gdzieś za nim. Wszystko, byleby nie patrzeć w te oczy. - To ja pójdę do tego magazynu. - Rzuciła i wyszła zostawiając go samego. Tak samo, jak wcześniej na zewnątrz. Po prostu uciekła.
    W pomieszczeniu było pełno rzeczy. Obrusy, sztućce, jakieś zapasy no i serwetki. Wyciągnęła potrzebne rzeczy i oparła się o drzwi wzdychając cicho. Było inaczej niż zwykle. Milej, niezręcznie. Co u licha się stało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milej, lecz niezręcznie*

      Wróciwszy po kilku minutach bez słowa usiadła przy stole zajmując się serwetkami. - Jakieś konkretne życzenia co do ozdób? Czy zdaje się Pan na mój gust?- Zapytała sięgając po jedną z serwetek i pierścień do niej. Po chwili palcami zaczęła zwinnie układać. Starała się całą uwagę skupić właśnie na tym, nie na nim. To nie było w porządku...Tak nie powinno być. Nie wiedziała, co się dzieje. Co gorsza, bała się tego, co mogłoby się stać. Odganiała uporczywe myśli kontynuując swoją pracę.

      Usuń
  16. [Jest Morgan, jest Accola, mogłam wybrać Somerhaldera i w ogóle byłoby wąpierznie. W każdym razie Cezara spotkać można wszędzie gdzie są ludzie: w parku (bo obserwuje), w kawiarni (bo obserwuje), w sklepie (bo czasem jada), w teatrze, u mechanika (czasem mu się auto psuje), w restauracji, w której pracuje Juliusz, nawet na przystanku autobusowym, można zorganizować bankiet, gdzie Juliusz by gotował, a Cezar brał udział w konferencji czy inne coś]/Cezar

    OdpowiedzUsuń
  17. [O, Joseph *.* I fajny pan z tego Julka, lubię takich! Co do wątku i powiązań... Może Miśka jest jakąś kuzynką Agnieszki? Michalina mogłaby jej nie lubić, ale musiałaby ją znosić. Dzięki niej poznałaby Julka, którego by polubiła i kiedy już się okazało, że Aga zdradziła Juliusza, wściekłaby się i wygarnęła swojej kuzynce, pomagając się Julkowi pozbierać po tym wszystkim. Może mu też pomagać w kuchni od czasu do czasu, chociaż jej pomoc bardziej polegałaby na próbowaniu wszystkiego :D Może być?]

    Michalina

    OdpowiedzUsuń
  18. [Wcale się nie dziwię, Morgan jest wspaniały. A Cezar w sumie do kieliszka nie zagląda, bo chyba by oszalał, jakby mu się obrazy przed oczami zaczęły zamazywać albo jeszcze gorzej, zacząłby paplać. Chociaż zawsze warto go to tego namawiać! Zacznij, zacznij, wdzięczność przesyłam]/Cezar

    OdpowiedzUsuń
  19. Świat sztuki. Świat tajemniczej magii, w której człowiek mógłby zatracać się do ostatniego tchu był o wiele bezpieczniejszy od tego zwyczajnego. Tego realnego, który czasem potrafi zabić swoim złem. Realia często nie są takie, jak sobie je wyobrażamy. W końcu nikt nie powiedział nam, że będzie łatwo. Ale o ile człowiek staje się silniejszy, jeżeli wygrywa walkę z przeciwnościami? Nabiera motywacji do każdego dnia, oraz wiary która pozawala budować świat taki, jaki jest w stanie sobie wyśnić.
    Przeszłość jest trudna. Czasem to najpaskudniejsza trucizna zabijająca człowieka od środka. Ciągnie się za nami niczym mroczne fatum. Ciężko z nią zerwać, lecz czy warto tkwić w jednym miejscu? Czy warto czasem wspominając o wydarzeniach, czy ludziach którzy nie są tego wart? Może w końcu należy zebrać się w sobie i zamknąć owy rozdział, by zrobić miejsce dla nowego? Może lepszego, póki co zupełnie obcego. Bo nikt nie wie, co się wydarzy. Jakie niespodzianki przygotuje nam los. Dlatego życie jest na swój sposób takie ciekawe i fascynujące.
    Zażenowany? Jak dla niej był to przyjemny widok widząc go w końcu naprawdę wesołego. Taki nadzwyczajny, nigdy nie poznany. Nie był przybity, nie był smutny i zamyślony. Cieszyła się, że mogła tego doznać. Nie musiał kryć przed nią emocji. Może to było śmieszne i głupie, lecz nie musiał. Z resztą...Relacja między Laurą a Juliuszem była naładowana różnorakimi emocjami. Często negatywnymi, lecz teraz dopiero coś się zmieniło. Zaczęło iść do przodu.
    - Czarna i mocna robi się. - Skinęła głową przygotowując im kawę Uwielbiała ten napój. Była kawoholikiem, chociaż dziadkowie wręcz darli się na nią, by skończyła już popijać tą paskudną ciecz, która według nich była bardzo, ale to bardzo szkodliwa. Laura inaczej nie umiała funkcjonować. Często zarywała noce, chodziła do pracy. Musiała czymś się wspomagać. W końcu każdy na coś umiera, racja? Stawiając kubek obok szefa, do jej nozdrzy uderzył smakowity zapach. Ona była starszym głodomorem. Może jej figura temu zaprzeczała, lecz kochała jeść. Pracując tutaj mogła skosztować przeróżnych potraw ugotowanych przez Juliusza, czasem śmiała się, że to niebo dla jej podniebienia. Nigdy jednakże mu tego nie mówiła. Nie chciała by to odebrał jak spoufalanie się. Blondynka zajrzała mu przez ramie w pełni napawając się zapachem. - Smakowicie pachnie. Aż będzie ciężko skupić się na dekoracjach. - Rzuciła mrużąc oczy, a kącik jej ust uniósł się ku górze. Kierując się w stronę stołu zabrała wraz ze sobą swój kubek zamaczając usta w cieczy. Mruknęła rozkoszując się jej smakiem. Tego było jej trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  20. Zaraz potem zaczęła czarować różne kształty na papierowych serwetkach. To nic, że zostaną i tak zniszczone, w końcu do tego były przeznaczone. Chciała, by wszystko wizualnie wyglądało schludnie i atrakcyjnie. W końcu każdy stół, był wizytówką restauracji.
    Na jego pytanie przerwała zawijanie. Odłożyła pierścienie i obróciła się na krześle tak, by być twarzą do niego. Przecież niegrzeczny byłby fakt, kiedy siedziałaby plecami do szefa. Szefa...Właśnie teraz jakoś nie traktowała go aż tak oficjalnie. Rozmawiała z nim, poznawała go. Na luzie, bez ludzi, natrętnych kelnerek.
    - Maluje od dziecka. Świat barw, kształtów i kolorów otworzyła mi moja mama. Ona była prawdziwą artystką i wpoiła we mnie swoją pasję. - Wyjaśniła i na chwilę spuściła wzrok z jego twarzy patrząc gdzieś w bok. Przypominała sobie te chwile, kiedy wraz z rodzicielką potrafiła godzinami spędzać w pracowni, by tylko jej pomóc, ewentualnie zacząć samemu coś tworzyć. Mimo tego, ile miała teraz lat tęskniła za tym. Tęskniła za matką, która zostawiła ją w tak młodym wieku. Doskonale pamiętała swój bunt do całego świata, żal do Boga za to że zabrał jej najważniejszą osobę w życiu. Czas jednak ukoił rany, a Maria Filipowicz żyła w sercu Laury.
    - W tym roku minęła trzecia rocznica jej śmierci. Zmarła na złośliwy nowotwór, który męczył ją kilka lat. - Mruknęła i podniosła na niego swoje spojrzenie. Mieszał się w nim smutek przeplatany z bólem, jak i pewną tajemnicą. - Jednak nie przestałam malować. Wiedziałam, że byłaby na mnie zła, gdybym zaprzestała pielęgnować swoją pasję.Ten obraz, który wisi w sali.. Ja go nie kupiłam. Został stworzony przeze mnie. - Na jej ustach pojawił się blady uśmiech. W końcu się przyznała. Tak, górski krajobraz należał do niej. To było jedno ze świeższych dzieł blondynki. - A Pan? Poza sztuką kulinarną, ma Pan jakieś pasje? - Zapytała zaciekawiona teraz to ona wpatrując się w niego. Sama nie wiedziała skąd nagle pojawiła się ta odwaga. A może chciała sprawdzić jego reakcję? Swoją drogą kelnerki miały rację. Miał czarujący wzrok, ale ...Czemu do cholery ona zaczęła tak o tym myśleć? Filipowicz, weź się opanuj.

    OdpowiedzUsuń
  21. Trzeba podjąć ryzyko. Człowiek, jeżeli nie zaryzykuje, nic nie uzyska. Nie wyciągnie żadnej lekcji, tylko będzie tkwić w zawieszeniu. Pogrzebie swoje emocje z nadzieją, że będzie bezpieczny od jakiekolwiek zranienia. Wyłączamy uczucia, stajemy się wyobcowani. Rozpaczliwie chcemy być zimni. Z dala od radości, bólu, czy rozczarowania. Obojętni przez co także i samotni. Ryszard Riedel śpiewał o samotności. Mówił, że to taka straszna trwoga przenikająca umysł ludzki. Jedni ją kochają, drudzy nienawidzą. Inni zabijają samotność zabawą, czy pieniędzmi. Lecz, czy ona jest dobra? Oczywiście, że nie bo chyba każdy z nas chciałby mieć drugą osobę u swojego boku. Kogoś, kto nas wysłucha, będzie z nami płakać kiedy będzie nam źle, śmiać się, kiedy będziemy szczęśliwi. Chcemy przecież kochać i być kochanymi. To są największe wartości ludzkie. Trzeba się przełamać. Odwaga i pewność siebie jest w nas, w naszym sercu. Niekiedy tylko zostaje uśpiona poprzez przykre doświadczenia, albo jeszcze nie wybudzona. Nie sądziła, że go poruszyła. Myślała raczej o tym, iż Juliusz będzie zszokowany jej postawą. Była spokojna, nie krzyczała, nie kłóciła się. Zupełnie jak nie ona. Jakby była kimś innym, niż Laurą Filipowicz. Ot takie zaskoczenie.
    - Codziennie wypijam po kilka kubków kawy. - Przyznała się lustrując go wzrokiem.- Inaczej już bym chrapała pod tym stołem.- Dodała żartem. - Podziwiam ludzi, którzy jej nie piją, a normalnie są w stanie funkcjonować. Ja bym tak nie umiała. - Pokręciła głową odkładając kubek na bok.
    Dlaczego na chwilę zbliżyła się do niego, lecz po tym szybko usiadła? Bo tak samo, jak Myśliński, blondynka się niezręcznie. Może czuła się ZBYT luźno? Sama nie wiedziała jak ma się zachowywać. Czy stopniowo zacząć się otwierać, czy może znowu trzymać mężczyznę na dystans? Swoją drogą zastanawiał ją fakt, jak jutro będzie się zachowywać w stosunku do niej przy innych pracownikach. Ot to pytanie przebiegało przez jej myśli coraz częściej powracając. Lecz nie na to teraz czas.



    OdpowiedzUsuń
  22. Śmierć. Laura już dawno się z nią pogodziła. Przecież każdy z sekundy na sekundę był coraz bliżej swojego końca. Kobieta starała się żyć tak, by niczego nie żałować. Życie i tak było krótkie, by zastanawiać się nad śmiercią. Miała swoje marzenia, swoje plany które za wszelką cenę chciała zrealizować. Miała nadzieję, że szczęście jej dopisze. Sama nie wiedziała, czemu mu to mówiła. Z nikim od śmierci rodzicielki nie rozmawiała na ten temat. Zazwyczaj kończyło się to nerwową atmosferą, oraz płaczem. Teraz poczuła ulgę. W końcu mówiła o tym zupełnie normalnie. Czyż to nie było dziwne?
    - Dziękuję. - Skinęła głową w geście podziękowania, kiedy położył przed nią talerz z daniem, oraz sztućce. Uważnie słuchała jego historii. Cieszyła się, że mężczyzna ściągał pancerz jednocześnie opowiadając o sobie, swojej rodzinie. Niestety temat mieli dość przygnębiający i smutny, jednakże bardzo życiowy. - Jedno jest pewne Panie Juliuszu. - Zaczęła spoglądając na niego. - Śmierć sieje strach, a strach jest czymś najgorszym. Nie pozwala normalnie żyć. Niszczy nas. Dlatego strach należy wyrzucić ze swojej głowy i walczyć z nim. Eliminując go czeka nas zupełnie lepsze życie. Tak samo jest z przeszłością. Trzeba iść do przodu nie oglądając się za siebie. - Odparła niemalże identycznie tak, jak napisała swojemu tajemniczemu nieznajomemu. Za żadne skarby świata nie wiedziała, że to właśnie był Juliusz. Nigdy by nie przypuszczała, że może pisać z własnym szefem. Słuchając o historii jego rodziców zamyśliła się. - Prawdziwa miłość. Niekiedy ludzie darzą się tak wielkim uczuciem, że umierają z tęsknoty za drugą osobą. To jest wielkie przywiązanie. - Odparła zgodnie z prawdą. Było jej przykro, bo pewnie tęsknił za nimi tak jak ona za matką. - Ja miałam tylko mamę. Ojciec zostawił nas, kiedy byłam jeszcze mała. Potem mieszkałam z kim kilka lat, lecz w ostateczności wróciłam do Zakopanego i kontakt się urwał.- Wzruszyła ramionami. - Pan stary pierd? - Uniosła wysoko brwi patrząc na mężczyznę. - Będzie to bardzo niegrzeczne, jeżeli zapytam ile Pan ma lat? - Przechyliła głowę na bok błądząc wzrokiem po jego twarzy. Nie dawała mu wiele. Jak dla niej był na pewno przed trzydziestką. - Smacznego. - Uśmiechnęła się sięgając po sztućce. Wszystko, co znajdowało się na talerzu wygadało naprawdę apetycznie.
    Uśmiechnęła się na pochwałę dotyczącą obrazu. Lubiła, kiedy ludziom podobały się jej dzieła. Malować, malowała z przyjemności, nie dla pieniędzy. To sprawiało jej ogromną radość. I znowu kolejna rzecz, jaka ich łączyła. Oboje skończyli ASP. On także malował? Coś podobnego. Aż nie sądziła, że tyle mogą mieć ze sobą wspólnego. - Także ukończyłam ASP, tyle że w Warszawie. Jakoś nie zastanawiałam się nad sprzedawaniem obrazów. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy ludzie będą zainteresowani. - Zmarszczyła brwi. - Co do wystawy...To właśnie jestem w trakcie przygotowań do jednej. Wraz z drugą malarką ja organizujemy w przyszłym tygodniu. Jeżeli ma Pan tylko ochotę, zapraszam. Będzie mi bardzo miło. - Powiedziała obdarowując go przelotnym spojrzeniem. Kolejna rzecz, którą napisała tajemniczemu nieznajomemu. Chociaż Juliusz mógł skojarzyć także, iż miał do czynienia z drugą kobietą, a nie Laurą. - Jeżeli chodzi o Pańskie dzieła...Chętnie bym je zobaczyła. - Przyznała. Była po prostu ciekawa.
    Kiedy wzięła pierwszy kęs zamruczała zadowolona. - To jest naprawdę przepyszne. Pan umie czarować w tej kuchni.- Rzuciła z uśmiechem kosztując potrawę. Aż skarb mieć takiego mężczyznę, a co do dopiero męża w kuchni. Juliusz naprawdę miał do tego talent.
    Blondynka także zapomniała o człowieku z którym pisała ponad miesiąc. Czuła się bardzo dobrze w towarzystwie Myślińskiego, który...Teraz zaczął przypominać jej nieznajomego. W pewnym momencie przez jej umysł przebiegła jej pewna myśl. A co byłoby, gdyby to był on? Nie, to nie mogła być prawda. Oczywiście, że to bzdura. Przynajmniej ona tak sobie wmawiała.

    OdpowiedzUsuń
  23. Gdyby tak ktoś przypomniał sobie ich początki poznania, oraz zaobserwował teraźniejszy stosunek mógłby stworzyć z tego niezłą komedie. Dalszy personel, jakby zobaczył że szef i Filipowicz tak ze sobą rozmawiają to z pewnością byliby w szoku. Cóż się dziwić, skoro byli przyzwyczajeni do tego, iż ta dwójka skakała sobie do gardeł przy pierwszej, lepszej okazji? Pewnie rzuciliby tekstem, że święta i czas pojednania dawno minął.
    Oczywiście. To było im potrzebne. Jedno jakby rozumiało drugie. Bo i tak było. Laura doskonale zaczęła pojmować człowieka, którym był Myśliński. Zauważyła, iż mężczyzna nie był taki zły, jak się mogło jej wydawać. Wystarczyło tylko spokornieć, czasem odpuścić i porozmawiać. Gdyby wcześniej tak zaczęli ze sobą się porozumiewać, z pewnością byłoby im lżej.
    Kiedy dusimy w sobie emocje, one nie znikają, a przy pierwsze lepszej okazji wypływają z podwójną siłą. Tak już było...Ale czy nie odczuwał teraz ulgi? W końcu zaczął się uśmiechać, zachowywać nieco inaczej. Czy było warto chociaż trochę się otworzyć?
    Zamyśliła się nad jego słowami. Była w tym racja. To było wygodniejsze, lecz toksyczne. Znała to doskonale ze swojego życia. - To, co wygodniejsze nie zawsze jest dla nas dobre.- Skomentowała krótko. Na wieść o ślubie zmarszczyła brwi uważnie obserwując jego reakcje. W jego oczach było widać, że coś jest nie tak. Nie mówił o tym z radością, czy dumą. Wypowiedziane słowa były czymś na kształt bolesnego wspomnienia. Myliła się? A może miała racje? Zaintrygował ją tym. Nawet bardzo. - Nigdy nie mówił Pan o tym, iż jest żonaty. - Odparła, chociaż po chwili ugryzła się w język. Tak, teraz wyszła na ciekawską. Wstydź się Filipowicz, wstydź. - Przepraszam, nie powinnam. - Mruknęła po chwili czując, jak rumieńce oblały jej policzek. Zmieszała się i to bardzo. Miała własne życie, wiec nie powinno ją obchodzić to, czy był żonaty, zaręczony, czy wolny. To nie była jej sprawa.
    Kiedy padła liczba jego wieku dziewczyna zmrużyła oczy. - Nie wygląda Pan, naprawdę. Swoją drogą trzydzieści dwa lata, to nie tak dużo, wiec nie wiem czemu Pan określił się pan starym pierdem. - Lekko uśmiechnęła się w jego strunę.- Z resztą wiek, to tylko cyfry. Najważniejsze jest to, na ile ktoś lat się czuje duchem. Ja także nie jestem już piękną i młoda nastolatką. - Zażartowała dokańczając kolacje. Mimo wszystko nie czuła, że ma dwadzieścia sześć lat. Miała w sobie żywioł, który zapewne nawet po pięćdziesiątce jej nie minie.
    - Czyli rozumiem, że widzimy się w przyszłym tygodniu w galerii.- Odparła rozpromieniona. Cieszył ją fakt, że Juliusz przyjdzie na wystawę. Pozna opinie artysty, który będzie wobec niej obiektywny, zwróci uwagę na szczegóły. Spojrzy tym samym okiem co ona. Zadowoliło ją także i to, iż zobaczy jego twórczość. W ten sposób będzie mogła poznać inna stronę swojego szefa. Ta wrażliwą, artystyczną.
    - Dziękuje bardzo za przepyszny posiłek.- Spojrzała na niego, kiedy wziął od niej talerz. Był naprawdę miły. Blondynka wstała i przeciągnęła się spoglądając na zegar. Dochodziła już trzecia. Za niedługo miało świtać. Za kilka godzin słońce powita Zakopanem. A oni mieli jeszcze trochę pracy. Na jego słowa przechyliła głowę na bok i parsknęła śmiechem.- Cóż za optymizm. Chodźmy, bo blady świt nas zastanie. - Mruknęła rozbawiona wychodząc z kuchni.
    Przestawiali, wręcz cudowali z ułożeniem tych stołów. Robili tak, by wszystko miało ręce i nogi. Omawiali każdy szczegół wspólnie. Po godzinie zdążyli się ze wszystkim wyrobić. Dziewczyna położyła ostatni, śnieżnobiały obrus na stoliku i przetarła dłonią twarz. Była wykończona. - Szefie! Misja skończona. - Zawołała idąc z końca korytarza. Oczywiście o mało co nie wpadła w stół. W pewnym momencie usłyszała jakiś grzmot. Mimowolnie spojrzała na okno. Kilka kropel deszczu obiło sie o szybe. Nadciągała burza. - Poważnie? - Westchneła cicho obserwując coraz to wiekszy deszcz. Uwielbiała burze, naprawde uwielbiała ale dlaczego padało akurat teraz, kiedy miała wracac na pieszo?

    OdpowiedzUsuń
  24. Czasem dzieją się rzeczy, na które nie mamy kompletnie żadnego wpływu. Emocje ulegają zmienia, a coś w co nigdy nie wierzyliśmy dzieje się naprawdę. Nasze przekonania ulegają diametralnej zmianie. Sprzeczność idzie w sprzeczność, skrajność w skrajność. Od negatywnych emocji narodziło się coś pozytywnego. To coś, powoli rozwijało swoje skrzydła. Czy któreś z nich je przytnie? Kto wie.
    Uważnie obserwowała jego reakcję. Nie zagłębiała się w jakiekolwiek szczegóły. Kiedy będzie chciał, to sam jej o wszystkim opowie. Filipowicz zrobiło się szkoda swojego szefa. Znając ją pewnie załamałaby się, może dlatego nie dopuszczała do siebie żadnych uczuć. Powoli zaczynała rozumieć zachowanie Myślińskiego, dystans na który trzymał innych ludzi, czy mur który został zbudowany poprzez przykre doświadczenia. Blondynce zamyśliła się na chwilę patrząc na niego. Przed jej oczyma przelatywały jej wszystkie kłótnie. Wszystkie złe słowa wypowiedziane pod jego adresem obijały się echem w jej głowie. Było jej przykro, że takie sytuacje miały miejsce. W końcu uniosła dłoń i ułożyła ją na ramieniu Juliusza przesuwając po nim delikatnie. Chciała mu dodać otuchy i ofiarować swoje wsparcie. Chciała mu powiedzieć, by wiedział iż może na nią liczyć, lecz...Cos ją zatrzymało. Może za wcześnie z takimi wyznaniami? Z resztą wolała wpierw zacząć od czynów. W pewnym momencie poczuła jego bliskość. Rozchyliła wargi i przechyliła głowę na bok. Kosmyki jej blond włosów opadły na jej oczy. - Ból minie. Ważne, by iść do przodu. - Powiedziała cichym głosem i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Zaraz potem spuściła wzrok i wstała. Musiała rozprostować kości.
    Na wzmiankę o wieku skinęła głową. Miał absolutną rację. Nasz intelekt w prawdzie mówił o wieku jaki posiadamy. Cyfry były tylko małą drobnostką.
    - Jak byłam mała bardzo chciałam dorosnąć.- Powiedziała w pewnym momencie i uśmiechnęła się na wspomnienia jak zakładała za duże obcasy swojej rodzicielki, malowała usta czerwoną szminką i przeglądała się w lustrze zastanawiając w końcu kiedy wejdzie w pełnoletni świat. - Jednak z biegiem czasu wolałam się zatrzymać w czasie. Mieć wiecznie naście lat, chodzić na uczelnie. W prawdzie niczym się nie przejmować. - Pokręciła głową przeczesując swoje włosy. - Nim się obejrzę zostanę będę stara i brzydka. Broń Boże, bym była taka jak te wszystkie staruszki, które co chwile spiskują przeciwko młodym. - Machnęła ręką śmiejąc się.
    Nie, miała nadzieję że ona taka nie będzie. W przeciwnym razie, chyba wolałaby rzucić się w z mostu.
    Była zadowolona z efektu sali. Spełniło jej oczekiwania, oraz miała nadzieję że inni będą podzielać jej zdanie. W końcu chcieli jak najlepiej wykonać swoje zadanie, by zadowolić gości. Juz otwierała usta, by odpowiedzieć na jego pytanie, lecz do restauracji wpadł kucharz. Wysoki brunet przy tuszy, który był bardzo lubiany przez personel. Zawsze pomógł, rzucił żartem i dobrze poradził. Po prostu Grzegorz. Mężczyzna jakich mało. Wchodząc z jakimiś pudłami przywitał się radośnie żartując, iż wiedział że pewnie szef będzie siedzieć do nocy w celu przygotowania sali. Stawiając kartony z produktami wytłumaczył szefowi korzystne ceny i okazje na giełdzie, oraz zapewnił że wszystko rankiem rozpakuje. Kiedy wszystko zostało ułożone w kuchni i nie było już pracy Grzesiek zaproponował Laurze, iż odwiezie ją do domu na co dziewczyna przystaną nie ukrywając zadowolenia. Przynajmniej nie musiała wracać sama do domu na pieszo. Nim jednak wyszła doszła do szefa z nikłym uśmiechem na ustach.
    - Do widzenia Panu. Proszę jechać ostrożnie. - Wyciągnęła w jego stronę dłoń. Chciała pożegnać się jak należy. W jej spojrzeniu można było dostrzec enigmatyczny błysk. Jakie myśli kłęby się w tej blond głowie? Ni tego nie wiedział.

    OdpowiedzUsuń
  25. Zagadywana przez kolegę z pracy pogrążyła się w myślach obserwując krople deszczu spływające po szybie. Całą uwagę skupiła na dzisiejszych wydarzeniach i związanej z nimi osobie. Czyżby młody szef ją oczarował? Zrobił na niej piorunujące wrażenie? W między czasie wyciągnęła telefon by sprawdzić wiadomości od nieznajomego mężczyzny. Nie było ich, jednak kobieta jakoś dzisiaj o tym nie myślała. Nie zwracała uwagi na brak wiadomości. Może nie miał czasu? Może był czymś zajęty? Kiedy tylko weszła do domu padła ze zmęczenia. Mimo wszystko ogarniała ją pozytywna energia.
    Sen jednak nie trwał zbyt długo. Wydawało się, że przeminął w nieubłaganie szybkim tempie. Laura wstała spoglądając na zegarek. Mimo wczesnej pory zadzwoniła do wszystkich pracownic prosząc ich o czysty, elegancki strój do pracy. Sama także postarała się o elegancki wizerunek. Wyglądając rękoma materiał czarno-białej sukienki wstała i podeszła do lustra. Włosy zostawiła w lekkich falach upinając je do góry. Lekki makijaż i była gotowa do pracy. Miała i tak jeszcze sporo do zrobienia, toteż postanowiła się pośpieszyć. Ku jej zdziwieniu zauważyła już auto szefa. Znowu to pytanie, jak dzisiaj między nimi będzie? Wchodząc na kuchnie rozejrzała się po niej. Tu go nie było, w takim razie skierowała się na salę. Od razu dostrzegła mężczyznę na drugim końcu. - Dzień Dobry.- Odezwała się w pewnej chwili przesuwając spojrzeniem po jego plecach. Nic dziwnego, skoro stał do niej tyłem.

    OdpowiedzUsuń